kanteleblog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(19)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy kantele.bikestats.pl

linki

Mazovia MTB Marathon Szczytno pachnące poziomkami

Niedziela, 26 czerwca 2011 Kategoria >50 km, wyścigi, ze zdjęciami
Km: 56.50 Km teren: 50.00 Czas: 02:39 km/h: 21.32
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: 175175 ( 97%) HRavg 163( 90%)
Kalorie: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Scott Scale 70 Aktywność: Jazda na rowerze
Jeden z nowych celów na ten sezon został dzisiaj zrealizowany, a to mianowicie i konkretnie cel trzeci, czyli przywieźć jeszcze jeden pucharek :)

Cel numer trzy spełniony


Hm, tak sobie w myślach wyznaczyłam właśnie jeszcze jeden cel dodatkowy... żeby chociaż raz w tym sezonie przywieźć pucharek za drugie miejsce ;)

Do Szczytna podróż nietypowa bo tym razem bez Marka. Marek musiał, niestety, zostać w domu, warować przy telefonie i kompie :( Ale pożyczył mi auto :)
To skorzystałam z okazji i zawiozłam Tatę na chatę do rodziny. To jest domek letniskowy mojego wujka, tylko 30 km od Szczytna, więc pojechaliśmy tam w sobotę i spędziliśmy kilka miłych chwil. Miałam przy okazji przeprawę bo pierwszy raz prowadziłam sama auto w tak długiej trasie i w dodatku bez Marka. Mój Tata oczywiście też jest kierowcą, ale postanowiłam sprawdzić, czy w razie czego będę mogła całkiem sama pojechać na jakieś zawody, bez szofera.
Być może... to była jedna z przyczyn, dla której maraton jechało mi się słabo, bo jednak dla niewprawnego kierowcy prowadzenie auta jest męczące. Drugą przyczyną być może było to, że kiepsko spałam, bo moja kochana rodzinka postanowiła mnie obudzić, najpierw o 6 a potem o 7 rano. O 4 rano zaś obudziły mnie ptaki, w końcu to las...

Nogi miałam jak z waty, zwłaszcza na początku. Pierwsze 15 km było okropne.

Ale po kolei. Na zawody przyjeżdżamy o mniej więcej standardowej porze, tuż po 10 rano. Znalezienie miejsca parkingowego bez problemu.
Obowiązkowy kibelek ;) W tej miłej okolicy spotykam Krzyśka i Norberta.
Potem zawijam od razu do mojego sektora (piątego), który jest prawie przy wejściu na stadion. Gdy tak sobie stoję, nagle do sektora pakuje się jakiś wielki gość ;) To Damian. Dziwię się, że startuje z piątki, ale wpadł tylko towarzysko do mnie. Wyjątkowo się nie wyzłośliwia, pewnie zachowuje siły na "po". Potem z boku gdzieś wyskakuje do mnie Aretzky, bezczelnie twierdząc, że nienawidzi mnie za koszulkę. Przygaduję mu, że jak się nie chodzi na treningi WKK to się nie ma koszulki.

Krzysiek ustawia się gdzieś z przodu sektora, mnie nie chce się do niego pchać. Zresztą postanowiłam dzisiaj zastosować nową strategię (w zasadzie to w ogóle jakąś strategię) i nie jechać na maksa od samego początku, żeby rozłożyć siły lepiej na cały dystans. Więc na początku Krzysiek mi trochę ucieka.

