One rainy day
Wtorek, 28 maja 2013 Kategoria trening
| Km: | 38.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:37 | km/h: | 23.51 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 161161 ( 86%) | HRavg | 135( 72%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: b'twin Triban 3 (sprzedany) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Ufff, całe szczęście, że wieczorem w końcu przestało lać. No, ile można?
Dziś jakoś trudno było mi się wkręcić na zadane tętno a poza vtym było zimno. Ubrana byłam jak na późną jesień i wcale nie czułam potrzeby zrzucenia z siebie jednej warstwy. Brrrr!
Na odtwarzaczu za to kawałek akurat dopasowany do dzisiejszej aury Godsmack "One rainy day"
Dziś jakoś trudno było mi się wkręcić na zadane tętno a poza vtym było zimno. Ubrana byłam jak na późną jesień i wcale nie czułam potrzeby zrzucenia z siebie jednej warstwy. Brrrr!
Na odtwarzaczu za to kawałek akurat dopasowany do dzisiejszej aury Godsmack "One rainy day"
nie dałam rady
Niedziela, 26 maja 2013 Kategoria trening
| Km: | 36.65 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:46 | km/h: | 20.75 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 158158 ( 84%) | HRavg | 126( 67%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: b'twin Triban 3 (sprzedany) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Znowu Zając w nocy nie dał mi spać ale na dziś zaplanowana spokojna jazda, 2h. Chyba nie umrę przy tej okazji. Wyszłam sobie późnym po południem, po powrocie z Siedlec. Kropiło lekko ale niedługo przestało. Niestety, byłam tak zmęczona po nieprzespanej nocy, że nie dojeździłam zaplanowanych dwóch godzin. Po prostu nie miałam siły. Jeszcze jedna taka nocka i w ogóle nie będę miała siły jeździć.
w domu
Sobota, 25 maja 2013 Kategoria trenażer, trening
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 165165 ( 88%) | HRavg | 133( 71%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Trenażer | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Nie zrobiłam treningu w czwartek bo byłam bardzo zmęczona (Mały dał mi popalić w nocy). W piątek nie zrobiłam bo padało. Chcąc nie chcąc, trzeba było zrobić dzisiaj. Niestety, na dworze znów padało... przestało akurat jak rozłożyłam trenażer ale już nie chciało mi się szykować na dwór bo to przedłużyłoby całą operację a w planie był dzisiaj wyjazd.
Trudno.
Nie cierpię trenażera.
Trudno.
Nie cierpię trenażera.
podwózka
Wtorek, 21 maja 2013 Kategoria trening
| Km: | 31.60 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:20 | km/h: | 23.70 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 162162 ( 87%) | HRavg | 128( 68%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: b'twin Triban 3 (sprzedany) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dziś dość krótko i niezbyt intensywnie. Na Okrzeszynie, jak zwykle, hulał wiatr ale przyjemnie mi się jeździło. Dobrze mi zrobiła ta rundka po niedzielnych zawodach.
Powrót pod wiatr, co już niezbyt mi się podobało, więc skorzystałam z podwózki na kole wracającego z treningu, dość potężnego bikera. Był na tyle uprzejmy, że poczekał na mnie po przejechaniu przez Przyczółkową (ja nie zdążyłam przed nadjeżdżającym autem). Zamieniliśmy kilka słów, w tym on ponarzekał, że wszyscy za nim się chowają a on nie ma za kim :-) Na Wilanowie odbił na Siekierki więc podziękowałam za wiatrochron i pojechałam dalej do domu.
Powrót pod wiatr, co już niezbyt mi się podobało, więc skorzystałam z podwózki na kole wracającego z treningu, dość potężnego bikera. Był na tyle uprzejmy, że poczekał na mnie po przejechaniu przez Przyczółkową (ja nie zdążyłam przed nadjeżdżającym autem). Zamieniliśmy kilka słów, w tym on ponarzekał, że wszyscy za nim się chowają a on nie ma za kim :-) Na Wilanowie odbił na Siekierki więc podziękowałam za wiatrochron i pojechałam dalej do domu.
