Wpisy archiwalne w miesiącu
Wrzesień, 2014
Dystans całkowity: | 701.12 km (w terenie 0.00 km; 0.00%) |
Czas w ruchu: | 35:09 |
Średnia prędkość: | 19.95 km/h |
Liczba aktywności: | 29 |
Średnio na aktywność: | 24.18 km i 1h 12m |
Więcej statystyk |
praca
Wtorek, 30 września 2014 Kategoria dojazdy
Km: | 18.84 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:48 | km/h: | 23.55 |
Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: KTM Strada 2000 | Aktywność: Jazda na rowerze |
praca
Poniedziałek, 29 września 2014 Kategoria dojazdy
Km: | 20.67 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:59 | km/h: | 21.02 |
Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: KTM Strada 2000 | Aktywność: Jazda na rowerze |
znów niesubordynacja
Niedziela, 28 września 2014 Kategoria trening, wycieczki i inne spontany
Km: | 39.54 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:44 | km/h: | 22.81 |
Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: KTM Strada 2000 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Trochę mniejsza, ale jednak. Dziś miało być 60 min spokojnej jazdy, wyszło ciut więcej. Ale musiałam pojechać do Wkręconych na Wilanów, przymierzyć ściągnięte dla mnie Sidacze (za duże). A skoro już tam pojechałam to czemu nie zrobić sobie jakiejś rundki przez Okrzeszyn...? Wróciłam przez Kierszek, w nadziei, że odzyskam swój KOM (nie udało się), oraz trochę "przełajowo" przez Las Kabacki.
straszna niesubordynacja
Sobota, 27 września 2014 Kategoria trening, wycieczki i inne spontany
Km: | 30.85 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:00 | km/h: | 15.43 |
Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Mam wolne. Mam nie jeździć, odpocząć od roweru. Jeszcze przez około tydzień.
No ale jak tu nie jeździć, jak jest taka wspaniała pogoda? No i wolny weekend (co się rzadko zdarza)?
Nie mogłam dziś sobie zrobić wolnego, po prostu musiałam pójść na rower. Wzięłam Szkota i pojechałam do lasu.
Jeździłam dwie godziny. Na rozgrzewkę singiel a potem, zainspirowana wpisem na rovver.pl, poszłam na pętlę dookoła parku linowego. Z silnym postanowieniem zjechania po korzeniach koło wejścia do parku. Niestety, determinacji starczyło mi jedynie na dokładne obejrzenie tego zjazdu. Resztę pętli pokonałam bez problemów, dwa razy. Potem jeszcze pojechałam na pętlę między Nowoursynowską i Gąsek (wariant luźniejszy).
Jeździłam ze dwie godziny i było super :):)
No ale jak tu nie jeździć, jak jest taka wspaniała pogoda? No i wolny weekend (co się rzadko zdarza)?
Nie mogłam dziś sobie zrobić wolnego, po prostu musiałam pójść na rower. Wzięłam Szkota i pojechałam do lasu.
Jeździłam dwie godziny. Na rozgrzewkę singiel a potem, zainspirowana wpisem na rovver.pl, poszłam na pętlę dookoła parku linowego. Z silnym postanowieniem zjechania po korzeniach koło wejścia do parku. Niestety, determinacji starczyło mi jedynie na dokładne obejrzenie tego zjazdu. Resztę pętli pokonałam bez problemów, dwa razy. Potem jeszcze pojechałam na pętlę między Nowoursynowską i Gąsek (wariant luźniejszy).
Jeździłam ze dwie godziny i było super :):)
pożyczakiem
Czwartek, 25 września 2014 Kategoria dojazdy
Km: | 10.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:40 | km/h: | 15.00 |
Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: rower z Veturilo | Aktywność: Jazda na rowerze |
Z pracy do domu
rozjazd ;)
Poniedziałek, 22 września 2014 Kategoria dojazdy, trening
Km: | 10.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:40 | km/h: | 15.00 |
Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: rower z Veturilo | Aktywność: Jazda na rowerze |
Chyba mi się wczoraj upiekło bo chociaż było pochmurnie, to obiecany deszcz nie spadł. Zawody na Kazurce na sucho zatem.
Za to dziś od rana dżżyście. Pojechałam do pracy M+Bus co pozwoliło mi na doczytanie daaaaawno rozpoczętej pozycji.