Wytęż wzrok:


A jeśli mnie nie znaleźliście na tamtej fotce, to na tej nie powinno być problemu


Krzysiek na początku mi trochę odjechał - na tej fotce to widać. Połowa Krzyśka po prawej, połowa mnie po lewej, pośrodku jakiś obcy biker ;)


Jedzie mi się jakoś kiepsko, waciane nogi. Jak napisałam, widzę w zasadzie dwa powody tego stanu. Lekkie niewyspanie i zmęczenie po prowadzeniu poprzedniego dnia auta. Poza tym organizatorzy zafundowali nam dość mocno pofałdowaną trasę i na początek sporo podjazdów. W dodatku od samego początku nasuwa mnie kolano.
Jednak po niedługiej chwili doganiam Krzyśka i wyprzedzam na jakimś podjeździe. Trochę mu uciekam, jednak cały czas siedzi mi na plecach.
Po kilkunastu kilometrach rozkręcam się ale Krzysiek mnie znowu za jakiś czas przegania. Niedobrze, nie mogę tak łatwo oddać pola. Kolejne kilka kilometrów i znów ja jadę pierwsza. Staram się jak mogę, żeby mnie nie dogonił.
Do pierwszego bufetu wypijam prawie całe picie, a tu zonk... na bufecie nie ma picia w butelkach, tylko kubeczki. Oż fak. Trudno, nie zatrzymuję się żeby uzupełnić picie. Łapię tylko batona i lecę dalej, licząc na to, ze ostatni łyk picia mi uratuje życie w potrzebie do kolejnego bufetu. Wciągam batona od razu, picie zostawiam sobie na kryzysowy moment.
Nie ma bata, na kolejne zawody trzeba zainwestować w camelback.

Od jakiegoś czasu Krzyśka już nie widzę za sobą, gdzieś się zgubił.
Rozglądam się też pilnie za moją rywalką, Dorotą. Ona jedzie z siódmego sektora (o ile jedzie) więc niestety, nie mam jej jak kontrolować, ale przynajmniej mogę pilnować pleców czy nie pojawia się gdzieś w okolicy.

Teraz jedzie mi się lepiej, trasa zaczyna mi wreszcie sprawiać przyjemność. Jest naprawdę ślicznie, jak z pocztówki. Kwiaty, łąki, pola, las. I wszechobecny zapach poziomek oraz... w niektórych miejscach swojska woń nawozu ;) Ptaki śpiewają...
Trasa fajna, urozmaicona, dość mocno pofałdowana ale mało techniczna. Chociaż... pewnie dla niektórych szutry, dziury i niewielkie łachy piachu oraz drobne błotko są techczniczne, dla mnie przestały być techniczne jakiś czas temu. Mało asfaltu.

Przyjemny błotno-trawiasty singielek nad jeziorem


Jedno miejsce tylko psuje miły oku i nosu efekt... rozkładające się na trasie zwłoki jakiegoś biednego zwierzaka. Musimy to miejsce minąć dwukrotnie, na początku i pod koniec trasy.

Na drugim bufecie na szczęście są butelki więc łapię Powera i jeszcze banana. Po wciągnięciu banana momentalnie mam przypływ energii. Nie sądziłam, że to tak może działać. Końcówkę trasy jadę już dość mocno zmęczona ale w niezłym tempie. Odpuszczam sobie tylko dwa miejsca, które przechodzę z buta. Kamienisto-stromo-wąski podjazd, który wyglądał świetnie i pewnie bym go z przyjemnością pokonała gdyby był na początku trasy ale już nie miałam na niego siły, oraz dużą błotnistą kałużę pod sam koniec, gdzie postanowiłam, że skoro całą trasę przejechałam w miarę czysta to nie będę się teraz brudzić.

Na metę wpadam tuż przed Rękawkiem ;) I przed Krzyśkiem, który ma do mnie stratę 37 sekund, uf o włos!

Naprawdę próbowałam ich gonić jeszcze nawet na samym końcu


Meta!


Czułam na plecach oddech Krzyśka przez całą trasę


Po wydyszeniu się, gadamy chwilę z Krzyśkiem i Norbertem oraz Olafem, potem jeszcze spotykam Che, która przez pomyłkę pojechała Mega, ale i tak jest trzecia w swojej kategorii. Objechała mnie o około 20 minut jadąc tempem jak na giga. To jest harpagan... Przy okazji mogę sobie podnieść Speca, ale lekuchny jest...

