relaksowo
Poniedziałek, 4 kwietnia 2011 Kategoria dojazdy
| Km: | 19.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:05 | km/h: | 17.54 |
| Pr. maks.: | 25.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 144144 ( 80%) | HRavg | 123( 68%) |
| Kalorie: | 1169kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Relaksik po wczorajszej Mazovii. Spokojnie, powolutku, żeby się nie spocić, nie zmęczyć... Rano było super przyjemnie. Około 7 stopni i słonko. Miałam pojechać po pracy na myjnię, ale po południu dla odmiany zrobiło się zimno i wietrznie a na dodatek zaczęło padać. Stwierdziłam, że rower nie chrzęści aż tak bardzo żeby wymagał natychmiastowego mycia... :)
Mazovia MTB Marathon Otwock - test wszystkiego :)
Niedziela, 3 kwietnia 2011 Kategoria wyścigi, ze zdjęciami
| Km: | 46.73 | Km teren: | 46.00 | Czas: | 03:00 | km/h: | 15.58 |
| Pr. maks.: | 35.50 | Temperatura: | °C | HRmax: | 174174 ( 96%) | HRavg | 159( 88%) |
| Kalorie: | 2325kcal | Podjazdy: | 203m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Szykowałam się na Giga, w końcu ustawka z CheEvarą do czegoś zobowiązuje. Ale nie wyszło mi to Giga... z dwóch powodów, ale po kolei.
Byłam dzisiaj mocno poddenerwowana przed startem. Po pierwsze, to miał być test sensowności treningów. Po drugie, to miał być test ustawień BG Fit.
Mogłabym powiedzieć w zasadzie, że "both failed" ale może jeszcze nie będę wydawać tak ostatecznych sądów bo:
1) Tydzień temu biegłam półmaraton i w piątek nadal jeszcze "czułam nogi" po nim. Zmęczone na maksa. Nie mogło to mieć dobrego wpływu na dzisiejszy wynik
2) Podczas jazdy poluzowały mi się śrubki od mocowania siodła i po dokręceniu siodło nie wylądowało zapewne w idealnej pozycji.
Dobra, dam drugą szansę, za 2 tygodnie kolejne zawody.
Chociaż wypracowałam sobie w zeszłym sezonie trzeci sektor, na własną prośbę startowałam z 6 sektora (nie lubię startować z harpaganami).
Od początku miałam wrażenie braku mocy. Nawet na początkowych asfaltowych prostych, na których zwykle "łykam" konkurencję. Jechało mi się słabo, wolno, nogi nie chciały jakoś kręcić za bardzo.
Zauważyłam jednak kilka pozytywnych zmian w mojej technice.
Dobrze radziłam sobie w piachu i błocie. Oczywiście zdarzyła mi się jedna kąpiel piaskowa (wywrotka) bo się zagrzebałam i w dwóch czy trzech miejscach musiałam przeprowadzić rower przez błoto (w jednym zrobił się zator a w jednym wszyscy prowadzili bo się nie dało inaczej).
Jeszcze w peletonie

Przejechałam przez dwa "strumyki", gdzie większość przeprowadzała rowery.
Wjechałam prawie wszystkie podjazdy (były niezbyt strome ale za to długie). Na miękkich przełożeniach i z wysoką kadencją na podjazdach nawet wyprzedzałam. Dwóch podjazdów nie podjechałam. Jeden był stromy i bardzo piaszczysty pod koniec. Na drugim zrobił się zator i nie dało się jechać.
Zjechałam dwa czy trzy również niezbyt strome ale długie zjazdy, na których rower rozpędzał się do niebotycznych prędkości. Wzięłam sobie do serca rady McCormicka i Lopesa z "Jazdy rowerem górskim" i mocno ścisnęłam gripy, żeby mnie nie kusiło naciskać hamulców. Przejechałam w jakimś masakrycznym tempie i z wytrzeszczonymi oczami nawet piaskowe łachy na dole tych zjazdów, ze śmiercią w oczach dosłownie.
Jednego zjazdu nie zjechałam bo był straszny. Zresztą może dobrze się stało, bo sprowadzając rower zauważyłam, że telepie mi się siodło, znaczy śrubki się poluzowały.
Niedługo po tym zjeździe dogonił mnie Krzysiek. Przez chwilę jechaliśmy jakoś razem ale potem mi uciekł. Trochę mnie załamał tym wyprzedzeniem, przyznam, bo startował z 8 sektora.
Po tym jak mnie wyprzedził zdecydowałam, że jednak nie będę jechać na "Giga" bo nie mam pary na to. Po podjęciu tej decyzji zaczęło mi się jakby lepiej jechać trochę ;)
Drugim powodem nie pojechania Giga był fakt, iż nie zdążyłam do 14:00 na rozjazd. Organizatorzy opóźnili start o pół godziny ale godziny zamknięcia rozjazdu nie przesunęli więc się nie wyrobiłam.
Gdzieś w trasie

