wielka ulewa
Poniedziałek, 16 lipca 2012 Kategoria dojazdy
| Km: | 14.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:47 | km/h: | 17.87 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 157157 ( 87%) | HRavg | 133( 73%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: b'twin Triban 3 (sprzedany) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dziś przymusowa wędrówka z rowerem metrem. Rano jeszcze OK ale gdy wracałam z pracy, złapała mnie niezła ulewa. Akurat byłam w Urzędzie Patentowym (po drodze z pracy) i lunęło gdy wyszłam. Postałam zatem chwilkę pod daszkiem ale zrobiło się zimno więc nie czekałam aż ulewa całkiem przejdzie. Szybko przemieściłam się do metra. Dlatego dziś tylko nędzne 14 km.
lipiec zaskakujący
Piątek, 13 lipca 2012 Kategoria dojazdy
| Km: | 33.77 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:54 | km/h: | 17.77 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 153153 ( 85%) | HRavg | 126( 70%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: b'twin Triban 3 (sprzedany) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Naprawdę, lipiec w tym roku jest zaskakujący. Pełen przekrój temperatur, jeszcze tylko przymrozków brakuje ;)
Dziś rano jedynie 13 stopni. Nie lubię zbytnio takiej temperatur bo nie wiadomo jak się ubrać, zwłaszcza na górę. Tułów się grzeje w koszulce a ramiona i ręce marzną. Najlepsza byłaby pewnie cienka koszulka kolarska z długim rękawem ale nie mam.
Po południu za to ekstra komfortowo pod względem temperatury, za to miałam trochę wmordewindu.
Dziś rano jedynie 13 stopni. Nie lubię zbytnio takiej temperatur bo nie wiadomo jak się ubrać, zwłaszcza na górę. Tułów się grzeje w koszulce a ramiona i ręce marzną. Najlepsza byłaby pewnie cienka koszulka kolarska z długim rękawem ale nie mam.
Po południu za to ekstra komfortowo pod względem temperatury, za to miałam trochę wmordewindu.
idealnie
Czwartek, 12 lipca 2012 Kategoria dojazdy, trening
| Km: | 33.15 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:39 | km/h: | 20.09 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 162162 ( 90%) | HRavg | 130( 72%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: b'twin Triban 3 (sprzedany) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po dwóch dniach z mdłościami (znowu) dziś dzień przerwy więc wskoczyłam chętnie na rower, bo aura wprost wymarzona do jazdy. Niewielki wietrzyk i przyjemna temperatura. Ze względu na niewykonanie planu treningowego we wtorek i środę, dziś zrobiłam trening trochę mocniejszy niż zaplanowany. Miało być 30 min w narastającym tempie z czego ostatnie 10 min w drugiej strefie. Nie lubię takich treningów bo trzeba zaczynać jazdę okropnie wolno, żeby faktycznie była końcówka w 2 strefie. Ale zrobiłam mocniej, zaczęłam w górnym zakresie pierwszej, kolejne 10 min było w dolnym zakresie drugiej, ostatnie 10 minut w górnym zakresie drugiej przy czym na końcówce leciałam już na maksa.
Fajnie mi się dzisiaj jechało.
Nie wiem, czy nie powinnam zawiesić chwilowo współpracy z Jackiem bo z rozpisanych treningów więcej nie wykonuję niż wykonuję :(
kadencja 77/103
Fajnie mi się dzisiaj jechało.
Nie wiem, czy nie powinnam zawiesić chwilowo współpracy z Jackiem bo z rozpisanych treningów więcej nie wykonuję niż wykonuję :(
kadencja 77/103
18 stopni :D
Poniedziałek, 9 lipca 2012 Kategoria dojazdy
| Km: | 32.98 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:49 | km/h: | 18.15 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 154154 ( 85%) | HRavg | 125( 69%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: b'twin Triban 3 (sprzedany) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po weekendowym upale, w nocy przyszła burza. Burza była taka, że wstawałam w nocy zamknąć drzwi balkonowe, bo się bałam, że coś nam w mieszkaniu rypnie :) Przy okazji zamykania drzwi, przekonałam się, że zawiewa nam deszcz do pokoju (!).
Rano po burzy nie było śladu, właściwie nawet już chodniki i ulice były prawie suche. Chociaż nie, jeden ślad po burzy został - a mianowicie w końcu spadła temperatura :):) Na termometrze 18 stopni, cudownie! W porównaniu do 35ciu w sobotę to jest wręcz chłodno.
