błotna maseczka
Czwartek, 30 maja 2013 Kategoria trening
Km: | 25.14 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:16 | km/h: | 19.85 |
Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 166166 ( 89%) | HRavg | 146( 78%) |
Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze |
Chciałam dziś, poza treningiem, pojeździć na Stradzie, ale się nie dało - zbyt napięty grafik.
Najpierw Zając spał do 10 (sic!), więc ja też. Korzystam z takich dni bo one się naprawdę rzadko zdarzają.
Potem poszliśmy na spacer a przy okazji załatwiłam myjnię Tribanowi,którego zamierzam sprzedać. Ktoś, coś...?
Potem wróciliśmy do domu na obiad a po obiedzie było parę rzeczy do zrobienia, m. in. przełożyłam siodło z Tribana do Strady, nasmarowałam Tribana po myciu, przykręciłam do Strady różne ustrojstwa typu koszyki na bidon itp.
Potem poszłam na trening, który był zaplanowany dziś w lesie więc na pewno nie na szosówce. Może i dobrze bo jeżdżę ostatnio na Scotcie tak rzadko, że za każdym razem odkrywam go na nowo.
Jeździło mi się cudownie, tak, że z zaplanowanych 30 min zrobiła się chyba z godzina. Na dobry początek wjechałam na wał przy metrze i postanowiłam nie jechać jak dupa wołowa omijając kałuże tylko potrenować jazdę po błocie. Po zjechaniu z wału byłam już niemiłosiernie brudna i strasznie zadowolona więc kontynuowałam w tym samym stylu. Pokręciłam się po singlu (bagienko obecne) a na koniec zafundowałam sobie zjazd po schodach.
Gdy wracałam, natknęłam się na Tomskiego. Chwilkę pogadaliśmy i poratowałam go skuwaczem ale szybko się rozjechaliśmy bo komary zaczęły ciąć. Więc dla odświeżenia błotnej maseczki po tej przerwie przejechałam się jeszcze raz wałem.
Zahaczyłam o myjnię wracając do domu więc gdy stanęłam w drzwiach, rower był o wiele czystszy niż ja.
Potem jeszcze mnóstwo mycia, smarowanie i na pojeżdżenie na Stradzie jużnie starczyło czasu.
Najpierw Zając spał do 10 (sic!), więc ja też. Korzystam z takich dni bo one się naprawdę rzadko zdarzają.
Potem poszliśmy na spacer a przy okazji załatwiłam myjnię Tribanowi,którego zamierzam sprzedać. Ktoś, coś...?
Potem wróciliśmy do domu na obiad a po obiedzie było parę rzeczy do zrobienia, m. in. przełożyłam siodło z Tribana do Strady, nasmarowałam Tribana po myciu, przykręciłam do Strady różne ustrojstwa typu koszyki na bidon itp.
Potem poszłam na trening, który był zaplanowany dziś w lesie więc na pewno nie na szosówce. Może i dobrze bo jeżdżę ostatnio na Scotcie tak rzadko, że za każdym razem odkrywam go na nowo.
Jeździło mi się cudownie, tak, że z zaplanowanych 30 min zrobiła się chyba z godzina. Na dobry początek wjechałam na wał przy metrze i postanowiłam nie jechać jak dupa wołowa omijając kałuże tylko potrenować jazdę po błocie. Po zjechaniu z wału byłam już niemiłosiernie brudna i strasznie zadowolona więc kontynuowałam w tym samym stylu. Pokręciłam się po singlu (bagienko obecne) a na koniec zafundowałam sobie zjazd po schodach.
Gdy wracałam, natknęłam się na Tomskiego. Chwilkę pogadaliśmy i poratowałam go skuwaczem ale szybko się rozjechaliśmy bo komary zaczęły ciąć. Więc dla odświeżenia błotnej maseczki po tej przerwie przejechałam się jeszcze raz wałem.
Zahaczyłam o myjnię wracając do domu więc gdy stanęłam w drzwiach, rower był o wiele czystszy niż ja.
Potem jeszcze mnóstwo mycia, smarowanie i na pojeżdżenie na Stradzie jużnie starczyło czasu.
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!