Bieg Ursynowa
Sobota, 18 czerwca 2011 Kategoria zawody biegowe
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:29 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Postanowiłam sobie, że pobiję życiówkę dzisiaj o minutę. Buhahaha ;) No... trochę zbyt optymistyczne założenie. Chociaż mając ze sobą dwóch pacemakerów. liczyłam na to, że się uda. Jednak się nie udało, bo chociaż pierwsze 3 kilometry szły całkiem fajnie i w dobrym, w miarę równym tempie, to na czwartym kilometrze nieco odpadłam. Na tyle, żeby jednak nie zrobić tej minuty.
Ale jednak życiówka jest, co prawda trochę mniej się różni od poprzedniej bo pobita o 13 sekund... ale jest.


5 km / 28:44 netto
open 138/269
HR 165/177
Ale jednak życiówka jest, co prawda trochę mniej się różni od poprzedniej bo pobita o 13 sekund... ale jest.


5 km / 28:44 netto
open 138/269
HR 165/177
ryssssa!
Piątek, 17 czerwca 2011 Kategoria wycieczki i inne spontany
| Km: | 24.40 | Km teren: | 14.00 | Czas: | 01:41 | km/h: | 14.50 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po obiedzie podjechaliśmy z Markiem po odbiór pakietów na jutrzejszy bieg. Potem Marek zaproponował aby się jeszcze pokręcić na rowerkach. No to się pokręciliśmy, tu i ówdzie, znaleźliśmy fajną polną ścieżkę wzdłuż Przyczółkowej. Niestety, nie w pełni przejezdna. Przy stadninie jest jakiś wał i strumyk. Oczywiście zdolniacha, ja, nie dałam rady głupiego strumyka o szerokości biurka przebyć suchą nogą... w związku z tym rozdziewiczyłam dzisiaj buta. Jednego tylko, drugi pozostał czysty. A rozdziewiczyłam mówię, dlatego, że byłam w butach "awaryjnych", które to jeszcze nie zaznały prawdziwego terenu chyba ;)
No i w dodatku... wracając zauważyłam, że na moim pięknym amorku pojawiła się paskudna rysa. Ewidentnie świeża, z tej wycieczki :( Podejrzewam, że załatwiłam amora gdy oparłam rower o betonową płytę, gdy przedzieraliśmy się z Markiem przez jakąś budowę w okolicy Św. Opatrzności ;(
No i w dodatku... wracając zauważyłam, że na moim pięknym amorku pojawiła się paskudna rysa. Ewidentnie świeża, z tej wycieczki :( Podejrzewam, że załatwiłam amora gdy oparłam rower o betonową płytę, gdy przedzieraliśmy się z Markiem przez jakąś budowę w okolicy Św. Opatrzności ;(
autobus czerwony...
Piątek, 17 czerwca 2011 Kategoria dojazdy
| Km: | 31.17 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:37 | km/h: | 19.28 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 143143 ( 79%) | HRavg | 111( 61%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
No, dla kontrastu do mojej poprzedniej przygody autobusowej, dzisiaj rano miałam do czynienia z zachowaniem całkowicie odmiennym.
Kierowca autobusu ruszał akurat z przystanku (na prawym pasie), mrugając, że chce zjechać na środkowy pas. Ja jechałam prawym pasem, jego skrajnie lewą częścią (zwykle tak jadę, wzdłuż wielu stojących tam autobusów) i zbliżając się do tego ruszającego autobusu zwolniłam, żeby mógł odjechać.
Kierowca zatrzymał autobus, żebym mogła przejechać. Pierwsze zdziwko.
Ciut dalej, zaraz za światłami, na moim pasie rozkraczył się jakiś blachosmrod. Nie sposób było go wyminąć nie wjeżdżając na sąsiedni pas. Ponieważ ówże autobus, właśnie mnie doganiał, znów grzecznie zwolniłam, żeby mógł przejechać pierwszy. Na co kierowca... znów zatrzymał autobus. Zdziwko drugie.
No więc minęłam blachosmroda, wróciłam na swój pas, dojechałam do świateł. Mój autobus stanął tuż za mną, więc odwróciłam się i skinęłam głową kierowcy w podziękowaniu. W odpowiedzi dostałam kiwnięcie głową i szeroki uśmiech.