Che wsadziła mi ze 20 minut


Pod podium jeszcze przychodzi Damian, porobić to, co odłożył na później to znaczy powyzłośliwiać się :) Ale nie pozostaję dłużna.

Dystans według orga 61 km, według licznika 56,5 km
Czas 02:38:41
miejsce open 15/25, K3 3/6
w generalce open awans na 8 miejsce

Uf, całe szczęście, że się nie zatrzymałam na tym bufecie bo Kasia Morończyk z Airbika wpadła na metę tylko 27 sekund po mnie! Dorota była aż na 5 miejscu, włożyłam jej 10 minut. Czyżby jakaś awaria?

Wygląda na to, że moja Ciocia mi przynosi szczęście. Jak kibicowała mi w Olsztynie to też byłam na podium ;) Muszę ją częściej brać na zawody.

Rodzinka wypatruje mnie pilnie


kadencja 78/120
KOW: 8 (1272)

praca z akcentem

Piątek, 24 czerwca 2011 Kategoria dojazdy, trening
Km: 40.23 Km teren: 10.00 Czas: 02:05 km/h: 19.31
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: 160160 ( 88%) HRavg 123( 68%)
Kalorie: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Scott Scale 70 Aktywność: Jazda na rowerze
Do pracy i nazad starndardowo okrężną trasą. Chociaż w zasadzie to niestandardowo bo dzisiaj jakoś popałętałam się po trochę innych kabacko-powsińskich ścieżkach niż zazwyczaj.
Przy powrocie "akcent" w postaci dwuminutowego zapylania ze średnią ponad 34 km/h a poza tym to dość spokojna jazda :)

kadencja: 80/124
KOW: 3 (375)

pompujemy + inne ćwiczonka

Czwartek, 23 czerwca 2011 Kategoria trening siłowy, trening
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:00 km/h: 0.00
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m Aktywność: Jazda na rowerze
Najpierw pompeczki
12 + 13 + 10 + 10 + 20

Potem ćwiczenia siłowe, zestaw AB
Obciążenie na gryfie + 2x2,5 kg (na ręce też)

KOW: 5 (600)

interwały w Kabatach

Środa, 22 czerwca 2011 Kategoria dojazdy, trening
Km: 28.43 Km teren: 10.00 Czas: 01:38 km/h: 17.41
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: 153153 ( 85%) HRavg 112( 62%)
Kalorie: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Scott Scale 70 Aktywność: Jazda na rowerze
Bardzo spokojny dojazd do Lasku Kabackiego. Tam pokręciłam trochę po głównych ścieżkach a trochę po brzegowym singielku. Oczywiście Lasek Kabacki znów mnie zaskoczył, jak zwykle. Nie wiem ile już razy jadę sobie ścieżką i myślę, że dojadę w jakieś miejsce a okazuje się, że dojeżdżam zupełnie gdzie indziej...

kadencja 81/115
KOW: 5 (440)

praca

Środa, 22 czerwca 2011 Kategoria dojazdy
Km: 9.32 Km teren: 0.00 Czas: 00:27 km/h: 20.71
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: 149149 ( 82%) HRavg 120( 66%)
Kalorie: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Scott Scale 70 Aktywność: Jazda na rowerze
O rety, po wczorajszym dniu to wszystko mnie boli. Zakwasy, zawiasy i w ogóle. Ufff... a na dzisiaj trener rozpisał mi "interwały w terenie". Jak ja to kurde przeżyję.

pompujemy + inne ćwiczonka

Wtorek, 21 czerwca 2011 Kategoria trening siłowy, trening
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: 02:00 km/h: 0.00
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m Aktywność: Jazda na rowerze
Najpierw pompeczki
10 + 12 + 9 + 9 + 20

