pompujemy
Wtorek, 28 lutego 2012 Kategoria trening, trening siłowy
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:15 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
18 + 22 + 16 + 16 + 40
taranowanie pijaków nie ma sensu
Wtorek, 28 lutego 2012 Kategoria dojazdy
| Km: | 9.05 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:30 | km/h: | 18.10 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 159159 ( 88%) | HRavg | 141( 78%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: b'twin Triban 3 (sprzedany) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Trudno i darmo. Wczoraj był BG Fit więc dzisiaj nic nie mogło mnie powstrzymać przed pojechaniem do pracy na Tribanie i sprawdzeniem ustawień. Nawet to, że jest -5 stopni i zapowiadają śnieg i śnieg z deszczem na dzisiaj. Ojtam, najwyżej wrócę metrem :)
Ubrałam się ciepło i wio.
A więc wrażeń ciąg dalszy:
Ten rower sam jedzie! :D:D
Faktycznie, duża część mojego odczucia braku stabilności wynikała z faktu nieposiadania pedałów SPD :) Chyba już nie umiem jeździć na zwykłych. No więc to jest raz. Dwa - trochę się obawiałam, że po zmianie mostka na krótszy rower stanie się "nerwowy" ale nic takiego nie nastąpiło, a przynajmniej nie odczułam.
Trzy - podniesienie kierownicy do góry i skrócenie pozycji dało naprawdę dużo jeśli chodzi o komfort jazdy. Nawet używanie klamek hamulcowych z górnego chwytu stało się o wiele wygodniejsze.
Dojazd do pracy zajął mi w przybliżeniu mniej więcej tyle czasu, co góralem (czyli około 12 minut krócej niż w piątek). Czułam się na rowerze dzisiaj na tyle pewnie, że odważyłam się nawet przez większą część trasy jechać ulicą co mocno wpłynęło na prędkość jazdy.
W centrum za to postanowiłam staranować idiotę maszerującego ścieżką rowerową z wielką walizą na kółkach (zajmował skutecznie całą szerokość ścieżki). Jednak chociaż na mnie patrzył, zobaczył mnie dopiero jak już w niego wjechałam. Oczywiście wywaliłam się, ale miałam świadomość, że tak się stanie. Powiedziałam mu, co o nim myślę, jednak poza otrzymaniem od niego jakiejś pani lekki obyczajów, żadnej więcej reakcji nie uzyskałam.
Jak się okazało, taranowanie gościa nie miało większego sensu bo był w sztok pijany (jednak nie było tego widać z mojej perspektywy bo waliza przeszkadzała mu się zataczać).
Eh, trudno, zmarnowana wywrotka ;)
Ubrałam się ciepło i wio.
A więc wrażeń ciąg dalszy:
Ten rower sam jedzie! :D:D
Faktycznie, duża część mojego odczucia braku stabilności wynikała z faktu nieposiadania pedałów SPD :) Chyba już nie umiem jeździć na zwykłych. No więc to jest raz. Dwa - trochę się obawiałam, że po zmianie mostka na krótszy rower stanie się "nerwowy" ale nic takiego nie nastąpiło, a przynajmniej nie odczułam.
Trzy - podniesienie kierownicy do góry i skrócenie pozycji dało naprawdę dużo jeśli chodzi o komfort jazdy. Nawet używanie klamek hamulcowych z górnego chwytu stało się o wiele wygodniejsze.
Dojazd do pracy zajął mi w przybliżeniu mniej więcej tyle czasu, co góralem (czyli około 12 minut krócej niż w piątek). Czułam się na rowerze dzisiaj na tyle pewnie, że odważyłam się nawet przez większą część trasy jechać ulicą co mocno wpłynęło na prędkość jazdy.
W centrum za to postanowiłam staranować idiotę maszerującego ścieżką rowerową z wielką walizą na kółkach (zajmował skutecznie całą szerokość ścieżki). Jednak chociaż na mnie patrzył, zobaczył mnie dopiero jak już w niego wjechałam. Oczywiście wywaliłam się, ale miałam świadomość, że tak się stanie. Powiedziałam mu, co o nim myślę, jednak poza otrzymaniem od niego jakiejś pani lekki obyczajów, żadnej więcej reakcji nie uzyskałam.