Dziś odkurzyłam Trybana bo ostatnio podrażnione oczy przestały mi dokuczać i można było jechać w soczewkach + ciemnych okularach a zatem daszek w kasku nie był niezbędny :)
Niby ciut chłodniej ale jak dojechałam do pracy to byłam całkiem zziajana. Nie, żebym tam oczywiście lajtowo jechała. Wręcz przeciwnie, o ile zwykle rano staram się nie wskakiwać z tętnem powyżej 2,5 na strefie, tak dzisiaj mi się tak fajnie jechało, że tętno skakało do ponad 3. Musiałam trochę postać pod pracą, żeby ochłonąć :)
Po południu też mi się fajnie jechało i nawet się zastanawiałam, czy by gdzieś nie zahaczyć o jakieś okolice Wisły czy coś... ale przypomniała mi się ostatnia jazda kolarką po kostce i mi się odechciało :) Tak czy siak powrót przez Kabaty.
Rano po burzy nie było śladu, właściwie nawet już chodniki i ulice były prawie suche. Chociaż nie, jeden ślad po burzy został - a mianowicie w końcu spadła temperatura :):) Na termometrze 18 stopni, cudownie! W porównaniu do 35ciu w sobotę to jest wręcz chłodno.
Dziś odkurzyłam Trybana bo ostatnio podrażnione oczy przestały mi dokuczać i można było jechać w soczewkach + ciemnych okularach a zatem daszek w kasku nie był niezbędny :)
Niby ciut chłodniej ale jak dojechałam do pracy to byłam całkiem zziajana. Nie, żebym tam oczywiście lajtowo jechała. Wręcz przeciwnie, o ile zwykle rano staram się nie wskakiwać z tętnem powyżej 2,5 na strefie, tak dzisiaj mi się tak fajnie jechało, że tętno skakało do ponad 3. Musiałam trochę postać pod pracą, żeby ochłonąć :)
Po południu też mi się fajnie jechało i nawet się zastanawiałam, czy by gdzieś nie zahaczyć o jakieś okolice Wisły czy coś... ale przypomniała mi się ostatnia jazda kolarką po kostce i mi się odechciało :) Tak czy siak powrót przez Kabaty.
gdy wisisz na kierownicy a tchawica mówi "dzień dobry"...
Niedziela, 8 lipca 2012 Kategoria trening
| Km: | 23.22 | Km teren: | 15.00 | Czas: | 01:10 | km/h: | 19.90 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 168168 ( 93%) | HRavg | 135( 75%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
... to znaczy, że to był mocny trening.
W czwartek trening mi nie wyszedł z powodu fochów Skociny. W piątek i sobotę odpuściłam, ze względu na upał i niezbyt dobre samopoczucie. Dzisiaj jednak jest nieco chłodniej więc postanowiłam odrobić zaległy wczorajszy trening.
W lesie naprawdę jest przyjemnie, lekki wiaterek i w odczuciu temperatura jest komfortowa. Tylko nie można się zatrzymywać bo zaraz komary dopadają.
Odwaliłam interwały i jeszcze chwilę się pokręciłam po lesie dla złapania oddechu. Dziś było intensywnie.
10x 1 min na maksa x 30 sek
kadencja 78/107
W czwartek trening mi nie wyszedł z powodu fochów Skociny. W piątek i sobotę odpuściłam, ze względu na upał i niezbyt dobre samopoczucie. Dzisiaj jednak jest nieco chłodniej więc postanowiłam odrobić zaległy wczorajszy trening.
W lesie naprawdę jest przyjemnie, lekki wiaterek i w odczuciu temperatura jest komfortowa. Tylko nie można się zatrzymywać bo zaraz komary dopadają.
Odwaliłam interwały i jeszcze chwilę się pokręciłam po lesie dla złapania oddechu. Dziś było intensywnie.
10x 1 min na maksa x 30 sek
kadencja 78/107
rower ma własne zdanie
Czwartek, 5 lipca 2012 Kategoria dojazdy, trening
| Km: | 34.43 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:57 | km/h: | 17.66 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 152152 ( 84%) | HRavg | 119( 66%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dziś w planie był trening terenowy. Zastanawiałam się nad nim bo upał był niemiłosierny. Na Przyczółkowej, na słonku, termometr w liczniku doszedł do 39 stopni. W lesie trochę lepiej bo "tylko" 29.
Pojechałam na łatwiejszą część rundy z ostatniego treningu WKK, na którym byłam. Jednak rower nie życzył sobie dzisiaj jazdy w terenie. Po ostatniej regulacji przerzutek (które ciągle nie działały tak jak powinny) okazało się, że redukcja z tyłu na największą zębatkę powoduje zeskoczenie łańcucha na najmniejszą z przodu. I przeskakiwanie. Dotychczas nie było z tym problemu. Niestety, to nie było jednorazowe tylko powtarzalne. Przejechałam więc tę rundę tylko raz.
