guma
Wtorek, 11 czerwca 2013 Kategoria trening
| Km: | 33.82 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:20 | km/h: | 25.37 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 167167 ( 89%) | HRavg | 142( 76%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: KTM Strada 2000 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dziś trening szedł mi jakoś ciężko od samego początku. Na Okrzeszynie wiało jak w kieleckiem i wcale nie chciało mi się kręcić. W dodatku w środku ostatniego powtórzenia złapałam gumę. Oczywiście nie miałam ze sobą ani dętki ani łatek. Na szczęście dziurka nie była zbyt wielka i powietrze wolno schodziło. Zajrzałam na przystanek ale najbliższy autobus był dopiero za jakieś 45 minut więc zdecydowałam ruszyć się rowerem do metra. Po drodze musiałam kilka razy pompować koło ale jakoś dotarłam do Kabat.
rozjazd i powrót z Otwocka po maratonie
Sobota, 8 czerwca 2013 Kategoria wycieczki i inne spontany
| Km: | 42.28 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:19 | km/h: | 18.25 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 161161 ( 86%) | HRavg | 135( 72%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Namówiłam Krzyśka na wspólny powrót rowerami po maratonie w Otwocku. Miało być najkrótszą trasą, ale tak się fajnie jechało, że ja z kolei łatwo się dałam namówić na powrót przez Okrzeszyn. Tym bardziej, że lubię tamtędy jeździć.
Pod koniec jednak czułam, że mam w nogach sporo kilometrów (dzisiaj z całego dnia uzbierało się ich około 78). Wieczorem padłam jak zabita.
Pod koniec jednak czułam, że mam w nogach sporo kilometrów (dzisiaj z całego dnia uzbierało się ich około 78). Wieczorem padłam jak zabita.
Mazovia MTB Otwock
Sobota, 8 czerwca 2013 Kategoria wyścigi, ze zdjęciami
| Km: | 20.50 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:04 | km/h: | 19.22 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 177177 ( 95%) | HRavg | 166( 89%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Było jak u Hitchcocka. Najpierw była burza a potem napięcie rosło. :-)
Rano nic nie zapowiada nadchodzącego kataklizmu. Jest ładnie, ciepło - ale nie duszno i bezwietrznie. Idealna pogoda na zawody. Prognozy z wczoraj pokazywały deszcz po południu więc jest git.
Standardowo, objazd początku trasy z Krzyśkiem- sucho, niezbyt dużo piachu, szeroko i płasko. Będzie ostro na początku ale się nie przejmuję bo po starcie w Piasecznie spadłam do 8 sektora, który nie jest jakiś strasznie ścigancki.
Idę do sektora. Rany, ja naprawdę tak wyglądam po ciąży? :(

fot. Sylwia Mazur

Na stadionie sporo błota więc po starcie strzela spod kół na początkowym kawałku asfaltu. Okulary bardzo się przydają w takich momentach.
Jadę dość mocno ale staram się nie zachetać od razu. Próbuję trochę powyprzedzać, żeby nie zostać przyblokowaną na pierwszym piachu. Gdy wjeżdżamy na szuter, zaczyna padać - najpierw lekko i przyjemnie, ale po chwili przyjemny deszczyk zamienia się w oberwanie chmury. Grzmi. Widoczność mocno spada, tym bardziej, że woda zalewa twarz. Postanawiam mimo to poćwiczyć jazdę na kole. Przeskakuję z jednego rowerzysty na drugiego, czasem poganiam prowadzącego, żeby dospawał i przeskakuję dalej. Wykorzystuję innych na maksa, nie przejmując się, że spod kół leci na mnie woda z piaskiem i drobne kamyczki. Dobrze mi się jedzie, na liczniku prawie cały czas ponad 30 a czasem nawet ponad 35.