Jak się okazało, taranowanie gościa nie miało większego sensu bo był w sztok pijany (jednak nie było tego widać z mojej perspektywy bo waliza przeszkadzała mu się zataczać).
Eh, trudno, zmarnowana wywrotka ;)
BG Fit - rower jak zatankowany maluch
Poniedziałek, 27 lutego 2012 Kategoria wycieczki i inne spontany, fitting, recenzje, testy
| Km: | 5.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:20 | km/h: | 15.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
W zeszłym roku robiłam sobie BG Fit Scale'a i choć wydałam na to trochę kasy, to naprawdę było warto. Po kupnie Tribana postanowiłam nie przyzwyczajać się do jego oryginalnej pozycji tylko od razu zrobić BG Fit i przyzwyczajać się już do prawidłowej. W dodatku, w pakiecie zeszłorocznego BG Fit miałam możliwość ustawienia dwóch rowerów, więc postanowiłam ją wykorzystać.
Po pracy zatem ruszyłam do Airbike'a. Trochę się studio BG Fit zmieniło od zeszłego roku. W Airbiku dobudowali "pięterko", gdzie się mieści studio. Jest to o tyle fajne, że jest tam kameralnie i zdecydowanie bardziej prywatnie niż poprzednio. W dodatku dokupili kamery i program do fittingu. Gorzej, że rower trzeba "wtaszczyć" po schodach - co nie jest uciążliwe w przypadku lekkiej szosówki, ale w przypadku np. fulla MTB może być już gorzej.
Poprzedni rower był ustawiany na "oko" i z pomiarami. Triban był ustawiany dodatkowo z filmowaniem mojej sylwetki podczas jazdy - z przodu i z boku. Dzięki temu można było dokładnie prześledzić zmiany oraz prawidłowość pracy nóg i ułożenia ciała. Filmiki zresztą dostałam na pendrivie jak o nie poprosiłam.
Sądziłam, że całość potrwa krócej niż poprzednio. Trwała ciut krócej, ale naprawdę niewiele. Spędziłam w Airbiku około 4h. Najpierw zamontowaliśmy SPDki. Postanowiłam od razu je kupić bo sądzę, że połowa braku stabilności wynika z faktu, że mam ochotę ciągnąć pedał, czego nie mogę zrobić nie mając SPD.
I znów - kręcenie - zmiana - kręcenie - zmiana - kręcenie - zmiana... przeplatane pogadankami na różne tematy.
Zmiany w rowerze wydają się nieznaczne - tak jak podejrzewałam - do wymiany mostek (na o wiele krótszy i o większym wzniosie) i opcjonalnie siodło. Ustawienie klamkomanetek zostało poprawione (wyrównane, bo jedna była niżej od drugiej a w dodatku lewa była skręcona do wewnątrz). Resztę sama wcześniej ustawiłam sobie już instynktownie - prawie idealnie.
Zamontowane komponenty (pedały i nowy mostek) znacząco zwiększają wartość roweru :) Zupełnie jak z tym maluchem - zatankowany jest wart ze dwa razy więcej ;)
Przymierzyłam się chyba do 4 siodeł i co prawda nie muszę siodła wymieniać, ale jedno mi się tak spodobało, że postanowiłam je kupić, chociaż jego cena jest bardzo wysoka w stosunku do ceny całego roweru :) Zostało dla mnie zamówione.
No cóż, mam nadzieję, że jutro pogoda pozwoli mi wypróbować nowe ustawienia.
Po pracy zatem ruszyłam do Airbike'a. Trochę się studio BG Fit zmieniło od zeszłego roku. W Airbiku dobudowali "pięterko", gdzie się mieści studio. Jest to o tyle fajne, że jest tam kameralnie i zdecydowanie bardziej prywatnie niż poprzednio. W dodatku dokupili kamery i program do fittingu. Gorzej, że rower trzeba "wtaszczyć" po schodach - co nie jest uciążliwe w przypadku lekkiej szosówki, ale w przypadku np. fulla MTB może być już gorzej.