Zresztą zniechęciły mnie totalnie potworne, zmutowane komary. Zwykle nie siadają na jadącym rowerzyście, ale dzisiaj chyba były strasznie wygłodniałe bo zupełnie się nie przejmowały tym, że jadę i dziabały mnie aż do wyjechania z lasu.
Z przerzutkami skoczyłam do Plusa, bo po 3krotnej nieefektywnej regulacji w Bikemanie trzeba było pójść gdzie indziej. W Plusie poszli po rozum do głowy i dokręcili kasetę i przesmarowali linki. Poszłam na pobliską góreczkę i okazało się, że działa bez zarzutu. Wróciłam więc do Plusa i zameldowałam, że jest OK.
Pomyślałam sobie, że na tej góreczce nie ma komarów więc co prawda jakiegoś mega terenu na niej nie ma, ale można trochę poćwiczyć krótkie ostre podjazdy z wystającymi kamykami. Niestety, przy pierwszej próbie czegokolwiek... zerwał się łańcuch.
Najwyraźniej rower dał mi do zrozumienia, że jemu ten upał nie odpowiada i on się męczyć nie zamierza...
kadencja 76/112
Pojechałam na łatwiejszą część rundy z ostatniego treningu WKK, na którym byłam. Jednak rower nie życzył sobie dzisiaj jazdy w terenie. Po ostatniej regulacji przerzutek (które ciągle nie działały tak jak powinny) okazało się, że redukcja z tyłu na największą zębatkę powoduje zeskoczenie łańcucha na najmniejszą z przodu. I przeskakiwanie. Dotychczas nie było z tym problemu. Niestety, to nie było jednorazowe tylko powtarzalne. Przejechałam więc tę rundę tylko raz.
Zresztą zniechęciły mnie totalnie potworne, zmutowane komary. Zwykle nie siadają na jadącym rowerzyście, ale dzisiaj chyba były strasznie wygłodniałe bo zupełnie się nie przejmowały tym, że jadę i dziabały mnie aż do wyjechania z lasu.
Z przerzutkami skoczyłam do Plusa, bo po 3krotnej nieefektywnej regulacji w Bikemanie trzeba było pójść gdzie indziej. W Plusie poszli po rozum do głowy i dokręcili kasetę i przesmarowali linki. Poszłam na pobliską góreczkę i okazało się, że działa bez zarzutu. Wróciłam więc do Plusa i zameldowałam, że jest OK.
Pomyślałam sobie, że na tej góreczce nie ma komarów więc co prawda jakiegoś mega terenu na niej nie ma, ale można trochę poćwiczyć krótkie ostre podjazdy z wystającymi kamykami. Niestety, przy pierwszej próbie czegokolwiek... zerwał się łańcuch.
Najwyraźniej rower dał mi do zrozumienia, że jemu ten upał nie odpowiada i on się męczyć nie zamierza...
kadencja 76/112
przepędzona przez burzę
Środa, 4 lipca 2012 Kategoria dojazdy
| Km: | 24.71 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:15 | km/h: | 19.77 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 156156 ( 86%) | HRavg | 119( 66%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dziś była fajna aura. Przed południem przyjemnie, nie za gorąco. A po południu równie przyjemnie i nie za gorąco - do momentu kiedy zaczęło grzmieć i trochę padać. Ten deszczyk to był nawet przyjemny ale potem zrobiła się straszna parówa. Trochę z tego powodu, a trochę też z obawy przed piorunem (bo Michał mnie ostatnio nastraszył, ze carbon ściąga pioruny a ja mam np. carbonowy widelec), skróciłam trasę do domu. Żałowałam potem, bo burza sobie szybko poszła.
niespodzianki
Wtorek, 3 lipca 2012 Kategoria dojazdy, trening
| Km: | 32.58 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:41 | km/h: | 19.35 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 147147 ( 81%) | HRavg | 122( 67%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po czterech dniach spokoju, mdłości powróciły. Wczorajszy dzień był paskudny, ledwo go przetrwałam. Ale dziś rano znów nie było problemu więc zebrałam się na rower.
W planie tylko "spokojna jazda" ale wybrałam się Skociną a nie Trybanem. A to z tego powodu, że ostatnio nie mogę nosić soczewek. Moja pani alergolog zabroniła mi w czasie ciąży brać leki antyalergiczne i mam bardzo podrażnione oczy.
