kanteleblog rowerowy

informacje

baton rowerowy bikestats.pl

Znajomi

wszyscy znajomi(19)

wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy kantele.bikestats.pl

linki

pompujemy

Wtorek, 5 lipca 2011 Kategoria trening siłowy, trening
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: 00:10 km/h: 0.00
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m Aktywność: Jazda na rowerze
11 + 13 + 9 + 9 + 20

Dopiero po wykonaniu pompek umyłam się z błotka, które nabrałam na me nóżki zgrabne podczas wyrypy na treningu WKK. No i okazało się że straty na ciele są poważniejsze, niż mi się wydawało. Prawe kolano spuchnięte w dwóch miejscach jak banieczka, lekko też dziurawe. Na lewym seria zadrapań i tyleż pomniejszych siniaków. W ogóle nie wiem jak ja to zrobiłam, że się tak poobijałam... Boleć mnie nie boli zbytnio, pewnie jutro będzie dopiero masakra.

WKK z zastępstwem

Wtorek, 5 lipca 2011 Kategoria trening
Km: 23.27 Km teren: 15.00 Czas: 02:14 km/h: 10.42
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Scott Scale 70 Aktywność: Jazda na rowerze
Dzisiaj Błażej był nieobecny. Zastępował go chyba podopieczny z klubu.
W sumie to czuło się, że to zastępstwo bo jakiś taki był ten zastępca niezdecydowany. No i chyba jeździł razem z nami całą zaproponowaną przez siebie pętelkę. W związku z tym brakowało mi tego żeby ktoś stał na trasie i podpowiadał, pomagał, czasem opierdzielił.
Trening w Kabatach, długa pętelka częściowo w "wąwozie" a częściowo na dobrze już znanej trasce z niezbyt stromym pod koniec korzenistym podjazdem.
Wyrypa sztuk raz, akurat na oczach Krzycha :) W miejscu, które zwykle podjeżdżam z lekkim spięciem ale podjeżdżam. Chciałam Krzychowi pokazać lepszy tor jazdy niż ten, który on wybrał i się zdekoncetrowałam. Wyrypa wydawała się dość niegroźna, ale jak się okazało bardzo szybko wylazły mi wielkie dwa siniole na kolanie (jeszcze przed końcem treningu). Jutro będą piękne dopiero...
Na końcowym korzenistym podjeździe na ostatniej pętli pierwszy raz spróbowałam przejechać paskudny korzeń, który do tej pory mnie pokonywał psychicznie (zawsze tam schodziłam z roweru i podprowadzałam). Nie to, żeby mi się udało przejechać bo tylne koło mi zbuksowało i się zatrzymałam. Ale przynajmniej spróbowałam. Nie jest taki straszny ten korzeń, przy lepszym nastawieniu psychicznym da się przejechać. Następnym razem go przejadę na pewno.


kadencja 71/139
KOW: 5 (670)

praca

Wtorek, 5 lipca 2011 Kategoria dojazdy
Km: 18.20 Km teren: 0.00 Czas: 00:54 km/h: 20.22
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: 162162 ( 90%) HRavg 121( 67%)
Kalorie: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Scott Scale 70 Aktywność: Jazda na rowerze
Nareszcie znowu można rowerem pojechać. Nie padało, ale na wszelki wypadek założyłam błotniki. Jechało mi się ciężko ale chyba z powodu ocierającego hamulca, tylnego tym razem. W ciągu dnia popadało trochę, ale momentami wyszło słoneczko.
Powrót do domu nieco lżej bo z wiatrem i wygląda na to, że może dzisiaj łaskawie nam oszczędzi niebo więcej wody, zwłaszcza na trening WKK :)

pogrom ślimaków

Niedziela, 3 lipca 2011 Kategoria trening
Km: 43.98 Km teren: 0.00 Czas: 02:38 km/h: 16.70
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: 159159 ( 88%) HRavg 119( 66%)
Kalorie: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Scott Scale 70 Aktywność: Jazda na rowerze
Skorzystałam z chwilowej przerwy w deszczu i poszłam się pokręcić po Lasku Kabackim. Oczywiście błotka nie brakuje, ale jakoś go nie unikałam dzisiaj. W ogóle w związku z okolicznościami tego tygodnia i straszliwym rowerowym lenistwem, jestem niewyjeżdżona. Jeździło mi się świetnie. Aura w lesie cudowna. Lekka mgiełka, zapachy... mało ludzi. Tylko kilku biegaczy i niedzielnych ;) rowerzystów.
Na koniec treningu 3 min akcent (HR 153/158, kadencja 96/107, prędkość 31,4/35,8).
Deszcz złapał mnie dopiero jak już wracałam, ale nie zdążył mnie zbytnio zmoczyć.
Żal mi ślimaków. W taką pogodę masowo wyłażą z trawy, krzaków i żywopłotów i masowo giną pod buciorami na chodniku :( Na samych schodach pod blokiem naliczyłam chyba ze cztery rozdeptane ślimaki.