Po południu pogoda się poprawiła i miałam szczęście - pod moim biurowcem stały jeszcze trzy rowery (zwykle o godz. 16 nie stoi żaden). Więc ucieszona, wyciągnęłam pożyczaka ze stojaka, sprawdziłam co najważniejsze (hamulce i opony) i pojechałam.
W trakcie okazało się, że mam tylko dwa najsłabsze biegi. Nie wróciłam jednak po inny egzemplarz tylko uznałam, że to idealne, żeby zrobić rozjazd jak należy (czyli baaaardzo spokojnie). Dlatego jechałam do domu aż 40 minut ;)
Od jutra roztrenowanie czyli... LABA ;)
Za to dziś od rana dżżyście. Pojechałam do pracy M+Bus co pozwoliło mi na doczytanie daaaaawno rozpoczętej pozycji.
Po południu pogoda się poprawiła i miałam szczęście - pod moim biurowcem stały jeszcze trzy rowery (zwykle o godz. 16 nie stoi żaden). Więc ucieszona, wyciągnęłam pożyczaka ze stojaka, sprawdziłam co najważniejsze (hamulce i opony) i pojechałam.
W trakcie okazało się, że mam tylko dwa najsłabsze biegi. Nie wróciłam jednak po inny egzemplarz tylko uznałam, że to idealne, żeby zrobić rozjazd jak należy (czyli baaaardzo spokojnie). Dlatego jechałam do domu aż 40 minut ;)
Od jutra roztrenowanie czyli... LABA ;)
Puchar Mazowsza XC - Góra Trzech Szczytów
Niedziela, 21 września 2014 Kategoria wyścigi, ze zdjęciami
Km: | 7.69 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:33 | km/h: | 13.98 |
Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Jak to ja, stawiam się pod Kazurką z dużym zapasem czasowym. Zapisuję się, gadam chwilę z kobietkami z biura zawodów, z zawodniczkami z mojej kategorii (całe podium nasze), z Basią. Objeżdżam kawałek trasy i pokrzepiona myślą, że wszystko jest do przejechania, nastawiam się na bycie ostatnią. Poważnie. Bo na zawody XC raczej nie przyjeżdżają słabe zawodniczki. A że jest nas całe trzy, to na pewno będę ostatnia. Zadowolona jestem, że przyjechałam wczoraj i przejechałam się pumptrackiem bo trasa częściowo nim prowadzi. Również przez ten ten stolik na dole.
Póki co, nie wiadomo ile mamy do przejechania okrążeń. W programie zawodów napisane, że moja kategoria jedzie 40-50 minut więc sądzę, że będzie 4-5 okrążeń. Jeszcze sobie trochę kręcę, wypijam izotonik i wreszcie staję na starcie. Chłopaki z Juniorów mają 5 okrążeń, Mastersi 4. Organizatory pyta nas, ile my chcemy. Ja bym chciała 4 ale jestem przegłosowana, jedziemy tylko 3 okrążenia.
Start w małym odstępie czasowym od Juniorów i nasza mała grupka dość szybko się rozdziela na dwie części. Ja (z tyłu) i reszta (z przodu). Jakoś leniwie startuję i Mastersi oraz moje dwie koleżanki odjeżdżają mi jeszcze na płaskim kawałku przed pierwszym podjazdem a na podjeździe postanawiam się nie napinać i odjeżdżają mi jeszcze bardziej ;) Ale w końcu to ma być trening. Założenie jest takie, że mam to przejechać i nie umrzeć po drodze. Jadę sobie zatem sama i po prostu skupiam się na technice jazdy.
Pierwszy podjazd jest prosty technicznie, trochę pozakręcany, po wilgotnej trawie. Najpierw od północy na północny szczyt, potem w dół i znów w górę na szczyt zachodni. Dalej, stromy uklepany zjazd na północno-zachodnim zboczu. W dolnej części zjazdu jest wypłukany rów więc nie rozpędzam się tam zbytnio (za pierwszym razem; za drugim trochę puszczam hamulce a za trzecim już znacznie odważniej).
Potem trasa kręci meandry po zachodniej stronie górki, żeby wrócić na nią esem-floresem od południa. Tutaj mam lekkie zaskoczenie bo układ taśm został zmieniony od mojego objazdu pół godziny temu. Na górę trzeba wjechać po wąskim, wyboistym singlu trawersującym po zboczu, zakręcającym po downhillowych bandach. Niestety, ten kawałek jest dla mnie zbyt trudny. Zresztą jakoś nigdy nie wpadłam na pomysł, żeby tu potrenować. Muszę to nadrobić. Przy każdym okrążeniu przez te bandy muszę podejść na piechotę. Na drugim okrążeniu wyprzedza mnie tu jeden Junior a na trzecim - wagonik czterech czy pięciu kolejnych. Nad zachodnią bandą stoi grupka dopingujących kibiców, co jest bardzo fajne.