Tempo mocno spada po wjechaniu w las bo tutaj już ścieżki zamieniły się w rwące potoki. Wszyscy próbują objechać bokiem, ja z początku też. Dopiero po chwili orientuję się, że jednak tym "potokiem" będzie lepiej jechać bo jest płytki a pod spodem twarda nawierzchnia. Jednak tu zaparowują mi całkiem okulary i muszę je zdjąć. To niestety nie pomaga bo błoto leci do oczu. Napęd już rzęzi, chociaż przejechałam zaledwie 10 km. Zaczynam się zastanawiać, czy chcę jechać Mega w takich warunkach. I tak nie walczę o generalkę więc po co zarzynać sprzęt.
Do rozjazdu jeszcze kawał, w sumie jedzie mi się zadziwiająco dobrze, wyprzedzam trochę ale nie szaleję. Cały czas się waham ale tuż przed rozjazdem decyduję się jednak skręcić na Fit. W międzyczasie się rozpogadza a w drugiej części trasy Fit jest całkiem sucho - jakby w ogóle nie padało.
Wjeżdżam na metę w sumie zadowolona ze swojej decyzji. Tym bardziej zadowolona, że sms z wynikami mówi, że jestem piąta. Po chwili dostaję sms od Krzyśka - on też zamiast Giga pojechał Fit.
Finisz (fot. Bogusław Lipowiecki


Myjnia, żarełko i zabieramy się do domu.
Nie jestem ujechana po dystansie Fit więc namawiam Krzyśka na powrót rowerem.
Rano nic nie zapowiada nadchodzącego kataklizmu. Jest ładnie, ciepło - ale nie duszno i bezwietrznie. Idealna pogoda na zawody. Prognozy z wczoraj pokazywały deszcz po południu więc jest git.
Standardowo, objazd początku trasy z Krzyśkiem- sucho, niezbyt dużo piachu, szeroko i płasko. Będzie ostro na początku ale się nie przejmuję bo po starcie w Piasecznie spadłam do 8 sektora, który nie jest jakiś strasznie ścigancki.
Idę do sektora. Rany, ja naprawdę tak wyglądam po ciąży? :(

fot. Sylwia Mazur

Na stadionie sporo błota więc po starcie strzela spod kół na początkowym kawałku asfaltu. Okulary bardzo się przydają w takich momentach.
Jadę dość mocno ale staram się nie zachetać od razu. Próbuję trochę powyprzedzać, żeby nie zostać przyblokowaną na pierwszym piachu. Gdy wjeżdżamy na szuter, zaczyna padać - najpierw lekko i przyjemnie, ale po chwili przyjemny deszczyk zamienia się w oberwanie chmury. Grzmi. Widoczność mocno spada, tym bardziej, że woda zalewa twarz. Postanawiam mimo to poćwiczyć jazdę na kole. Przeskakuję z jednego rowerzysty na drugiego, czasem poganiam prowadzącego, żeby dospawał i przeskakuję dalej. Wykorzystuję innych na maksa, nie przejmując się, że spod kół leci na mnie woda z piaskiem i drobne kamyczki. Dobrze mi się jedzie, na liczniku prawie cały czas ponad 30 a czasem nawet ponad 35.
Tempo mocno spada po wjechaniu w las bo tutaj już ścieżki zamieniły się w rwące potoki. Wszyscy próbują objechać bokiem, ja z początku też. Dopiero po chwili orientuję się, że jednak tym "potokiem" będzie lepiej jechać bo jest płytki a pod spodem twarda nawierzchnia. Jednak tu zaparowują mi całkiem okulary i muszę je zdjąć. To niestety nie pomaga bo błoto leci do oczu. Napęd już rzęzi, chociaż przejechałam zaledwie 10 km. Zaczynam się zastanawiać, czy chcę jechać Mega w takich warunkach. I tak nie walczę o generalkę więc po co zarzynać sprzęt.
Do rozjazdu jeszcze kawał, w sumie jedzie mi się zadziwiająco dobrze, wyprzedzam trochę ale nie szaleję. Cały czas się waham ale tuż przed rozjazdem decyduję się jednak skręcić na Fit. W międzyczasie się rozpogadza a w drugiej części trasy Fit jest całkiem sucho - jakby w ogóle nie padało.