Nie mogę nosić soczewek a zatem też nie mam jak założyć ciemnych okularów. Gdy jadę szosówką pozycja jest bardziej pochylona i nie zakładam daszka, żeby nie musieć mocno zadzierać głowy do góry i słońce bardzo mocno razi.
A zatem banalny powód, dla którego męczę dzisiaj górala to... daszek przy kasku ;)
Jechało mi się dobrze, pomijając niespodzianki w postaci kolejnej fazy remontu torowiska na Marszałkowskiej, aż do samej pracy. Ale największą niespodzianką był zjazd do garażu pod pracą.
Ma on to do siebie, że jest wyłożony kostką, przy czym kostka jest uformowana w garby w kształcie litery V (taki system antypoślizgowy) więc przy zjeździe do garażu ostro trzęsie.
No i na tych kilku metrach wytrzęsło mnie tak, że naprawdę niewiele brakowało, a musiałabym sprzątać...
Na szczęście zgięcie się w pół i głębokie oddychanie pomogło.
Powrót standardowo okrężną trasą przez LK, bez przygód :)
Niestety, nie udało mi się jechać w 1 strefie bo przez sporą część trasy był wiatr przeciwny a straszny upał nie ułatwiał sprawy.
kadencja 81/112
W planie tylko "spokojna jazda" ale wybrałam się Skociną a nie Trybanem. A to z tego powodu, że ostatnio nie mogę nosić soczewek. Moja pani alergolog zabroniła mi w czasie ciąży brać leki antyalergiczne i mam bardzo podrażnione oczy.
Nie mogę nosić soczewek a zatem też nie mam jak założyć ciemnych okularów. Gdy jadę szosówką pozycja jest bardziej pochylona i nie zakładam daszka, żeby nie musieć mocno zadzierać głowy do góry i słońce bardzo mocno razi.
A zatem banalny powód, dla którego męczę dzisiaj górala to... daszek przy kasku ;)
Jechało mi się dobrze, pomijając niespodzianki w postaci kolejnej fazy remontu torowiska na Marszałkowskiej, aż do samej pracy. Ale największą niespodzianką był zjazd do garażu pod pracą.
Ma on to do siebie, że jest wyłożony kostką, przy czym kostka jest uformowana w garby w kształcie litery V (taki system antypoślizgowy) więc przy zjeździe do garażu ostro trzęsie.
No i na tych kilku metrach wytrzęsło mnie tak, że naprawdę niewiele brakowało, a musiałabym sprzątać...
Na szczęście zgięcie się w pół i głębokie oddychanie pomogło.
Powrót standardowo okrężną trasą przez LK, bez przygód :)
Niestety, nie udało mi się jechać w 1 strefie bo przez sporą część trasy był wiatr przeciwny a straszny upał nie ułatwiał sprawy.
kadencja 81/112
takie tam, po singlu
Sobota, 30 czerwca 2012 Kategoria trening, wycieczki i inne spontany
| Km: | 28.20 | Km teren: | 20.00 | Czas: | 01:43 | km/h: | 16.43 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 146146 ( 81%) | HRavg | 116( 64%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dziś zadana "spokojna jazda" a chęć spora więc postanowiłam pokręcić się po lesie. Udało mi się nawet namówić Marka, żeby mi potowarzyszył.
Upał był niemiłosierny ale na szczęście w lesie okazało się być dość przyjemnie. Pokręciliśmy się trochę po głównych ścieżkach, potem zaciągnęłam Marka na singla, pokazując mu miejsca, gdzie trzeba skakać z rowerem przez zwalone drzewa ;) Pewnie nie był zachwycony bo jego rower jest "ciut" cięższy niż mój. Ale cierpiał w milczeniu ;)
Gdy wracaliśmy do domu ścieżką przy KEN, w okolicach metra Natolin natknęliśmy się na miłych państwa, promujących swoją restaurację w ten sposób, że częstowali przejeżdżających rowerzystów pyszną lemoniadą :D To był strzał w dziesiątkę w tym upale.
kadencja 70/160
Upał był niemiłosierny ale na szczęście w lesie okazało się być dość przyjemnie. Pokręciliśmy się trochę po głównych ścieżkach, potem zaciągnęłam Marka na singla, pokazując mu miejsca, gdzie trzeba skakać z rowerem przez zwalone drzewa ;) Pewnie nie był zachwycony bo jego rower jest "ciut" cięższy niż mój. Ale cierpiał w milczeniu ;)
Gdy wracaliśmy do domu ścieżką przy KEN, w okolicach metra Natolin natknęliśmy się na miłych państwa, promujących swoją restaurację w ten sposób, że częstowali przejeżdżających rowerzystów pyszną lemoniadą :D To był strzał w dziesiątkę w tym upale.