Mogę się w zasadzie przyznać, bo działa. Działa, działa, działa :)
Wdrażam program 100 pompek.
Oczywiście nie chodzi o to, żebym zrobiła 100 pompek bo to bez sensu. Chodzi o to, żeby zwiększyć ilość robionych pompek w jednej serii. I to naprawdę działa. Do tej pory robiłam 11 pompek, z "oddechem", a nawet dwoma "oddechami" tzn. z chwilami przerwy co ileś pompek w serii. Teraz robię te wszystkie serie pompek bez przerwy, włącznie z tą ostatnią! No i ilość pompek, które jestem w stanie ciurkiem zrobić jest już zwiększona prawie dwukrotnie. Co wy na to :)

Potem ćwiczenia siłowe i stabilizacyjne, zestaw CA czyli:

C
wypad z obciążeniem x5 (ćw. stabilizacyjne)
pseudopompka na piłce rehabilitacyjnej x5 (ćw. stabilizacyjne)
brzuszki ze skrętem 4x40

A (dzisiaj nieco zwiększone obciążenie na gryfie)
przysiad z obciążeniem 4x20 (+2x2,5kg)
step z obciążeniem 4x20 (+2x2,5kg)
wspięcia na palcach 4x18

KOW: 5 (600)

WKK - z Kopą Cwila moje boje ciąg dalszy

Wtorek, 21 czerwca 2011 Kategoria trening
Km: 25.95 Km teren: 15.00 Czas: 01:54 km/h: 13.66
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: 174174 ( 96%) HRavg 133( 73%)
Kalorie: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Scott Scale 70 Aktywność: Jazda na rowerze
Nie chciało mi się dzisiaj iść na ten trening. Miałam ciężki dzień w pracy i miałam ochotę pójść spać, a nie - bułować się na jakichś wertepach. Jednak poszłam i dobrze, trochę poprawiło to moje nastawienie do życia ;)
Dzisiaj po dojechaniu na miejsce zbiórki musiałam z Kabat wracać do domu w zasadzie. Bo trening na Kopie Cwila. Więc w tę i nazad. Nazad w całkiem niezłym tempie bo grupka harpagańska popędziła jakby ich wściekłe psy goniły, nie zważając na czerwone światła i takie tam. Ja i jeszcze kilku maruderów jednak odpuściliśmy sobie na czerwonym więc zostaliśmy z tyłu. W każdym razie w pewnym momencie, goniąc ich, na prostej i płaskiej wykręciłam 41 km/h ;)
Błażej wymyślił całkiem pokrętną i dość długą pętlę po Kopie i okolicach. Ogólnie była dość prosta. Drobny problem miałam z moim postrachem czyli trawiastym podjazdem od północnej strony. I tak uważam za swój wielki osobisty sukces, że raz podjechałam. Tak na prosto, "na murzyna". I to nie na 1x1 ;) tylko na 1x2.
Ostatnio próbowałam tam podjechać w marcu w ten sposób ale nie wyszło, skończyło się wówczas na kilku zygzakach w poprzek podjazdu.
Za drugim razem spadł mi łańcuch więc nie podjechałam wcale. Za trzecim razem wjechałam do połowy a potem nie starczyło mi siły. Czwarty raz sobie odpuściłam.
Drugim elementem, który mnie pokonał była "Smródka", a konkretnie jej przebycie na rowerze w jedynym możliwym miejscu. Oczywiście skończyło się na skakaniu z rowerem na ramieniu i mokrych butach :) Zupełnie nie wiem, co mnie tak przeraża w tym przejeździe bo jak sobie go w myśli odtwarzam to wcale nie wygląda tak strasznie.
Pętla była tak długa, że prawie nie spotykało się na niej pozostałych uczestników treningu (!)
Na Kopie Cwila i gdzieśtam w okolicach smródki siedziały grupki podchmielonych nastolatek/nastolatków. Miały z nas chyba całkiem niezłą polewkę, bo komentarze różne leciały za każdym razem jak przejeżdżałam obok. Co za durne pały.