Są jeszcze normalni ludzie na świecie a uprzejmi kierowcy też się zdarzają, jak widać :)
Być może pan kierowca też jeździ rowerem, w takim razie pozdrawiam :)
Kierowca autobusu ruszał akurat z przystanku (na prawym pasie), mrugając, że chce zjechać na środkowy pas. Ja jechałam prawym pasem, jego skrajnie lewą częścią (zwykle tak jadę, wzdłuż wielu stojących tam autobusów) i zbliżając się do tego ruszającego autobusu zwolniłam, żeby mógł odjechać.
Kierowca zatrzymał autobus, żebym mogła przejechać. Pierwsze zdziwko.
Ciut dalej, zaraz za światłami, na moim pasie rozkraczył się jakiś blachosmrod. Nie sposób było go wyminąć nie wjeżdżając na sąsiedni pas. Ponieważ ówże autobus, właśnie mnie doganiał, znów grzecznie zwolniłam, żeby mógł przejechać pierwszy. Na co kierowca... znów zatrzymał autobus. Zdziwko drugie.
No więc minęłam blachosmroda, wróciłam na swój pas, dojechałam do świateł. Mój autobus stanął tuż za mną, więc odwróciłam się i skinęłam głową kierowcy w podziękowaniu. W odpowiedzi dostałam kiwnięcie głową i szeroki uśmiech.
Są jeszcze normalni ludzie na świecie a uprzejmi kierowcy też się zdarzają, jak widać :)
Być może pan kierowca też jeździ rowerem, w takim razie pozdrawiam :)
pompujemy + inne ćwiczonka ;)
Czwartek, 16 czerwca 2011 Kategoria trening siłowy, trening
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:15 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Na pierwszy ogień poszły pompki, pobiłam dzisiaj rekord ilości pompek w jednej serii :)
8 + 10 + 7 + 7 + 17
Potem ćwiczonka siłowe, zestaw BC, to znaczy:
B
sprężyna (ściąganie do klatki piersiowej) 4x20
podciąganie gryfu 4x20 (+2x2kg)
C
wypad z obciążeniem x5 (ćw. stabilizacyjne)
pseudopompka na piłce rehabilitacyjnej x5 (ćw. stabilizacyjne)
brzuszki ze skrętem 4x40, w ostatniej serii zrobiłam jeszcze dodatkowe 40, ot tak dla sprawdzenia się :)
Miałam dzisiaj jakiegoś pałera ewidentnie, bo ćwiczenia robiło mi się lekko, łatwo i przyjemnie :)
KOW: 4 (300)
8 + 10 + 7 + 7 + 17
Potem ćwiczonka siłowe, zestaw BC, to znaczy:
B
sprężyna (ściąganie do klatki piersiowej) 4x20
podciąganie gryfu 4x20 (+2x2kg)
C
wypad z obciążeniem x5 (ćw. stabilizacyjne)
pseudopompka na piłce rehabilitacyjnej x5 (ćw. stabilizacyjne)
brzuszki ze skrętem 4x40, w ostatniej serii zrobiłam jeszcze dodatkowe 40, ot tak dla sprawdzenia się :)
Miałam dzisiaj jakiegoś pałera ewidentnie, bo ćwiczenia robiło mi się lekko, łatwo i przyjemnie :)
KOW: 4 (300)
3K
Czwartek, 16 czerwca 2011 Kategoria dojazdy
| Km: | 34.59 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:36 | km/h: | 21.62 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 162162 ( 90%) | HRavg | 122( 67%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Z uwagi na to, że dawno nie byłam u rodziców a w weekend znów nie będę miała okazji, i korzystając z tego, że nie mam "nic zadane" na dzisiaj w ramach treningu, postanowiłam podjechać na chwilę do rodziców.