Poprzedni rower był ustawiany na "oko" i z pomiarami. Triban był ustawiany dodatkowo z filmowaniem mojej sylwetki podczas jazdy - z przodu i z boku. Dzięki temu można było dokładnie prześledzić zmiany oraz prawidłowość pracy nóg i ułożenia ciała. Filmiki zresztą dostałam na pendrivie jak o nie poprosiłam.
Sądziłam, że całość potrwa krócej niż poprzednio. Trwała ciut krócej, ale naprawdę niewiele. Spędziłam w Airbiku około 4h. Najpierw zamontowaliśmy SPDki. Postanowiłam od razu je kupić bo sądzę, że połowa braku stabilności wynika z faktu, że mam ochotę ciągnąć pedał, czego nie mogę zrobić nie mając SPD.
I znów - kręcenie - zmiana - kręcenie - zmiana - kręcenie - zmiana... przeplatane pogadankami na różne tematy.
Zmiany w rowerze wydają się nieznaczne - tak jak podejrzewałam - do wymiany mostek (na o wiele krótszy i o większym wzniosie) i opcjonalnie siodło. Ustawienie klamkomanetek zostało poprawione (wyrównane, bo jedna była niżej od drugiej a w dodatku lewa była skręcona do wewnątrz). Resztę sama wcześniej ustawiłam sobie już instynktownie - prawie idealnie.
Zamontowane komponenty (pedały i nowy mostek) znacząco zwiększają wartość roweru :) Zupełnie jak z tym maluchem - zatankowany jest wart ze dwa razy więcej ;)
Przymierzyłam się chyba do 4 siodeł i co prawda nie muszę siodła wymieniać, ale jedno mi się tak spodobało, że postanowiłam je kupić, chociaż jego cena jest bardzo wysoka w stosunku do ceny całego roweru :) Zostało dla mnie zamówione.
No cóż, mam nadzieję, że jutro pogoda pozwoli mi wypróbować nowe ustawienia.
Półmaraton Wiązowski
Niedziela, 26 lutego 2012 Kategoria bieganie, zawody biegowe, ze zdjęciami
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:20 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 173173 ( 96%) | HRavg | 165( 91%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Udało się, udało! Przebiegłam cały dystans, nie szłam, nie człapałam, przebiegłam!
W dodatku zmieściłam się w limicie czasowym a nawet złamałam go o 10 minut. Poprzedni wynik o 22 minuty.
Myślałam, że umrę, ale się udało :D:D:D
Nie udało się pobiec zgodnie z planem :) Marek zmarudził trochę z dojazdem i nie zdążyliśmy na wcześniejszy start.
Pobiegliśmy zatem o standardowej godzinie, ja - trochę się stresując, czy wyrobię się w limicie. Nie chciałam być całkiem ostatnia więc trzymaliśmy się przedostatniej grupki na trasie a ta przedostatnia grupka biegła "nieco" szybciej niż założone 06:40.
Pierwsza połowa poszła gładko, pewnie dlatego, że z wiatrem no i te dwa miłe zbiegi przed zawrotką.
Po zawrotce, niestety, oklapłam. Dwa podbiegi mnie skutecznie skasowały i wmordewind wraz z gradopodobnym śniegiem nie pozwoliły mi przyspieszyć, a nawet zmusiły mnie do zwolnienia.
Ostatnie 6 km to była męka, ale cały dystans przebiegłam (zatrzymałam się po zawrotce trzy razy na picie, na moment, ale ani kawałka nie szłam). W drugiej
połowie nawet wyprzedziłam kilku słabnących zawodników.
Pod koniec zaczęły mnie łapać delikatne skurcze łydek, na szczęście nie przeszkadzały mi zbytnio (starałam się biec rozluźniając łydki).
Dopiero na ostatnich metrach przed metą, gdy przyspieszyłam, skurcze tak mnie chwyciły, że miałam wrażenie jakby mi się nogi na zewnątrz wyginały, ale dobiegłam. Po zatrzymaniu się za metą dość szybko minęły.
To były pierwsze moje zawody w życiu gdzie złapały mnie skurcze.
Składam to na karb nieprzyzwyczajenia do dystansu i tego, że akurat miałam "babskie dni".