Mazovia Piaseczno
Niedziela, 19 maja 2013 Kategoria wyścigi, >50 km, ze zdjęciami
| Km: | 55.00 | Km teren: | 50.00 | Czas: | 02:49 | km/h: | 19.53 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 173173 ( 93%) | HRavg | 135( 72%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dzisiaj przekonam się, jak bardzo spadła mi forma po przerwie. Zdecydowałam się wystartować bo mogę zostawić Zająca na cały dzień nawet z Tatą a do Piaseczna jest wygodny dojazd autobusem.
Na miejscu jestem dość wcześnie. Jest dużo czasu, objeżdżam spory kawał trasy z właśnie poznanym Januszem a potem jeszcze ucinam sobie pogawędkę z Olafem.
Ucinam sobie pogawędkę z Olafem

Gdy ruszamy się do sektorów, spotykamy jeszcze Tomka i Ludwika. Komary też spotykamy. Jak zwykle w Piasecznie, żrą niemiłosiernie, a ja zapomniałam przed wyjściem z domu się czymś opryskać. Postanawiam ruszyć się do swojego sektora i to jest słuszna decyzja, bo mój sektor stoi na słońcu i tu komary nie śmieją zaglądać.
Wciągnę sobie jeszcze batona, a co.

Tu dopada mnie Krzysiek, który przyjechał na kolarce życzyć mi powodzenia.
Jadę z czwórki. I to nie jest dobre. Nie startowałam w pierwszym maratonie z cyklu w tym sezonie, więc mimo wywalczenia czwartego sektora w zeszłym roku, powinnam startować z jedenastki. Napisałam do organizatora z prośbą o przeniesienie do wyższego sektora, ale chyba mój mail został źle zrozumiany, bo chciałam startować z 6 albo 7 a został mi przywrócony 4.
No cóż, ustawię się na końcu, żeby nie przeszkadzać. Liczę się z tym, że wyprzedzi mnie na pewno co najmniej piąty i szósty sektor. Będzie dobrze, jeśli tylko te dwa.
Pierwsza połowa trasy jest szybka. Szeroko, równo, ubite trakty, mało piachu i błota. Jedzie mi się nieźle, ale nie staram się gonić wyprzedzających mnie zawodników. Jedyną atrakcją w tej części trasy jest stały punkt programu, czyli strumyk. Przejeżdżam go z rozmachem.
Strumyk pokonuję z rozmachem

[edit: Swoją drogą, jak potem obejrzałam fotki z tego miejsca to byłam zdumiona, jak wiele osób przenosiło rower przez tę płytką kałużę na piechotę]
Niestety, druga połowa trasy usiana jest bardziej i mniej błotnistymi fragmentami, które wysysają ze mnie całą energię. Jedzie się coraz gorzej, ze trzy razy odcina mi prąd, skurcze łapią mnie nawet w dłonie a kolana bolą mnie niemiłosiernie. Sławne piaseczyńskie łąki dają się we znaki nagarstkom i tyłkowi. Coraz mniejsze mam widoki na ukończenie wyścigu w czasie poniżej 2,5 h.
Staram się podczepiać pod wyprzedzających mnie bikerów, ale rzadko mi się to udaje, kompletnie nie mam siły. Gdy wyprzedza mnie Ela, dopiero zdaje sobie sprawę, jak nędznie jadę. Nawet nie mam już ochoty gonić wyprzedzających mnie dziewczyn.
Koniec trasy witam z ogromną ulgą.
No cóż, w kategorii 11/18 ze stratą ok. 40 minut do prowadzącej. Wynik jak z początków mojej zabawy w ściganie. Ale czego można się było spodziewać. Długa przerwa, treningi rozpoczęłam zaledwie około 1,5 miesiąca temu a w dodatku mam co najmniej o 6 kg za dużo po ciąży. Co więcej, popełniłam co najmniej dwa szkolne błędy. Niewystarczająco się nawadniałam wczoraj oraz z lenistwa nie poprawiłam sobie zbyt nisko ustawionego siodła.
Niestety, nie poprawię wyników w tym roku. W lipcu czeka mnie operacja przepukliny i kolejne dwa miesiące przerwy.
Na miejscu jestem dość wcześnie. Jest dużo czasu, objeżdżam spory kawał trasy z właśnie poznanym Januszem a potem jeszcze ucinam sobie pogawędkę z Olafem.