Trasa Łazienkowska sprawia mi nieodmiennie wiele radości. Dawno nią nie jechałam ale zauważyłam, że drogowcy załatali parę mega dziur, tuż przy Rondzie Jazdy Polskiej. Super. Oczywiście na Trasie jak zwykle korek i jak zwykle roweru to nie przeszkadza ;)
Przeżyłam chwilę niepokoju, gdy nagle wyminął mnie tajniak z kogutem. Już sądziłam, że to do mnie mruga tym kogutem bo dłuższą chwilę jechał przede mną. Okazało się jednak, że gdy tylko przed nim zrobił się kawałek luzu, to pomknął do przodu. Uff... Zdaje się, że po Trasie rowerem nie wolno, tak w ogóle ;)
Ale kocham tamtędy jeździć do rodziców (z lewego brzegu Wisły na prawy). Można się tak fajnie rozpędzić :D
Wracając dokręciłam jeszcze dodatkową "pętelkę" koło Świątyni Opatrzności, żeby dobić do 3 tysiączków kaemów. To chyba pierwszy rok, gdy w połowie czerwca mam już tyle wyjeżdżone, co zresztą widać po wykresie :)
Trasa Łazienkowska sprawia mi nieodmiennie wiele radości. Dawno nią nie jechałam ale zauważyłam, że drogowcy załatali parę mega dziur, tuż przy Rondzie Jazdy Polskiej. Super. Oczywiście na Trasie jak zwykle korek i jak zwykle roweru to nie przeszkadza ;)
Przeżyłam chwilę niepokoju, gdy nagle wyminął mnie tajniak z kogutem. Już sądziłam, że to do mnie mruga tym kogutem bo dłuższą chwilę jechał przede mną. Okazało się jednak, że gdy tylko przed nim zrobił się kawałek luzu, to pomknął do przodu. Uff... Zdaje się, że po Trasie rowerem nie wolno, tak w ogóle ;)
Ale kocham tamtędy jeździć do rodziców (z lewego brzegu Wisły na prawy). Można się tak fajnie rozpędzić :D
Wracając dokręciłam jeszcze dodatkową "pętelkę" koło Świątyni Opatrzności, żeby dobić do 3 tysiączków kaemów. To chyba pierwszy rok, gdy w połowie czerwca mam już tyle wyjeżdżone, co zresztą widać po wykresie :)
narastające tempo
Środa, 15 czerwca 2011 Kategoria dojazdy, trening
| Km: | 22.23 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:04 | km/h: | 20.84 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 161161 ( 89%) | HRavg | 118( 65%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Trening z narastającym tempem. Coś popierniczyłam w ustawieniach Garmina i jechałam trening jako "bieg". A dziwiłam się, dlaczego mi pokazuje tempo w minutach na kilometr... ;)
Nogi miałam zmęczone po wczorajszym ciężkim dniu treningowym więc nie za dobrze mi się jechało dzisiaj. Ale ponieważ w perspektywie miałam sushi to przetrwałam ;)
kadencja 84/115
KOW: 6 (384)
Nogi miałam zmęczone po wczorajszym ciężkim dniu treningowym więc nie za dobrze mi się jechało dzisiaj. Ale ponieważ w perspektywie miałam sushi to przetrwałam ;)
kadencja 84/115
KOW: 6 (384)
praca
Środa, 15 czerwca 2011 Kategoria dojazdy
| Km: | 9.41 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:29 | km/h: | 19.47 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 143143 ( 79%) | HRavg | 119( 66%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dojazd do pracy. Test koszulki wypadł pozytywnie. Koszulka jest super cieniutka, jak mgiełka. Mam wrażenie jakbym nic nie miała na sobie, jest to bardzo przyjemne :) A suwak aż do pępka pozwala zrobić sobie dodatkowo przewiewny dekolt ;)
siłka
Wtorek, 14 czerwca 2011 Kategoria trening siłowy, trening
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:10 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Ponieważ robienie treningu siłowego 1 dzień w tygodniu jest nieco uciążliwe (zajmuje bardzo dużo czasu) i mało efektywne, w porozumieniu z trenerem trochę zmieniłam program treningów siłowych.
Ćwiczenia zostały podzielone na trzy grupy i będą wykonywane dwa razy w tygodniu po dwie grupy, wymiennie.
Dzisiaj zatem czas na zestaw AB, to znaczy:
A
przysiad z obciążeniem 4x20 (+2x2kg)
step z obciążeniem 4x20 (+2x2kg)
wspięcia na palcach bez obciążenia 4x18
B
sprężyna (ściąganie do klatki piersiowej) 4x17
podciąganie gryfu 4x20 (+2x2kg)
Oczywiście naprzemiennie.
Ufff, nie wiem czy to kwestia tego, że byłam dobrze rozgrzana po treningu WKK czy też może tego, że w perspektywie miałam dużo krótsze ćwiczenia niż zazwyczaj, ale szły mi nadzwyczaj gładko :) Nawet podciąganie gryfu, które zwykle idzie mi ciężko.