Podsumowując - nie dość, że zmieściłam się w limicie, to jeszcze prawie złamałam 02:20 :) Dokładnie mój czas to 02:20:10. Trochę szkoda tych dziesięciu sekund, mogłabym mówić, że złamałam ;)
Więc pierwszy cel z tegorocznych spełniony :)
Chwilowo mam fazę "nienawidzę półmaratonu" i poważnie zastanawiam się nad odwołanie startu w Warszawskim, ale pewnie za tydzień mi przejdzie ;)
Zdjęcia z mety:
Czerwonego już nie dogonimy

Sama nie wiem, czy to grymas cierpienia, czy szczęścia

W dodatku zmieściłam się w limicie czasowym a nawet złamałam go o 10 minut. Poprzedni wynik o 22 minuty.
Myślałam, że umrę, ale się udało :D:D:D
Nie udało się pobiec zgodnie z planem :) Marek zmarudził trochę z dojazdem i nie zdążyliśmy na wcześniejszy start.
Pobiegliśmy zatem o standardowej godzinie, ja - trochę się stresując, czy wyrobię się w limicie. Nie chciałam być całkiem ostatnia więc trzymaliśmy się przedostatniej grupki na trasie a ta przedostatnia grupka biegła "nieco" szybciej niż założone 06:40.
Pierwsza połowa poszła gładko, pewnie dlatego, że z wiatrem no i te dwa miłe zbiegi przed zawrotką.
Po zawrotce, niestety, oklapłam. Dwa podbiegi mnie skutecznie skasowały i wmordewind wraz z gradopodobnym śniegiem nie pozwoliły mi przyspieszyć, a nawet zmusiły mnie do zwolnienia.
Ostatnie 6 km to była męka, ale cały dystans przebiegłam (zatrzymałam się po zawrotce trzy razy na picie, na moment, ale ani kawałka nie szłam). W drugiej
połowie nawet wyprzedziłam kilku słabnących zawodników.
Pod koniec zaczęły mnie łapać delikatne skurcze łydek, na szczęście nie przeszkadzały mi zbytnio (starałam się biec rozluźniając łydki).
Dopiero na ostatnich metrach przed metą, gdy przyspieszyłam, skurcze tak mnie chwyciły, że miałam wrażenie jakby mi się nogi na zewnątrz wyginały, ale dobiegłam. Po zatrzymaniu się za metą dość szybko minęły.
To były pierwsze moje zawody w życiu gdzie złapały mnie skurcze.
Składam to na karb nieprzyzwyczajenia do dystansu i tego, że akurat miałam "babskie dni".
Podsumowując - nie dość, że zmieściłam się w limicie, to jeszcze prawie złamałam 02:20 :) Dokładnie mój czas to 02:20:10. Trochę szkoda tych dziesięciu sekund, mogłabym mówić, że złamałam ;)
Więc pierwszy cel z tegorocznych spełniony :)
Chwilowo mam fazę "nienawidzę półmaratonu" i poważnie zastanawiam się nad odwołanie startu w Warszawskim, ale pewnie za tydzień mi przejdzie ;)
Zdjęcia z mety:
Czerwonego już nie dogonimy

Sama nie wiem, czy to grymas cierpienia, czy szczęścia

interwały
Piątek, 24 lutego 2012 Kategoria trenażer, trening
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:40 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 169169 ( 93%) | HRavg | 134( 74%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Trenażer | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Mimo nieco śmielszej popołudniowej jazdy na Tribanie, nie odważyłam się jeszcze zrobić na nim regularnego treningu w terenie. Interwały zatem odwaliłam na trenażerze ;)
10 min rozgrzewka
1 min x 1 min x 10
10 min rozjazd
kadencja 73/104
10 min rozgrzewka
1 min x 1 min x 10
10 min rozjazd
kadencja 73/104
pompujemy
Piątek, 24 lutego 2012 Kategoria trening, trening siłowy
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:15 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
16 + 21 + 15 + 15 + 42
nieco śmielej
Piątek, 24 lutego 2012 Kategoria dojazdy
| Km: | 9.33 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:39 | km/h: | 14.35 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 153153 ( 85%) | HRavg | 128( 71%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: b'twin Triban 3 (sprzedany) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wracałam nieco już śmielej bo chodniki podeschły. Wypracowałam sobie trochę wygodniejsze hamowanie w górnym chwycie. Był nawet moment, gdy odważyłam się jechać ze 28km/h (!). No i pod koniec trasy spróbowałam jechać w dolnym chwycie. Okazało się, że jest to o wiele wygodniejsze niż chwyt górny... Zaskoczka :)
Triban rozdziewiczony
Piątek, 24 lutego 2012 Kategoria dojazdy
| Km: | 9.18 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:42 | km/h: | 13.11 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 155155 ( 86%) | HRavg | 131( 72%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: b'twin Triban 3 (sprzedany) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wczorajsze zdarzenie komunikacyjne tak mnie wkurzyło, że postanowiłam dzisiaj pojechać do pracy rowerem "choćby żabami z nieba padało". Poza tym... no trzeba było w końcu po raz pierwszy przelecieć Tribana.