kadencja 75/128
KOW: 5 (1140)

praca

Wtorek, 21 czerwca 2011 Kategoria dojazdy
Km: 9.20 Km teren: 0.00 Czas: 00:58 km/h: 9.52
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Scott Scale 70 Aktywność: Jazda na rowerze
Wczoraj miałam przymusowy odwyk bo rano padało :) Po południu zaś stwierdziłam, że spędzę dzień na leniuchowaniu. Za to dzisiaj z przyjemnością wsiadłam na rower.
Dziwna dzisiaj pogoda rano była. Na termometrze jak wstałam, tylko 12,5 stopnia. Jak wychodziłam - 13,5. Słonko świeci, ale wieje. Ubrałam się trochę cieplej ale było dziwnie ciepło, zgrzałam się.
Po południu już bardziej klarowna pogoda. Bardzo przyjemna aura na rower się zrobiła.

pompujemy

Niedziela, 19 czerwca 2011 Kategoria trening siłowy, trening
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: 00:10 km/h: 0.00
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Scott Scale 70 Aktywność: Jazda na rowerze
9 + 10 + 8 + 8 + 20

119 km na 119 urodziny Liege - Bostogne - Liege ;)

Sobota, 18 czerwca 2011 Kategoria >100 km, wycieczki i inne spontany
Km: 119.08 Km teren: 5.00 Czas: 05:46 km/h: 20.65
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Scott Scale 70 Aktywność: Jazda na rowerze
Mieszane miałam trochę uczucia, żeby zaraz po zawodach biegowych wsiadać na rower i zapylać ponad 100 km ale w końcu co tam, ja nie dam rady? :)
Od biegu mniej więcej zaczęło się robić duszno i zapowiadało się na deszcz. Mimo wszystko, zdecydowaliśmy się z Markiem jechać.
Jechało się super fajnie, aura była dość przyjemna bo nie było słonka. Deszcz przez całą drogę tylko próbował straszyć, pokazując nam czarne chmury to z tej, to z tamtej strony. Polało nas jednak, i to solidnie, dopiero około 10 km od celu, ale że już było blisko to nie przejęliśmy się zbytnio.
Była to całkiem inna jazda niż poprzednia moja wyprawa rowerowa do Siedlec. Wtedy był potworny upał, jechałam we wmordewindzie, w dodatku do Siedlec jest trochę pod górkę przez cały czas. Poza tym niepotrzebnie w połowie trasy zjadłam kanapki z nutellą i przez resztę drogi bolał mnie brzuch. Ale... dość wspominek ;)
Tym razem było fajnie. Nie czułam wielkiego zmęczenia, dopiero gdzieś pod koniec trasy podjazdy zaczęły trochę dawać się we znaki.
Gorzej miał Marek, który jechał objuczony całymi naszymi bagażami. Bagażu, w sensie, ciuchów na zmianę, było mało. Niestety, akurat Markowi przypadł w weekend dyżur w pracy i tachał w związku z tym również laptopa z całym majdanem. W Siedlcach zważyliśmy jego rower z tym wszystkim i okazało się, że waży około 30 kilo, ufff!!!
Jedyny błąd jaki popełniliśmy to - wzięliśmy trochę za mało picia. Ale nie chciałam jeszcze bardziej Marka objuczać przed wyjazdem. No nic, nauczka na następny raz.
W ramach ciekawostki, wyczytałam w MR, że akurat tyle lat, co kilometrów nam wyszło, w tym roku świętuje znany wyścig Liege - Bostogne - Liege. A więc niech te 119 km będzie w tej intencji ;)

kadencja 74/100

kategorie bloga

Moje rowery

KTM Strada 2000 24420 km
Scott Scale 740 6502 km
Scott Scale 70 18070 km
b'twin Triban 3 (sprzedany) 2423 km
Scott Scale 80 (skradziony) 507 km
Giant Rincon (sprzedany) 9408 km
Trenażer 51 km
rower z Veturilo 323 km

szukaj

archiwum