Ucinam sobie pogawędkę z Olafem

Gdy ruszamy się do sektorów, spotykamy jeszcze Tomka i Ludwika. Komary też spotykamy. Jak zwykle w Piasecznie, żrą niemiłosiernie, a ja zapomniałam przed wyjściem z domu się czymś opryskać. Postanawiam ruszyć się do swojego sektora i to jest słuszna decyzja, bo mój sektor stoi na słońcu i tu komary nie śmieją zaglądać.
Wciągnę sobie jeszcze batona, a co.

Tu dopada mnie Krzysiek, który przyjechał na kolarce życzyć mi powodzenia.
Jadę z czwórki. I to nie jest dobre. Nie startowałam w pierwszym maratonie z cyklu w tym sezonie, więc mimo wywalczenia czwartego sektora w zeszłym roku, powinnam startować z jedenastki. Napisałam do organizatora z prośbą o przeniesienie do wyższego sektora, ale chyba mój mail został źle zrozumiany, bo chciałam startować z 6 albo 7 a został mi przywrócony 4.
No cóż, ustawię się na końcu, żeby nie przeszkadzać. Liczę się z tym, że wyprzedzi mnie na pewno co najmniej piąty i szósty sektor. Będzie dobrze, jeśli tylko te dwa.
Pierwsza połowa trasy jest szybka. Szeroko, równo, ubite trakty, mało piachu i błota. Jedzie mi się nieźle, ale nie staram się gonić wyprzedzających mnie zawodników. Jedyną atrakcją w tej części trasy jest stały punkt programu, czyli strumyk. Przejeżdżam go z rozmachem.
Strumyk pokonuję z rozmachem

[edit: Swoją drogą, jak potem obejrzałam fotki z tego miejsca to byłam zdumiona, jak wiele osób przenosiło rower przez tę płytką kałużę na piechotę]
Niestety, druga połowa trasy usiana jest bardziej i mniej błotnistymi fragmentami, które wysysają ze mnie całą energię. Jedzie się coraz gorzej, ze trzy razy odcina mi prąd, skurcze łapią mnie nawet w dłonie a kolana bolą mnie niemiłosiernie. Sławne piaseczyńskie łąki dają się we znaki nagarstkom i tyłkowi. Coraz mniejsze mam widoki na ukończenie wyścigu w czasie poniżej 2,5 h.
Staram się podczepiać pod wyprzedzających mnie bikerów, ale rzadko mi się to udaje, kompletnie nie mam siły. Gdy wyprzedza mnie Ela, dopiero zdaje sobie sprawę, jak nędznie jadę. Nawet nie mam już ochoty gonić wyprzedzających mnie dziewczyn.
Koniec trasy witam z ogromną ulgą.
No cóż, w kategorii 11/18 ze stratą ok. 40 minut do prowadzącej. Wynik jak z początków mojej zabawy w ściganie. Ale czego można się było spodziewać. Długa przerwa, treningi rozpoczęłam zaledwie około 1,5 miesiąca temu a w dodatku mam co najmniej o 6 kg za dużo po ciąży. Co więcej, popełniłam co najmniej dwa szkolne błędy. Niewystarczająco się nawadniałam wczoraj oraz z lenistwa nie poprawiłam sobie zbyt nisko ustawionego siodła.
Niestety, nie poprawię wyników w tym roku. W lipcu czeka mnie operacja przepukliny i kolejne dwa miesiące przerwy.
objazd trasy przed maratonem
Niedziela, 19 maja 2013 Kategoria wycieczki i inne spontany
| Km: | 15.01 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:55 | km/h: | 16.37 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 165165 ( 88%) | HRavg | 145( 77%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
dojazdy wszelakie w dniu maratonu
Sobota, 18 maja 2013 Kategoria wycieczki i inne spontany
| Km: | 14.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:45 | km/h: | 18.67 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
pięta achillesowa, a może kolano
Czwartek, 16 maja 2013 Kategoria trening
| Km: | 36.92 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:35 | km/h: | 23.32 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 173173 ( 93%) | HRavg | 142( 76%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: b'twin Triban 3 (sprzedany) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dziś na śniadanie moja pięta achillesowa czyli sprinty. Zapowiadało się ciężko, bo już w zeszłym sezonie miałam kłopot z wytrzymaniem szybkiej jazdy na stojąco dłużej niż 30 sekund a tu, bach, minutowe sprinty w rozpisce. Ała.