Ale może najpierw opowiem co mnie tak wkurzyło :)
Otóż, gdy wracałam z pracy (Centrum), nastąpiła awaria metra. Cośtamcośtam zasilanie. Metro kursowało tylko do Politechniki a potem dopiero od Stokłos do Kabat, co mnie zupełnie nie urządzało :) Wysiadłam zatem z metra i potuptałam na jedyny jadący w interesującą mnie okolicę autobus (210). Nieważne, że jeździ co pół godziny. Nieważne, że jedzie na Ursynów 46 minut (!). Nieważne, że przyjechał krótki. Nawet nie wepchnęło się do niego tak strasznie dużo ludzi i udało mi się nawet mieć miejsce siedzące.
Problem powstał dwa przystanki dalej, czyli przy stacji Metro Politechnika. Otóż, do tego krótkiego, kursującego co pół godziny autobusu wcisnęła się kolejna porcja ludzi z metra. Niestety, drzwi nie chciały się zamknąć. W związku z tym kilka osób uwiesiło się na drzwiach i postanowiło "nie odpuścić". W autobusie rozpoczęła się najpierw rozmowa, potem dyskusja, potem gorąca dyskusja, potem awantura z przeklinaniem. Wiszący na drzwiach byli twardzi - nawet któraś z wiszących na drzwiach pań stwierdziła, że jak ona nie pojedzie to nikt nie pojedzie.
Kierowca wykazał się cierpliwością. Postanowił przeczekać aferę i zobaczyć co z niej wyniknie. Wyłączył silnik i czekał.
Awantura trwała około 10, może 15 minut. Całkiem długo, można było liczyć że wkrótce pojawi się kolejne 210 :)
Na szczęście w międzyczasie uruchomiono autobusy zastępcze i na nasz nieszczęsny przystanek na raz podjechały aż trzy, w tym dwa zupełnie puste. Więc nastąpił szybki szturm z 210 do M-ki. Przy czym - co ciekawe - wiszący na drzwiach ludzie postanowili na nich wisieć dalej więc było trudno wyjść z autobusu!
Wróciłam do domu zła, zmęczona, zmarznięta i o pół godziny później niż zwykle.
Zła byłam jeszcze z tego powodu, że chciałam pójść po powrocie na chwilkę chociaż na rower "za dnia". Niestety, nie udało się to.
Dlatego dzisiaj pojechałam rowerem. O.
Cóż mi rzec :) Tak długo do pracy rowerem to chyba jeszcze nigdy nie jechałam ;) Zwykle zajmuje mi to poniżej 30 minut. Tribanem jechałam około 42 minuty ale złożyło się na to kilka okoliczności.
Przede wszystkim czuję się na nim niepewnie.
Raz, że nie umiem jeździć w dolnym chwycie, gdzie przy naciśnięciu klamek hamulec dużo lepiej reaguje. Więc jechałam w górnym, naciskając podczas hamowania górne części klamek. Niestety, hamowanie w tym wydaniu jest mało efektywne. W dodatku bolą od tego dłonie.
Dwa, że cienkie, prawie łyse oponki, mają tendencję do ześlizgiwania się z mokrych krawędzi płytek chodnikowych oraz przypadkowych resztek lodu, co mnie trochę stresuje.