Wjeżdżam na metę w sumie zadowolona ze swojej decyzji. Tym bardziej zadowolona, że sms z wynikami mówi, że jestem piąta. Po chwili dostaję sms od Krzyśka - on też zamiast Giga pojechał Fit.
Finisz (fot. Bogusław Lipowiecki


Myjnia, żarełko i zabieramy się do domu.
Nie jestem ujechana po dystansie Fit więc namawiam Krzyśka na powrót rowerem.
objazd trasy przed maratonem
Sobota, 8 czerwca 2013 Kategoria wycieczki i inne spontany
| Km: | 9.59 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:31 | km/h: | 18.56 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 158158 ( 84%) | HRavg | 140( 75%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
zygzaki
Czwartek, 6 czerwca 2013 Kategoria trening
| Km: | 13.50 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:59 | km/h: | 13.73 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 173173 ( 93%) | HRavg | 142( 76%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Miałam dziś zaplanowany trening "techniczny" ale nie chciało mi się błocić (w perspektywie mam ubłocenie się w sobotę) więc pojechałam potrenować podjazdy na Kopie Cwila, która szybko schnie po deszczu. Niestety, nie miałam świadomości, jak ogromna deterioracja nastąpiła - nie byłam w stanie ani razu podjechać północnego zbocza w linii prostej :-( Dlatego po prostej tylko do około połowy a potem zygzakiem. I takich zygzaków było kilka.
weryfikacja
Wtorek, 4 czerwca 2013 Kategoria >50 km, trening
| Km: | 62.82 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:18 | km/h: | 27.31 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 168168 ( 90%) | HRavg | 146( 78%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: KTM Strada 2000 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Osiągi z soboty wydawały mi się dość podejrzane więc postanowiłam jeszcze raz ustawić Garminowi rozmiar koła. Zczyściłam zapamiętaną wartość i po automatycznym ustawieniu koła na podstawie GPS okazało się, że moje przypuszczenia o bieżącym automatycznym korygowaniu tego parametru były błędne. Po korekcie osiągi natychmiast stały się zbliżone do normalności - choć i tak lepsze niż na Tribanie.
Dziś dość długa runda po Okrzeszynie - odkryłam w sobotę lepszą pętlę niż dotychczasowa. Wiał dość silny wiatr więc nie jechało się aż tak lajtowo, zresztą trening nie miał być lajtowy ;-)
Dziś dość długa runda po Okrzeszynie - odkryłam w sobotę lepszą pętlę niż dotychczasowa. Wiał dość silny wiatr więc nie jechało się aż tak lajtowo, zresztą trening nie miał być lajtowy ;-)
zachwycona
Sobota, 1 czerwca 2013 Kategoria trening, >50 km
| Km: | 52.21 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:00 | km/h: | 26.11 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 155155 ( 83%) | HRavg | 132( 70%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: KTM Strada 2000 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dziś wreszcie porządnie pokręciłam na Stradzie. I jestem zachwycona tym rowerem. Sam jeździ! Mam odczucie, że mogłabym przegonić nakoksowanego Lance'a ;-)
Średnia około 27 km/h aż do momentu wyjechania na Wilanów, gdzie kilka świateł mi ją nieco obniżyło. A dodam, że odczucie moje z tej jazdy, potwierdzone zresztą przez niskie średnie tętno, to "lajtowa wycieczka".
Strada waży poniżej 9 kg czyli ponad 2 kg mniej od Tribana.
Jest cholernie sztywna więc efektywnie przenosi moc na napęd i precyzyjnie się prowadzi. Jednak nierówności są o wiele bardziej odczuwalne niż na Tribanie.
Strada ma poza tym świetne opony, które mają rewelacyjną trakcję w zakrętach.
Mam wrażenie, że większość oporów w Tribanie to kiepskiej jakości komponenty, czego nie ma w Stradzie. Jakość pracy napędu jest bombowa. Przerzutki chodzą lekko i nawet wrzucenie na blat jest dość łatwe.