kadencja 78/130
KOW: 3 (474)

pompujemy

Niedziela, 3 lipca 2011 Kategoria trening siłowy, trening
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: 00:10 km/h: 0.00
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m Aktywność: Jazda na rowerze
9 + 10 + 8 + 8 + 20

pompki ze złości

Piątek, 1 lipca 2011 Kategoria trening siłowy, trening
Km: 0.00 Km teren: 0.00 Czas: 00:10 km/h: 0.00
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: HRavg
Kalorie: kcal Podjazdy: m Aktywność: Jazda na rowerze
Dzisiaj przeskok na "wyższą" partię pompkową. P. Jacek mi co prawda nie polecał robić ćwiczeń siłowych przez najbliższe dwa tygodnie, ale chyba jak strzelę parę pompek to się nic nie stanie ;) Zresztą muszę odreagować gumę...

8 + 9 + 7 + 7 + 21

dzieci z tego nie będzie

Piątek, 1 lipca 2011 Kategoria dojazdy
Km: 15.35 Km teren: 0.00 Czas: 00:53 km/h: 17.38
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: 153153 ( 85%) HRavg 116( 64%)
Kalorie: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Scott Scale 70 Aktywność: Jazda na rowerze
Wczoraj totalna laba. Rowerek we środę po południu powędrował na przegląd więc cały czwartek byłam bez roweru. Dopiero wieczorem go odebrałam.
Dzisiaj rano do pracy jeszcze na sucho, chociaż widać było, że się na coś zanosi. Jechało mi się świetnie. Dzień całkowitego odpoczynku i wcześniejsze dni z niewielką ilością jazdy dobrze mi zrobiły, czułam się niewyjeżdżona. Zresztą rowerek z nowym łańcuchem i kasetą, chodzi jak nowy.
Niedługo po tym jak znalazłam się w pracy, zaczęło padać. I padało jak w tym dowcipie, tylko dwa razy. Od rana do południa i od południa do wieczora.
Zastanawiałam się, czy w takich warunkach robić trening, ale jak wyszłam z pracy to okazało się, że nie jest tak źle, a nawet jest przyjemnie.
Niestety, plany pokrzyżowała mi guma. Pęknięta oczywiście. A konkretnie to około siedmiomilimetrowej długości kawałek szkła z rozbitej butelki (jak się potem okazało).
Guma przydarzyła się gdzieś w okolicach skrzyżowania Wilanowskiej z Puławską. Nie chciało mi się szukać dziury w całym w tej mżawce, chociaż miałam ze sobą łatki, łyżki i w ogóle. Więc postanowiłam uderzyć kawałek z buta a kawałek czymś podjechać do domu.
Wydawało mi się, że będzie bliżej do autobusu przy skrzyżowaniu Puławskiej z Wałbrzyską, jednak to był chyba błąd. Tak czy siak, dolazłam do tramwaju (z buta około 500m), podjechałam jeden przystanek i polazłam do autobusu i ponieważ nie bardzo znam trasy autobusów, to zasugerowałam się tym, co mi pewna kobietka powiedziała, że 192 taaaaak, oczywiście, jedzie do metra Ursynów.
Jasne. Do metra Ursynów, jedzie. Jasne. Tylko jakoś tak w odległości 2 kilometrów do niego jedzie.
... No więc reszta powrotu z pracy z buta (około 2 kilometry).
Nie chciałam niszczyć opony i obręczy więc ramiona mnie bolą jak jasny diabeł. W sumie z buta wyszło jakieś 2,5 km i licząc razem z podjechaniem tramwajem/autobusem i czekaniem na nie, wracałam do chaty jakieś 1,5h.
Kompletny bezsens, bo gdybym bezpośrednio z tramwaju poszła z buta do domu to wyszłoby tyle samo odległościowo a zdecydowanie krócej czasowo (bo nie czekałabym na durny autobus).
W chacie wywlokłam dętkę z koła i przy okazji zauważyłam, że mam do wymiany opaskę na obręcz, bo jest całkiem ściuchrana. Więc jeszcze po obiedzie wędrówka do Bikemana na chwilę.
A w oponie tkwił siedmiomilimetrowy zielony kawałek szkła.
Ech.

przymusowa laba

Środa, 29 czerwca 2011 Kategoria dojazdy
Km: 18.47 Km teren: 0.00 Czas: 00:58 km/h: 19.11
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: 150150 ( 83%) HRavg 126( 70%)
Kalorie: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Scott Scale 70 Aktywność: Jazda na rowerze
Od dzisiaj przymusowa lekka laba bo p. Jacek mi rozpisał odpoczynkowe dwa tygodnie i zalecił raczej nie jeździć poza dniami treningowymi. O rety. No nie, ale do pracy to muszę rowerem, przecież w naszej cudnej komunikacji nie da się wytrzymać.
Dzisiaj miałam wracać okrężną drogą do domu ale skoro p. Jacek powiedział, że nie, to nie. Więc dzisiaj mało kilometrów.
Jak wracałam, jakaś głupia baba z papierochem zajechała mi drogę wyjeżdżając autem z podporządkowanej. Na szczęście okno miała otwarte, więc gdy się zatrzymała, nie omieszkałam jej poinformować o jej poziomie inteligencji.
Odprowadziłam potem rower na przeglądzik. Przy okazji pooglądałam bagażniki na sztycę i pomacałam carbonową sztycę... w końcu miesiąc odwykowy właśnie się kończy ;)