Poza tym było strasznie mokro a ja nie mam błotników, więc musiałam zwalniać przed każdą większą kałużą :)
A, no i... chyba muszę jednak zainwestować w SPD bo ciągle mi się buty ślizgały, co mnie nieco irytowało :) W dodatku odruch ciągnięcia pedału jednak już jakiś mam, co też nie pomaga ;)
Ale i tak jechało mi się fajnie, przede wszystkim gęba mi się cieszyła, że wreszcie wyszłam na rower ;)
Mam całkiem mokry tyłek. Całe szczęście, że w pracy mam do przebrania wszystko, włącznie ze skarpetami!
Pierwsze wrażenia z jazdy:
Rower jest dość stabilny, nawet przy uślizgach koła na fragmentach lodu, daje się dość łatwo opanować. Jest jednocześnie stosunkowo zwrotny, ciasne zakręty nie są niemożliwe :) Przerzutki chodzą gładko, przynajmniej w tym zakresie w jakim je wykorzystałam - z przodu środek i młynek, z tyłu nie wiem bo nie patrzę na wskaźniki tylko jadę na czuja - ale raczej były niskie biegi bo nie jechałam szybko. Przerzutki daje się obsługiwać tylko w górnym chwycie.
Klamki hamulcowe są dość daleko od baranka i nie są regulowalne. Dla męskiej dłoni pewnie to nie będzie problem ale dla mnie jest bo ledwo sięgam palcami do klamek. Hamulce są moim zdaniem niezłe, przy dolnym chwycie jest bardzo przyzwoita moc hamowania. Przy górnym (naciskanie górnej części klamek) jest słabo.
Carbonowy widelec dość fajnie tłumi drgania, ale dłonie mnie bolały bo nie jestem przyzwyczajona do ułożenia ich inaczej niż na prostej kierownicy (w rowerze MTB).
Rower jest dość długi, musiałam przesunąć siodło maksymalnie do przodu. Prawdopodobnie będę też musiała zmienić mostek na krótszy.
Sądzę, że jak się przyzwyczaję do niego, zwłaszcza do jazdy w dolnym chwycie, to będzie super :)
Było mi dość wygodnie, pozycja nie jest tak strasznie nachylona (jak przesunęłam siodło do przodu to się okazało, że jest całkiem ok pod tym względem). Zdjęłam sobie rano daszek z kasku bo sądziłam, że przy głowie nachylonej tak nisko daszek będzie zasłaniał, ale chyba niepotrzebnie. Muszę się przejechać z daszkiem następnym razem i zobaczyć jak jest.
Ale może najpierw opowiem co mnie tak wkurzyło :)
Otóż, gdy wracałam z pracy (Centrum), nastąpiła awaria metra. Cośtamcośtam zasilanie. Metro kursowało tylko do Politechniki a potem dopiero od Stokłos do Kabat, co mnie zupełnie nie urządzało :) Wysiadłam zatem z metra i potuptałam na jedyny jadący w interesującą mnie okolicę autobus (210). Nieważne, że jeździ co pół godziny. Nieważne, że jedzie na Ursynów 46 minut (!). Nieważne, że przyjechał krótki. Nawet nie wepchnęło się do niego tak strasznie dużo ludzi i udało mi się nawet mieć miejsce siedzące.
Problem powstał dwa przystanki dalej, czyli przy stacji Metro Politechnika. Otóż, do tego krótkiego, kursującego co pół godziny autobusu wcisnęła się kolejna porcja ludzi z metra. Niestety, drzwi nie chciały się zamknąć. W związku z tym kilka osób uwiesiło się na drzwiach i postanowiło "nie odpuścić". W autobusie rozpoczęła się najpierw rozmowa, potem dyskusja, potem gorąca dyskusja, potem awantura z przeklinaniem. Wiszący na drzwiach byli twardzi - nawet któraś z wiszących na drzwiach pań stwierdziła, że jak ona nie pojedzie to nikt nie pojedzie.
Kierowca wykazał się cierpliwością. Postanowił przeczekać aferę i zobaczyć co z niej wyniknie. Wyłączył silnik i czekał.