A'propos blatu... nie sądziłam, jeżdżąc na Tribanie, że jazda blat-ośka przez dłuższy czas bez wysiłku jest możliwa. A jednak!
Podoba mi się możliwość lekkiego przesunięcia wózka przedniej przerzutki tak, że można jechać na blacie i dowolnej zębatce z tyłu.
Hamulce są ostre jak brzytwa i trzeba uważać, żeby nie wyskoczyć przez kierę...
Rower jest niesamowicie wygodny i właściwie chyba nie wymaga fittingu. Ewentualnie trzeba się zastanowić tylko jak wyeliminować lekką nerwowość kierownicy.
Powtórzę się... Ale jestem Stradą zachwycona.
Średnia około 27 km/h aż do momentu wyjechania na Wilanów, gdzie kilka świateł mi ją nieco obniżyło. A dodam, że odczucie moje z tej jazdy, potwierdzone zresztą przez niskie średnie tętno, to "lajtowa wycieczka".
Strada waży poniżej 9 kg czyli ponad 2 kg mniej od Tribana.
Jest cholernie sztywna więc efektywnie przenosi moc na napęd i precyzyjnie się prowadzi. Jednak nierówności są o wiele bardziej odczuwalne niż na Tribanie.
Strada ma poza tym świetne opony, które mają rewelacyjną trakcję w zakrętach.
Mam wrażenie, że większość oporów w Tribanie to kiepskiej jakości komponenty, czego nie ma w Stradzie. Jakość pracy napędu jest bombowa. Przerzutki chodzą lekko i nawet wrzucenie na blat jest dość łatwe.
A'propos blatu... nie sądziłam, jeżdżąc na Tribanie, że jazda blat-ośka przez dłuższy czas bez wysiłku jest możliwa. A jednak!
Podoba mi się możliwość lekkiego przesunięcia wózka przedniej przerzutki tak, że można jechać na blacie i dowolnej zębatce z tyłu.
Hamulce są ostre jak brzytwa i trzeba uważać, żeby nie wyskoczyć przez kierę...
Rower jest niesamowicie wygodny i właściwie chyba nie wymaga fittingu. Ewentualnie trzeba się zastanowić tylko jak wyeliminować lekką nerwowość kierownicy.
Powtórzę się... Ale jestem Stradą zachwycona.
pożyczakiem
Sobota, 1 czerwca 2013 Kategoria wycieczki i inne spontany
| Km: | 6.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:21 | km/h: | 17.14 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: rower z Veturilo | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dojazd do przychodni na Wałbrzyskiej. Veturilo zrobiło mi miłą niespodziankę i nie trzeba wyklikiwać oddania roweru. Po wstawieniu roweru w zamek magnetyczny, po chwili on się blokuje i oznacza jako oddany. Fajna sprawa, bardzo wygodna.
błotna maseczka
Czwartek, 30 maja 2013 Kategoria trening
| Km: | 25.14 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:16 | km/h: | 19.85 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 166166 ( 89%) | HRavg | 146( 78%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Chciałam dziś, poza treningiem, pojeździć na Stradzie, ale się nie dało - zbyt napięty grafik.
Najpierw Zając spał do 10 (sic!), więc ja też. Korzystam z takich dni bo one się naprawdę rzadko zdarzają.
Potem poszliśmy na spacer a przy okazji załatwiłam myjnię Tribanowi,którego zamierzam sprzedać. Ktoś, coś...?
Potem wróciliśmy do domu na obiad a po obiedzie było parę rzeczy do zrobienia, m. in. przełożyłam siodło z Tribana do Strady, nasmarowałam Tribana po myciu, przykręciłam do Strady różne ustrojstwa typu koszyki na bidon itp.
Potem poszłam na trening, który był zaplanowany dziś w lesie więc na pewno nie na szosówce. Może i dobrze bo jeżdżę ostatnio na Scotcie tak rzadko, że za każdym razem odkrywam go na nowo.