zdechlak część 2

Wtorek, 28 czerwca 2011 Kategoria dojazdy, test
Km: 18.26 Km teren: 0.00 Czas: 00:58 km/h: 18.89
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: 147147 ( 81%) HRavg 120( 66%)
Kalorie: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Scott Scale 70 Aktywność: Jazda na rowerze
Wczoraj byłam ostro zmęczona po weekendowym ściganiu, ale dzisiaj to już przeszło wszelkie wyobrażenie. No myślałam, że do pracy nie dojadę w tym wmordewindzie. Nawet w miejscu, gdzie zwykle nie ma wiatru nawet gdy jest wiatr, i gdzie zwykle nasuwam trzydziestką bez przekraczania granicy 2 strefy tętna, dzisiaj wlokłam się a tętno niebezpiecznie podskoczyło.
Powrót najkrótszą drogą, na szczęście wiatr nie zmienił się i popychał mnie do domu.
Miałam iść po południu na trening WKK. I tak siedziałam w domu przed wyjściem na trening, jeszcze w ciuchach rowerowych i dumałam - iść, nie iść, iść, nie iść... I w końcu 10 minut przed wyjściem rozmyśliłam się.
Byłam zmęczona, zakatarzona, bolało mnie gardło, bolała mnie głowa i w dodatku mnie dopadło jeszcze... więc chociaż żal mi było tego treningu, stwierdziłam, że chrzanię i nie będę się zarzynać.
Zresztą, dostałam rozpiskę od p. Jacka na najbliższe dwa tygodnie i mam trochę poodpoczywać. No to będę odpoczywać, a co. W końcu kiedyś trzeba...

Strzeliłam tylko sobie testowe pompki w cyklu 100pompek. Zrobiłam ich 20. Ciekawe zjawisko w ogóle, bo fizycznie wiem, że mogłam zrobić ich trochę więcej ale mój mózg przy dwudziestej pompce kategorycznie zabronił ciału robić więcej.

Zdrzemnęłam się po obiedzie. Obudziłam się po 2 godzinach, akurat w dobrym momencie, żeby odebrać telefon od Krzyśka. Właśnie z Olgą wrócili z WKK i siedzą koło nas w pizzerii. Sugestia napicia się piwka zdecydowanie poprawiła moje samopoczucie więc za chwilkę siedzieliśmy z Markiem już wspólnie z nimi w tej pizzerii.
Jak się okazało, dzisiejsze WKK było na Skarpie Ursynowskiej więc dobrze się może nawet stało, że nie poszłam. Po pierwsze to dla mnie bardzo trudne miejsce jest, trochę zbyt trudne nawet. Po drugie, zarżnęłabym się na maksa i nie skorzystała zbyt wiele dzisiaj.

zdechlak

Poniedziałek, 27 czerwca 2011 Kategoria dojazdy
Km: 32.35 Km teren: 0.00 Czas: 01:48 km/h: 17.97
Pr. maks.: 0.00 Temperatura: °C HRmax: 142142 ( 78%) HRavg 113( 62%)
Kalorie: kcal Podjazdy: m Sprzęt: Scott Scale 70 Aktywność: Jazda na rowerze
Po wczorajszych zawodach czuję się, jakby mnie tramwaj przejechał. Kompletny zdechlak, zero siły. Być może do ogólnego zmęczenia dołożyło się to, że po zawodach prowadziłam samochód ze Szczytna, włącznie ze staniem w trzech korkach po drodze, co jest dla mnie straszne męczące. W każdym razie jechałam dzisiaj do pracy ekstremalnie długo. W dodatku był wmordewind. W dodatku... co zauważyłam dopiero po południu, źle założyłam przednie koło po transporcie roweru i ocierał mi hamulec.
Po południu trochę lepiej ale jakaś taka przytępiona jestem przez cały dzień. Pod Laskiem Kabackim napotkałam jakąś fachową bikerkę. Fachowość rozpoznałam po stroju, kadencji i braku jechania zygzakiem i bujania roweru na boki ;) Pomachała mi. Zjawisko to było tak niecodzienne, że się zagapiłam i zdążyłam tylko kiwnąć głową w odpowiedzi na machnięcie.
Powrót z Kabat do domu to masakra bo wmordewind był tak silny a zmęczenie moje tak wielkie, że próba jechania szybciej niż 18 km/h spaliła na panewce.

kategorie bloga

Moje rowery

KTM Strada 2000 24420 km
Scott Scale 740 6502 km
Scott Scale 70 18070 km
b'twin Triban 3 (sprzedany) 2423 km
Scott Scale 80 (skradziony) 507 km
Giant Rincon (sprzedany) 9408 km
Trenażer 51 km
rower z Veturilo 323 km

szukaj

archiwum