Ta część kończy się na wschodnim szczycie, czyli początku pumptracka. Tam też muszę podprowadzać rower.
Fotograf oszczędził mi krępującego zdjęcia, gdy chwilę wcześniej podprowadzam rower (fot. Sławek Kińczyk, Kinnetic Media; źródło: HaloUrsynów)
Jednak zjazd pumptrackiem mam wyćwiczony i wychodzi mi fajnie i płynnie. Ten zjazd po prostu uwielbiam i za każdym razem wychodzi mi on lepiej. Hopki coraz płynniej, na bandach pozwalam sobie na jechanie tak, jak się powinno (nachylenie roweru 90 stopni do podłoża czyli mniej więcej 45 stopni od pionu, fajne uczucie). Na ostatnim okrążeniu odważam się nawet lekko wyskoczyć na stoliku na dole. Tam od pierwszego okrążenia dopinguje mnie moja rodzinka i Basia.
Już po zjeździe
Potem trasa okrąża górkę od wschodu i znów od południa, gdzie jest lekki podjazd a potem nieco bardziej techniczny zjazd: najpierw ostry, wąski zakręt, za którym zaraz jest spory dołek i hopka a potem niezbyt stromy zjazd bardzo mocno wyjeżdżonej ścieżynce, z której gdzieniegdzie sterczą kamienie. Tu znów wracamy na wschodnią stronę gdzie trasa kręci po łąkowych muldach z krótkimi dwoma ściankami do wjechania. Przy drugim okrążeniu zauważam kątem oka, że dogoniła mnie jedna z koleżanek, ups będzie dubel? Ale nie, prowadzi rower. Więc chyba dubla nie będzie bo raczej zdążę wjechać na 3 okrążenie zanim ona mnie dogoni.
Po samotnej jeździe również samotnie docieram na metę. Fajnie mi się jechało ale dziwne to były zawody.
Jeszcze dziwniejsze jest to, że po dekoracji etapu (miejsce, spodziewane, 3/3) odbywa się dekoracja generalki... i łapię się na nagrodę za 3 miejsce bo dziewczyny, które miały być dekorowane za generalkę nie przyjechały. Hihi ;)
Zającowi bardzo się podoba pucharek
Póki co, nie wiadomo ile mamy do przejechania okrążeń. W programie zawodów napisane, że moja kategoria jedzie 40-50 minut więc sądzę, że będzie 4-5 okrążeń. Jeszcze sobie trochę kręcę, wypijam izotonik i wreszcie staję na starcie. Chłopaki z Juniorów mają 5 okrążeń, Mastersi 4. Organizatory pyta nas, ile my chcemy. Ja bym chciała 4 ale jestem przegłosowana, jedziemy tylko 3 okrążenia.
Start w małym odstępie czasowym od Juniorów i nasza mała grupka dość szybko się rozdziela na dwie części. Ja (z tyłu) i reszta (z przodu). Jakoś leniwie startuję i Mastersi oraz moje dwie koleżanki odjeżdżają mi jeszcze na płaskim kawałku przed pierwszym podjazdem a na podjeździe postanawiam się nie napinać i odjeżdżają mi jeszcze bardziej ;) Ale w końcu to ma być trening. Założenie jest takie, że mam to przejechać i nie umrzeć po drodze. Jadę sobie zatem sama i po prostu skupiam się na technice jazdy.
Pierwszy podjazd jest prosty technicznie, trochę pozakręcany, po wilgotnej trawie. Najpierw od północy na północny szczyt, potem w dół i znów w górę na szczyt zachodni. Dalej, stromy uklepany zjazd na północno-zachodnim zboczu. W dolnej części zjazdu jest wypłukany rów więc nie rozpędzam się tam zbytnio (za pierwszym razem; za drugim trochę puszczam hamulce a za trzecim już znacznie odważniej).