Jeździło mi się cudownie, tak, że z zaplanowanych 30 min zrobiła się chyba z godzina. Na dobry początek wjechałam na wał przy metrze i postanowiłam nie jechać jak dupa wołowa omijając kałuże tylko potrenować jazdę po błocie. Po zjechaniu z wału byłam już niemiłosiernie brudna i strasznie zadowolona więc kontynuowałam w tym samym stylu. Pokręciłam się po singlu (bagienko obecne) a na koniec zafundowałam sobie zjazd po schodach.
Gdy wracałam, natknęłam się na Tomskiego. Chwilkę pogadaliśmy i poratowałam go skuwaczem ale szybko się rozjechaliśmy bo komary zaczęły ciąć. Więc dla odświeżenia błotnej maseczki po tej przerwie przejechałam się jeszcze raz wałem.
Zahaczyłam o myjnię wracając do domu więc gdy stanęłam w drzwiach, rower był o wiele czystszy niż ja.
Potem jeszcze mnóstwo mycia, smarowanie i na pojeżdżenie na Stradzie jużnie starczyło czasu.
Najpierw Zając spał do 10 (sic!), więc ja też. Korzystam z takich dni bo one się naprawdę rzadko zdarzają.
Potem poszliśmy na spacer a przy okazji załatwiłam myjnię Tribanowi,którego zamierzam sprzedać. Ktoś, coś...?
Potem wróciliśmy do domu na obiad a po obiedzie było parę rzeczy do zrobienia, m. in. przełożyłam siodło z Tribana do Strady, nasmarowałam Tribana po myciu, przykręciłam do Strady różne ustrojstwa typu koszyki na bidon itp.
Potem poszłam na trening, który był zaplanowany dziś w lesie więc na pewno nie na szosówce. Może i dobrze bo jeżdżę ostatnio na Scotcie tak rzadko, że za każdym razem odkrywam go na nowo.
Jeździło mi się cudownie, tak, że z zaplanowanych 30 min zrobiła się chyba z godzina. Na dobry początek wjechałam na wał przy metrze i postanowiłam nie jechać jak dupa wołowa omijając kałuże tylko potrenować jazdę po błocie. Po zjechaniu z wału byłam już niemiłosiernie brudna i strasznie zadowolona więc kontynuowałam w tym samym stylu. Pokręciłam się po singlu (bagienko obecne) a na koniec zafundowałam sobie zjazd po schodach.
Gdy wracałam, natknęłam się na Tomskiego. Chwilkę pogadaliśmy i poratowałam go skuwaczem ale szybko się rozjechaliśmy bo komary zaczęły ciąć. Więc dla odświeżenia błotnej maseczki po tej przerwie przejechałam się jeszcze raz wałem.
Zahaczyłam o myjnię wracając do domu więc gdy stanęłam w drzwiach, rower był o wiele czystszy niż ja.
Potem jeszcze mnóstwo mycia, smarowanie i na pojeżdżenie na Stradzie jużnie starczyło czasu.
<3 jest, nareszcie!
Środa, 29 maja 2013 Kategoria wycieczki i inne spontany
| Km: | 30.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:14 | km/h: | 24.32 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: KTM Strada 2000 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Odbiór nowej kolarki ze sklepu i powrót na niej do domu. Strasznie się wyczekałam bo zamówiłam rower w długi weekend majowy i miał być "w przyszłym tygodniu". Nie było. Ani też w następnym i kolejnym - a w sklepie zwalali na dostawcę czyli KTMa w Austrii. Rower był do odbioru dopiero wczoraj, jednak wczoraj była przez prawie cały dzień tak ohydna pogoda, że chociaż bardzo chciałam to sobie odpuściłam jechanie po rower.
Dziś, niestety, choć pogoda dopisała, nie pojeździłam zbyt długo bo miałam umówioną wizytę u lekarza a potem trzeba było odebrać Zająca od dziadków.
Dziś, niestety, choć pogoda dopisała, nie pojeździłam zbyt długo bo miałam umówioną wizytę u lekarza a potem trzeba było odebrać Zająca od dziadków.