KOW: 4 (280)
Ćwiczenia zostały podzielone na trzy grupy i będą wykonywane dwa razy w tygodniu po dwie grupy, wymiennie.
Dzisiaj zatem czas na zestaw AB, to znaczy:
A
przysiad z obciążeniem 4x20 (+2x2kg)
step z obciążeniem 4x20 (+2x2kg)
wspięcia na palcach bez obciążenia 4x18
B
sprężyna (ściąganie do klatki piersiowej) 4x17
podciąganie gryfu 4x20 (+2x2kg)
Oczywiście naprzemiennie.
Ufff, nie wiem czy to kwestia tego, że byłam dobrze rozgrzana po treningu WKK czy też może tego, że w perspektywie miałam dużo krótsze ćwiczenia niż zazwyczaj, ale szły mi nadzwyczaj gładko :) Nawet podciąganie gryfu, które zwykle idzie mi ciężko.
KOW: 4 (280)
WKK po schodach
Wtorek, 14 czerwca 2011 Kategoria trening
| Km: | 40.67 | Km teren: | 10.00 | Czas: | 02:48 | km/h: | 14.53 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 166166 ( 92%) | HRavg | 124( 68%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Na listę wpisałam się pod numerem 1, z lekką rezygnacją, bo jedynki raczej nie mają szans na wylosowanie koszulki. Co też głośno wyraziłam. Ale akurat stałam koło czystej kartki więc się wpisałam.
Na dzisiejszy trening trzeba było dojechać. I to całkiem spory kawałek, bo z Kabat w okolice Agrykoli. Zmarudziłam trochę, żeby wysłać esa Agnieszce, że Agrykola (bo tydzień temu była zainteresowana, ale trening, wbrew planom Błażeja, nie odbył się na Agrykoli) i cały peleton mi uciekł. W dodatku zatrzymały mnie światła. Dopędziłam ich przy Bażantarni, uff uff.
Potem było jeszcze lepiej, bo nasi dzielni harpagani narzucili takie tempo, że sądziłam, że będę zmęczona zanim dojdzie do istotnej części treningu. Ale satysfakcję mam, bo podjazd Belwederską zakończyłam wraz z najbardziej szaloną grupką pięciu czy sześciu chłopaków. Potem była przerwa i dojechała reszta ;)
Aga dojechała do nas tuż przed własciwą częścią treningu.
Trening rozpoczął się zsiadaniem i wsiadaniem na rower. Zsiadanie to betka, ale wciąż nie mogę się przemóc, żeby wskoczyć okrakiem na siodełko. Może powinnam je obniżyć i najpierw poćwiczyć na niższym.
Potem robiliśmy podjazd pod drobną stromiznę, gdzie trenowaliśmy zsiadanie z roweru w biegu na podjeździe.
Następnie Błażej zaaplikował nam dwie alternatywne rundki, dla mniejszych i większych harpaganów.
Obie rundki zaczynały się wjazdem po podjeździe dla wózków na długich schodach biegnących wzdłuż Trasy Łazienkowskiej. Tutaj miałam problem, bo pierwsze "pięterka" szły łatwo, ale ostatnie trzy ni diabła nie dały się wjechać. Przednie koło uciekało do góry i na boki.
Dalsza część większej rundki biegła po dalszej części schodów a potem był zjazd po skarpie i po rynnie odpływowej wzdłuż innych schodów. Oczywiście wjazd dalszą częścią podjazdu dla wózków odpuściłam sobie, ale po skarpie zjechałam, mocno jednak zaciskając hamulce na zakrętach. Rynna okazała się "pikusiem" chociaż z początku mnie przeraziła.
Mniejsza rundka, którą wybrałam dla siebie, po wjechaniu po pierwszej części schodów prowadziła kawałek po schodach w dół a potem również rynną odpływową.
Ogólnie całkiem fajna rundka.
Chyba pierwszy raz w życiu zjeżdżałam rowerem po schodach (!) i nie jest to takie straszne jak mi się wydawało.