Potem trasa kręci meandry po zachodniej stronie górki, żeby wrócić na nią esem-floresem od południa. Tutaj mam lekkie zaskoczenie bo układ taśm został zmieniony od mojego objazdu pół godziny temu. Na górę trzeba wjechać po wąskim, wyboistym singlu trawersującym po zboczu, zakręcającym po downhillowych bandach. Niestety, ten kawałek jest dla mnie zbyt trudny. Zresztą jakoś nigdy nie wpadłam na pomysł, żeby tu potrenować. Muszę to nadrobić. Przy każdym okrążeniu przez te bandy muszę podejść na piechotę. Na drugim okrążeniu wyprzedza mnie tu jeden Junior a na trzecim - wagonik czterech czy pięciu kolejnych. Nad zachodnią bandą stoi grupka dopingujących kibiców, co jest bardzo fajne.
Ta część kończy się na wschodnim szczycie, czyli początku pumptracka. Tam też muszę podprowadzać rower.
Fotograf oszczędził mi krępującego zdjęcia, gdy chwilę wcześniej podprowadzam rower (fot. Sławek Kińczyk, Kinnetic Media; źródło: HaloUrsynów)
Jednak zjazd pumptrackiem mam wyćwiczony i wychodzi mi fajnie i płynnie. Ten zjazd po prostu uwielbiam i za każdym razem wychodzi mi on lepiej. Hopki coraz płynniej, na bandach pozwalam sobie na jechanie tak, jak się powinno (nachylenie roweru 90 stopni do podłoża czyli mniej więcej 45 stopni od pionu, fajne uczucie). Na ostatnim okrążeniu odważam się nawet lekko wyskoczyć na stoliku na dole. Tam od pierwszego okrążenia dopinguje mnie moja rodzinka i Basia.
Już po zjeździe
Potem trasa okrąża górkę od wschodu i znów od południa, gdzie jest lekki podjazd a potem nieco bardziej techniczny zjazd: najpierw ostry, wąski zakręt, za którym zaraz jest spory dołek i hopka a potem niezbyt stromy zjazd bardzo mocno wyjeżdżonej ścieżynce, z której gdzieniegdzie sterczą kamienie. Tu znów wracamy na wschodnią stronę gdzie trasa kręci po łąkowych muldach z krótkimi dwoma ściankami do wjechania. Przy drugim okrążeniu zauważam kątem oka, że dogoniła mnie jedna z koleżanek, ups będzie dubel? Ale nie, prowadzi rower. Więc chyba dubla nie będzie bo raczej zdążę wjechać na 3 okrążenie zanim ona mnie dogoni.
Po samotnej jeździe również samotnie docieram na metę. Fajnie mi się jechało ale dziwne to były zawody.
Jeszcze dziwniejsze jest to, że po dekoracji etapu (miejsce, spodziewane, 3/3) odbywa się dekoracja generalki... i łapię się na nagrodę za 3 miejsce bo dziewczyny, które miały być dekorowane za generalkę nie przyjechały. Hihi ;)
Zającowi bardzo się podoba pucharek
Puchar Mazowsza XC - Kazura - dojazd, objazd trasy, powrót
Niedziela, 21 września 2014 Kategoria dojazdy, trening
Km: | 10.08 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:29 | km/h: | 20.86 |
Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze |
rekonesans przed PM XC
Sobota, 20 września 2014 Kategoria trening
Km: | 10.73 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:50 | km/h: | 12.88 |
Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Jakoś tak nie mogłam się zdecydować, czy jutro jechać do Kazimierza na Mazę czy może wziąć udział w XC na Kazurce.
Trasa w Kazimierzu ponoć bardzo fajna ale daleko i zabulić trzeba (wpisowe + chip, razem chyba ze 100 zł). Za to XC to zupełnie nie znana mi dyscyplina (kiedyś brałam udział w XC organizowanym przez Zamanę ale to był pikuś w porównaniu do "prawdziwego" XC).
Skontaktowałam się z Błażejem Mareszem z WKK i dowiedziałam się, że trasa na Kazurce co prawda będzie znaczona dopiero jutro rano ale że jest wyjeżdżona a poza tym ćwiczą na niej zawodnicy. No to doszłam do wniosku, że sobie ją obejrzę i dopiero wtedy podejmę decyzję.
Na Kazurkę przyjechałam mocno po południu i trenowali wyłącznie pełnozawiasowcy. Żadnego HT trenującego nie uświadczysz. A ścieżek wyjeżdżonych tyle, że naprawdę trudno stwierdzić, którędy będzie wiodła trasa zawodów.