Awantura trwała około 10, może 15 minut. Całkiem długo, można było liczyć że wkrótce pojawi się kolejne 210 :)
Na szczęście w międzyczasie uruchomiono autobusy zastępcze i na nasz nieszczęsny przystanek na raz podjechały aż trzy, w tym dwa zupełnie puste. Więc nastąpił szybki szturm z 210 do M-ki. Przy czym - co ciekawe - wiszący na drzwiach ludzie postanowili na nich wisieć dalej więc było trudno wyjść z autobusu!
Wróciłam do domu zła, zmęczona, zmarznięta i o pół godziny później niż zwykle.
Zła byłam jeszcze z tego powodu, że chciałam pójść po powrocie na chwilkę chociaż na rower "za dnia". Niestety, nie udało się to.
Dlatego dzisiaj pojechałam rowerem. O.
Cóż mi rzec :) Tak długo do pracy rowerem to chyba jeszcze nigdy nie jechałam ;) Zwykle zajmuje mi to poniżej 30 minut. Tribanem jechałam około 42 minuty ale złożyło się na to kilka okoliczności.
Przede wszystkim czuję się na nim niepewnie.
Raz, że nie umiem jeździć w dolnym chwycie, gdzie przy naciśnięciu klamek hamulec dużo lepiej reaguje. Więc jechałam w górnym, naciskając podczas hamowania górne części klamek. Niestety, hamowanie w tym wydaniu jest mało efektywne. W dodatku bolą od tego dłonie.
Dwa, że cienkie, prawie łyse oponki, mają tendencję do ześlizgiwania się z mokrych krawędzi płytek chodnikowych oraz przypadkowych resztek lodu, co mnie trochę stresuje.
Poza tym było strasznie mokro a ja nie mam błotników, więc musiałam zwalniać przed każdą większą kałużą :)
A, no i... chyba muszę jednak zainwestować w SPD bo ciągle mi się buty ślizgały, co mnie nieco irytowało :) W dodatku odruch ciągnięcia pedału jednak już jakiś mam, co też nie pomaga ;)
Ale i tak jechało mi się fajnie, przede wszystkim gęba mi się cieszyła, że wreszcie wyszłam na rower ;)
Mam całkiem mokry tyłek. Całe szczęście, że w pracy mam do przebrania wszystko, włącznie ze skarpetami!
Pierwsze wrażenia z jazdy:
Rower jest dość stabilny, nawet przy uślizgach koła na fragmentach lodu, daje się dość łatwo opanować. Jest jednocześnie stosunkowo zwrotny, ciasne zakręty nie są niemożliwe :) Przerzutki chodzą gładko, przynajmniej w tym zakresie w jakim je wykorzystałam - z przodu środek i młynek, z tyłu nie wiem bo nie patrzę na wskaźniki tylko jadę na czuja - ale raczej były niskie biegi bo nie jechałam szybko. Przerzutki daje się obsługiwać tylko w górnym chwycie.
Klamki hamulcowe są dość daleko od baranka i nie są regulowalne. Dla męskiej dłoni pewnie to nie będzie problem ale dla mnie jest bo ledwo sięgam palcami do klamek. Hamulce są moim zdaniem niezłe, przy dolnym chwycie jest bardzo przyzwoita moc hamowania. Przy górnym (naciskanie górnej części klamek) jest słabo.
Carbonowy widelec dość fajnie tłumi drgania, ale dłonie mnie bolały bo nie jestem przyzwyczajona do ułożenia ich inaczej niż na prostej kierownicy (w rowerze MTB).
Rower jest dość długi, musiałam przesunąć siodło maksymalnie do przodu. Prawdopodobnie będę też musiała zmienić mostek na krótszy.