Na koniec zwyczajowe losowanie koszulki. Okazało się, że koszulkę wylosował osobnik, który wylosował koszulkę poprzednio, przyznał się... więc losowanie zostało powtórzone i otóż... cud jakiś się stał, gdyż koszulkę wylosowałam JA. O. Amen, alleluja :)
Powrót do domu okrężną drogą przez Wilanów, tzn. moją standardową trasą "zpracową" w doborowym towarzystwie Ani, Cons, Krzyśka i Krzycha. Chociaż Ania chyba miała ochotę pohasać bo co i rusz nam odjeżdżała i znikała z pola widzenia :) My jednak woleliśmy pogadać.
kadencja 76/128
KOW: 4 (672)
Na dzisiejszy trening trzeba było dojechać. I to całkiem spory kawałek, bo z Kabat w okolice Agrykoli. Zmarudziłam trochę, żeby wysłać esa Agnieszce, że Agrykola (bo tydzień temu była zainteresowana, ale trening, wbrew planom Błażeja, nie odbył się na Agrykoli) i cały peleton mi uciekł. W dodatku zatrzymały mnie światła. Dopędziłam ich przy Bażantarni, uff uff.
Potem było jeszcze lepiej, bo nasi dzielni harpagani narzucili takie tempo, że sądziłam, że będę zmęczona zanim dojdzie do istotnej części treningu. Ale satysfakcję mam, bo podjazd Belwederską zakończyłam wraz z najbardziej szaloną grupką pięciu czy sześciu chłopaków. Potem była przerwa i dojechała reszta ;)
Aga dojechała do nas tuż przed własciwą częścią treningu.
Trening rozpoczął się zsiadaniem i wsiadaniem na rower. Zsiadanie to betka, ale wciąż nie mogę się przemóc, żeby wskoczyć okrakiem na siodełko. Może powinnam je obniżyć i najpierw poćwiczyć na niższym.
Potem robiliśmy podjazd pod drobną stromiznę, gdzie trenowaliśmy zsiadanie z roweru w biegu na podjeździe.
Następnie Błażej zaaplikował nam dwie alternatywne rundki, dla mniejszych i większych harpaganów.
Obie rundki zaczynały się wjazdem po podjeździe dla wózków na długich schodach biegnących wzdłuż Trasy Łazienkowskiej. Tutaj miałam problem, bo pierwsze "pięterka" szły łatwo, ale ostatnie trzy ni diabła nie dały się wjechać. Przednie koło uciekało do góry i na boki.
Dalsza część większej rundki biegła po dalszej części schodów a potem był zjazd po skarpie i po rynnie odpływowej wzdłuż innych schodów. Oczywiście wjazd dalszą częścią podjazdu dla wózków odpuściłam sobie, ale po skarpie zjechałam, mocno jednak zaciskając hamulce na zakrętach. Rynna okazała się "pikusiem" chociaż z początku mnie przeraziła.
Mniejsza rundka, którą wybrałam dla siebie, po wjechaniu po pierwszej części schodów prowadziła kawałek po schodach w dół a potem również rynną odpływową.
Ogólnie całkiem fajna rundka.
Chyba pierwszy raz w życiu zjeżdżałam rowerem po schodach (!) i nie jest to takie straszne jak mi się wydawało.
Na koniec zwyczajowe losowanie koszulki. Okazało się, że koszulkę wylosował osobnik, który wylosował koszulkę poprzednio, przyznał się... więc losowanie zostało powtórzone i otóż... cud jakiś się stał, gdyż koszulkę wylosowałam JA. O. Amen, alleluja :)
Powrót do domu okrężną drogą przez Wilanów, tzn. moją standardową trasą "zpracową" w doborowym towarzystwie Ani, Cons, Krzyśka i Krzycha. Chociaż Ania chyba miała ochotę pohasać bo co i rusz nam odjeżdżała i znikała z pola widzenia :) My jednak woleliśmy pogadać.
kadencja 76/128
KOW: 4 (672)
szybka praca
Wtorek, 14 czerwca 2011 Kategoria dojazdy
| Km: | 18.18 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:49 | km/h: | 22.26 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 157157 ( 87%) | HRavg | 138( 76%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dzisiaj do pracy jechałam naprawdę szybko, nie przejmując się tętnem. A to z dość prozaicznego powodu... zaspałam o godzinę ;)
Powrót też szybki bo skoro już rano olałam tętno... ;)
Zaspanie dobrze mi zrobiło. Cały dzień czułam się wypoczęta a po powrocie do domu gęba sama mi się cieszyła na myśl o treningu WKK.
Powrót też szybki bo skoro już rano olałam tętno... ;)
Zaspanie dobrze mi zrobiło. Cały dzień czułam się wypoczęta a po powrocie do domu gęba sama mi się cieszyła na myśl o treningu WKK.