No nic, podjechałam sobie kilka razy na początek pumptracka, zjechałam pumptrackiem - przy czym przekonałam się, że trasa uległa znacznej metamorfozie odkąd ostatnio tu byłam - podjechałam ze dwa inne podjazdy, zjechałam innym zjazdem, jeszcze raz zaliczyłam pumptrack, przy czym po raz pierwszy w życiu odważyłam się wjechać na stolik na dole (ale bynajmniej nie z wyskokiem) i wygodnictwo podjęło za mnie decyzję. Jadę XC.
Wróciłam do domu zadowolona i pełna optymizmu ;) Przejechać - przejadę na pewno. Może będę ostatnia ale trening doskonały.
Chyba w tym tygodniu materia nieożywiona się na mnie uwzięła. Gdy zdjęłam przed wyjściem rower z haka to okazało się, że muszę podpompować przednie koło. Gdy skończyłam i próbowałam zdjąć dyszę pompki z wentyla, wyrwałam wentyl - i dętka do wymiany. Prawdopodobnie była już mocno zużyta i zmęczona życiem bo zawsze gdy łapię gumę to łapię gumę z tyłu i tam częściej mi się zdarza wymieniać dętkę. Dętka z przodu nie była wymieniana od niepamiętnych czasów ;)
W każdym razie, naprawdę opłaca się sprawdzać sprzęt dzień przed zawodami... :)
Trasa w Kazimierzu ponoć bardzo fajna ale daleko i zabulić trzeba (wpisowe + chip, razem chyba ze 100 zł). Za to XC to zupełnie nie znana mi dyscyplina (kiedyś brałam udział w XC organizowanym przez Zamanę ale to był pikuś w porównaniu do "prawdziwego" XC).
Skontaktowałam się z Błażejem Mareszem z WKK i dowiedziałam się, że trasa na Kazurce co prawda będzie znaczona dopiero jutro rano ale że jest wyjeżdżona a poza tym ćwiczą na niej zawodnicy. No to doszłam do wniosku, że sobie ją obejrzę i dopiero wtedy podejmę decyzję.
Na Kazurkę przyjechałam mocno po południu i trenowali wyłącznie pełnozawiasowcy. Żadnego HT trenującego nie uświadczysz. A ścieżek wyjeżdżonych tyle, że naprawdę trudno stwierdzić, którędy będzie wiodła trasa zawodów.
No nic, podjechałam sobie kilka razy na początek pumptracka, zjechałam pumptrackiem - przy czym przekonałam się, że trasa uległa znacznej metamorfozie odkąd ostatnio tu byłam - podjechałam ze dwa inne podjazdy, zjechałam innym zjazdem, jeszcze raz zaliczyłam pumptrack, przy czym po raz pierwszy w życiu odważyłam się wjechać na stolik na dole (ale bynajmniej nie z wyskokiem) i wygodnictwo podjęło za mnie decyzję. Jadę XC.
Wróciłam do domu zadowolona i pełna optymizmu ;) Przejechać - przejadę na pewno. Może będę ostatnia ale trening doskonały.
Chyba w tym tygodniu materia nieożywiona się na mnie uwzięła. Gdy zdjęłam przed wyjściem rower z haka to okazało się, że muszę podpompować przednie koło. Gdy skończyłam i próbowałam zdjąć dyszę pompki z wentyla, wyrwałam wentyl - i dętka do wymiany. Prawdopodobnie była już mocno zużyta i zmęczona życiem bo zawsze gdy łapię gumę to łapię gumę z tyłu i tam częściej mi się zdarza wymieniać dętkę. Dętka z przodu nie była wymieniana od niepamiętnych czasów ;)
W każdym razie, naprawdę opłaca się sprawdzać sprzęt dzień przed zawodami... :)
znów kłopoty
Piątek, 19 września 2014 Kategoria trening
Km: | 17.76 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:47 | km/h: | 22.67 |
Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: KTM Strada 2000 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Coś ostatnio jakieś mam kłopoty techniczne. W środę guma, wczoraj - prawie, dzisiaj - odkręcił mi się koszyk na bidon. Nie mogłam go dokręcić, chyba się wyrobiły gwinty w ramie. Dopiero, gdy usunęłam spod koszyka mocowanie pompki, udało się go dokręcić.
Czy takie rzeczy podlegają gwarancji? Bo już raz taką sytuację miałam, gdy mocowanie pompki było pod drugim koszykiem.
Czy takie rzeczy podlegają gwarancji? Bo już raz taką sytuację miałam, gdy mocowanie pompki było pod drugim koszykiem.