Sądzę, że jak się przyzwyczaję do niego, zwłaszcza do jazdy w dolnym chwycie, to będzie super :)
Było mi dość wygodnie, pozycja nie jest tak strasznie nachylona (jak przesunęłam siodło do przodu to się okazało, że jest całkiem ok pod tym względem). Zdjęłam sobie rano daszek z kasku bo sądziłam, że przy głowie nachylonej tak nisko daszek będzie zasłaniał, ale chyba niepotrzebnie. Muszę się przejechać z daszkiem następnym razem i zobaczyć jak jest.
do utraty tchu
Środa, 22 lutego 2012 Kategoria bieganie, trening
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 171171 ( 95%) | HRavg | 155( 86%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Pierwszy od jakiegoś czasu trening biegowy. Zły. To znaczy zły samopoczuciowo. Dawno mi się tak źle nie biegło. W ogóle dziwny to był trening. Zwykle to nogi pierwsze odmawiają mi posłuszeństwa. Dzisiaj było inaczej - w nogach miałam poczucie fajnej sprężystości ale oddechowo ledwo wyrabiałam. Ciekawe, czy ten efekt w nogach jest rezultatem drobnego zwiększenia obciążenia w ćwiczeniach siłowych?
Natomiast obiektywnie rzecz biorąc, trening był dobry. Był naprawdę mocny. Dobre tempo rozgrzewki, niezłe tempo powtórzeń. Ostatnie powtórzenie setki w tempie jak na mnie wręcz nieludzkim bo 04:04 min/km. Chociaż przyznam, że chyba trochę przesadziłam bo nawet już nie do utraty tchu, a prawie do wyrzygu...
Z jednej strony, fatalny jest taki stan, gdy wracam po treningu do domu i ze zmęczenia jest mi niedobrze. Z drugiej strony, gdy osiągam taki stan to mam poczucie, że zrobiłam dobry, mocny trening. I bądź tu mądry i zinterpretuj fakty ;)
Do tego stopnia źle się czułam po treningu, że przełożone z wczoraj ćwiczenia siłowe postanowiłam sobie jednak całkiem odpuścić. Tym bardziej, że w niedzielę półmaraton więc nie ma co się forsować.
5 km rozgrzewka
5x 200m x 200m (4:33, 4:31, 4:29, 4:30, 4:25)
5x 100m x 100m (4:07, 4:24, 4:25, 4:31, 4:04)
około 2 km rozbieganie
Natomiast obiektywnie rzecz biorąc, trening był dobry. Był naprawdę mocny. Dobre tempo rozgrzewki, niezłe tempo powtórzeń. Ostatnie powtórzenie setki w tempie jak na mnie wręcz nieludzkim bo 04:04 min/km. Chociaż przyznam, że chyba trochę przesadziłam bo nawet już nie do utraty tchu, a prawie do wyrzygu...
Z jednej strony, fatalny jest taki stan, gdy wracam po treningu do domu i ze zmęczenia jest mi niedobrze. Z drugiej strony, gdy osiągam taki stan to mam poczucie, że zrobiłam dobry, mocny trening. I bądź tu mądry i zinterpretuj fakty ;)
Do tego stopnia źle się czułam po treningu, że przełożone z wczoraj ćwiczenia siłowe postanowiłam sobie jednak całkiem odpuścić. Tym bardziej, że w niedzielę półmaraton więc nie ma co się forsować.
5 km rozgrzewka
5x 200m x 200m (4:33, 4:31, 4:29, 4:30, 4:25)
5x 100m x 100m (4:07, 4:24, 4:25, 4:31, 4:04)
około 2 km rozbieganie
pompujemy
Wtorek, 21 lutego 2012 Kategoria trening, trening siłowy
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:15 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Miałam robić ćwiczenia siłowe ale po pompkach źle się poczułam (takie tam, babskie sprawy) więc postanowiłam je przełożyć na jutro.
Z pompek za to jestem coraz bardziej zadowolona. Nawet nie chodzi o ilości, tylko o większą łatwość ich wykonania. W zasadzie 20 pompek ciurkiem robię z "palcem w nosie". Kolejne 10 jest nieco ciężej, ale też bez problemu. Ciężko zaczyna się robić przy czwartej dyszce.
14 + 19 + 14 + 14 + 35
Z pompek za to jestem coraz bardziej zadowolona. Nawet nie chodzi o ilości, tylko o większą łatwość ich wykonania. W zasadzie 20 pompek ciurkiem robię z "palcem w nosie". Kolejne 10 jest nieco ciężej, ale też bez problemu. Ciężko zaczyna się robić przy czwartej dyszce.
14 + 19 + 14 + 14 + 35