kadencja 70/160
odpuszczam
Piątek, 29 czerwca 2012 Kategoria >50 km, dojazdy, trening
| Km: | 50.33 | Km teren: | 4.00 | Czas: | 02:26 | km/h: | 20.68 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 157157 ( 87%) | HRavg | 123( 68%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: b'twin Triban 3 (sprzedany) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po rozważeniu wszelkich za i przeciw postanowiłam jednak sobie odpuścić resztę Mazovii. Chyba nie ma co ryzykować. Nawet przy ostrożnej jeździe, prawdopodobieństwo wypadku (niekoniecznie z powodu mojego błędu) jest zbyt duże. Co widać było na Gwieździe Mazurskiej (gleba w piasku i mega siniec na boku kolana - noga mnie boli jeszcze teraz). Co oczywiście nie stoi na przeszkodzie, żeby sobie po prostu jeździć na rowerze ;)
Dzisiaj miałam naprawdę ogromną ochotę sobie pojeździć. W planie spokojna jazda tylko z dwuminutowym akcentem więc postanowiłam przetestować nową ścieżkę na wale wiślanym. Faktycznie, jest fajna, mocno ubita - bez problemu daje się jechać kolarką. Ale jest krótka.
Zrobiłam sobie trochę dłuższą rundę z pracy, wzdłuż Wisły, przez Kępę Obórską, Obórki i Okrzeszyn ale potem nie wracałam przez Kabaty tylko jeszcze okrężną trasą Przyczółkową i koło Św. "Opaczności".
Na Antoniewskiej jak zwykle atrakcje w postaci potwornie zniszczonej, klasycznej sześciokątnej płyty chodnikowej. Ze dwa kilometry. Myślę, że ten odcinek można z powodzeniem nazwać "Piekłem Południa (Warszawy) i przepuścić tędy jakiś wyścig kolarski ;)
Wzdłuż Wisły za to coraz więcej asfaltu. Jeszcze został jeden paskudny kawałek z płyt betonowych, którym kolarką jedzie się naprawdę... niekomfortowo oraz, za przejazdem kolejowym, trochę dziurawego szutru (ale to i tak "pikuś" w porównaniu do Antoniewskiej). Ciekawe, kiedy tu też położą asfalt.
"Akcent" dzisiaj bezproblemowo, jeśli chodzi o tętno. Wkręcenie się do 3 strefy nie stanowiło żadnego problemu, jednak do czwartej nie zdążyłam (akcent krótki, 2 minuty), choć było blisko. Najwyraźniej mój organizm trochę odżył po przerwie no i samopoczucie się poprawiło (dziś drugi dzień z rzędu bez mdłości).
kadencja 76/110
Dzisiaj miałam naprawdę ogromną ochotę sobie pojeździć. W planie spokojna jazda tylko z dwuminutowym akcentem więc postanowiłam przetestować nową ścieżkę na wale wiślanym. Faktycznie, jest fajna, mocno ubita - bez problemu daje się jechać kolarką. Ale jest krótka.
Zrobiłam sobie trochę dłuższą rundę z pracy, wzdłuż Wisły, przez Kępę Obórską, Obórki i Okrzeszyn ale potem nie wracałam przez Kabaty tylko jeszcze okrężną trasą Przyczółkową i koło Św. "Opaczności".
Na Antoniewskiej jak zwykle atrakcje w postaci potwornie zniszczonej, klasycznej sześciokątnej płyty chodnikowej. Ze dwa kilometry. Myślę, że ten odcinek można z powodzeniem nazwać "Piekłem Południa (Warszawy) i przepuścić tędy jakiś wyścig kolarski ;)
Wzdłuż Wisły za to coraz więcej asfaltu. Jeszcze został jeden paskudny kawałek z płyt betonowych, którym kolarką jedzie się naprawdę... niekomfortowo oraz, za przejazdem kolejowym, trochę dziurawego szutru (ale to i tak "pikuś" w porównaniu do Antoniewskiej). Ciekawe, kiedy tu też położą asfalt.
"Akcent" dzisiaj bezproblemowo, jeśli chodzi o tętno. Wkręcenie się do 3 strefy nie stanowiło żadnego problemu, jednak do czwartej nie zdążyłam (akcent krótki, 2 minuty), choć było blisko. Najwyraźniej mój organizm trochę odżył po przerwie no i samopoczucie się poprawiło (dziś drugi dzień z rzędu bez mdłości).
kadencja 76/110