No cóż, zaczęłam źle, bo na zbyt miękkim przełożeniu. Paradoksalnie, lepiej mi to idzie, jeśli nie muszę przy tym zbyt szybko kręcić kulasami. Więc pierwszego sprintu faktycznie wytrzymałam ok. 30 sekund i musiałam odpuścić bo zmiękły mi kolana. Następne robiłam już z blatu i było lepiej. Każdy kolejny coraz dłuższy i chyba ostatnie dwa lub trzy faktycznie wyszły po minucie.
Przy sprintach strasznie dostają kolana, dlatego się zastanawiam, czy to aby na pewno pięta achillesowa w moim przypadku, może jednak kolano. Co ciekawe, poza faktem, że lepiej jest z blatu, dodatkowo - lepiej jest pod wiatr.
Napotkani szosowcy dziś jacyś ponurzy i niekontaktowi. Żaden nie odmachał. Może to zależy od tego, jak bardzo PRO koszulkę założę na trening...? Dzisiaj np. byłam w koszulce Bikestats.
No cóż, zaczęłam źle, bo na zbyt miękkim przełożeniu. Paradoksalnie, lepiej mi to idzie, jeśli nie muszę przy tym zbyt szybko kręcić kulasami. Więc pierwszego sprintu faktycznie wytrzymałam ok. 30 sekund i musiałam odpuścić bo zmiękły mi kolana. Następne robiłam już z blatu i było lepiej. Każdy kolejny coraz dłuższy i chyba ostatnie dwa lub trzy faktycznie wyszły po minucie.
Przy sprintach strasznie dostają kolana, dlatego się zastanawiam, czy to aby na pewno pięta achillesowa w moim przypadku, może jednak kolano. Co ciekawe, poza faktem, że lepiej jest z blatu, dodatkowo - lepiej jest pod wiatr.
Napotkani szosowcy dziś jacyś ponurzy i niekontaktowi. Żaden nie odmachał. Może to zależy od tego, jak bardzo PRO koszulkę założę na trening...? Dzisiaj np. byłam w koszulce Bikestats.
wszystko w twarz
Wtorek, 14 maja 2013 Kategoria trening, >50 km
| Km: | 60.25 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:24 | km/h: | 25.10 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 186186 (103%) | HRavg | 145( 80%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: b'twin Triban 3 (sprzedany) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dziś wspaniały, długi trening. Jakby to Szymonbike powiedział, "trening szybkości metodą ciągłą". No, może nie do końca ciągłą, ale średnia z odcinka treningowego, tj. ok. 45 km, to ponad 27 km/h.
W związku z tym wiatr miałam w twarz, niezależnie od kierunku jazdy, i rzucał on na mnie różne atrakcje - począwszy od wszechobecnych kudłatych nasionek, poprzez fruwające nici pajęcze a skończywszy na wielkich muchach. Musiałam pilnować, żeby mieć gębę zamkniętą, co nie było proste bo trzeba było wydyszeć tę prędkość.
Powrót dość spokojnym tempem ale z wiatrem tym razem naprawdę w twarz, więc wracało się ciężko.
W związku z tym wiatr miałam w twarz, niezależnie od kierunku jazdy, i rzucał on na mnie różne atrakcje - począwszy od wszechobecnych kudłatych nasionek, poprzez fruwające nici pajęcze a skończywszy na wielkich muchach. Musiałam pilnować, żeby mieć gębę zamkniętą, co nie było proste bo trzeba było wydyszeć tę prędkość.
Powrót dość spokojnym tempem ale z wiatrem tym razem naprawdę w twarz, więc wracało się ciężko.
zimno
Niedziela, 12 maja 2013 Kategoria trening
| Km: | 35.18 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:34 | km/h: | 22.46 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 162162 ( 90%) | HRavg | 127( 70%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: b'twin Triban 3 (sprzedany) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dziś lekki i niezbyt długi trening. I dobrze bo za lekko się ubrałam. Zimnica, brrrr.