Gdzieśtam po drodze, przy zrzucaniu na małą zębatkę z przodu przed podjazdem łańcuch zaklinował mi się między korbą a ramą. Przez chwilę się z nim mocowałam i nie mogłam go wyciągnąć. Szlag! Na szczęście mój mózg po chwili odzyskał sprawność myślenia. Pokręciłam korbą w przeciwnym kierunku... poszło. Ufff...
Pod koniec, chyba ze 2km przed metą, gdzieś na piaszczystym zjeździe ktoś miał wypadek. Kilku rowerzystów stało i kierowało objazdem a jeden tłumaczył, że tamten ma przestawiony bark czy kość ramienia, nie pamiętam. Ten poszkodowany jednak stwierdził, że on nie odpuści tak blisko przed metą. Wsiadł na rower i pojechał. Twardziel.
Nie starczyło mi pary na porządny finisz, zresztą na wejściu na łuk do mety był okrutny wmordewind i max co udało mi się tam wycisnąć to 27 km/h.
Prawie na mecie

Za metą spotkałam Krzyśka. Twierdził, ze wjechał na metę około 5 minut wcześniej. Aż dziwne to, wziąwszy pod uwagę, że wyprzedził mnie gdzieś na 28-mym kilometrze czyli daaawno temu.
Potem znalazł się Marek, który czekał na mnie na trawce.
Kopnęliśmy się najpierw do myjni i do auta, zostawić rowery. Chcieliśmy przymierzyć koszulki ale tak się guzdraliśmy, że stoisko zdążyło się zwinąć.
Zatem trochę umyliśmy sobie twarze i ręce z pyłu i błota, zaopiekowaliśmy się kilkoma kawałkami ciasta i izotoniku, po czym wydzwonilismy i spotkaliśmyCheEvarę i Zetinho oraz jeszcze kilka nieznanych mi osób. Pokibicowaliśmy CheEvarze na pudle (3 miejsce na giga) i po przekazaniu jeszcze siodełka na wypróbowanie rozczłapaliśmy się w swoje strony.
Edit: oficjalny czas 02:59:45
miejsce Mega K Open 34/53, K3 7/18
Wygląda na to, że klasyfikacja o wiele lepsza niż w którymkolwiek maratonie z zeszłego sezonu. Rating też bardzo dobry (drugi najlepszy rating wśród Mega z 3 sezonów). Chyba jednak nie było tak źle...? :)
kadencja 79/122
Byłam dzisiaj mocno poddenerwowana przed startem. Po pierwsze, to miał być test sensowności treningów. Po drugie, to miał być test ustawień BG Fit.
Mogłabym powiedzieć w zasadzie, że "both failed" ale może jeszcze nie będę wydawać tak ostatecznych sądów bo:
1) Tydzień temu biegłam półmaraton i w piątek nadal jeszcze "czułam nogi" po nim. Zmęczone na maksa. Nie mogło to mieć dobrego wpływu na dzisiejszy wynik
2) Podczas jazdy poluzowały mi się śrubki od mocowania siodła i po dokręceniu siodło nie wylądowało zapewne w idealnej pozycji.
Dobra, dam drugą szansę, za 2 tygodnie kolejne zawody.
Chociaż wypracowałam sobie w zeszłym sezonie trzeci sektor, na własną prośbę startowałam z 6 sektora (nie lubię startować z harpaganami).
Od początku miałam wrażenie braku mocy. Nawet na początkowych asfaltowych prostych, na których zwykle "łykam" konkurencję. Jechało mi się słabo, wolno, nogi nie chciały jakoś kręcić za bardzo.
Zauważyłam jednak kilka pozytywnych zmian w mojej technice.
Dobrze radziłam sobie w piachu i błocie. Oczywiście zdarzyła mi się jedna kąpiel piaskowa (wywrotka) bo się zagrzebałam i w dwóch czy trzech miejscach musiałam przeprowadzić rower przez błoto (w jednym zrobił się zator a w jednym wszyscy prowadzili bo się nie dało inaczej).
Jeszcze w peletonie

Przejechałam przez dwa "strumyki", gdzie większość przeprowadzała rowery.
Wjechałam prawie wszystkie podjazdy (były niezbyt strome ale za to długie). Na miękkich przełożeniach i z wysoką kadencją na podjazdach nawet wyprzedzałam. Dwóch podjazdów nie podjechałam. Jeden był stromy i bardzo piaszczysty pod koniec. Na drugim zrobił się zator i nie dało się jechać.
Zjechałam dwa czy trzy również niezbyt strome ale długie zjazdy, na których rower rozpędzał się do niebotycznych prędkości. Wzięłam sobie do serca rady McCormicka i Lopesa z "Jazdy rowerem górskim" i mocno ścisnęłam gripy, żeby mnie nie kusiło naciskać hamulców. Przejechałam w jakimś masakrycznym tempie i z wytrzeszczonymi oczami nawet piaskowe łachy na dole tych zjazdów, ze śmiercią w oczach dosłownie.
Jednego zjazdu nie zjechałam bo był straszny. Zresztą może dobrze się stało, bo sprowadzając rower zauważyłam, że telepie mi się siodło, znaczy śrubki się poluzowały.
Niedługo po tym zjeździe dogonił mnie Krzysiek. Przez chwilę jechaliśmy jakoś razem ale potem mi uciekł. Trochę mnie załamał tym wyprzedzeniem, przyznam, bo startował z 8 sektora.
Po tym jak mnie wyprzedził zdecydowałam, że jednak nie będę jechać na "Giga" bo nie mam pary na to. Po podjęciu tej decyzji zaczęło mi się jakby lepiej jechać trochę ;)
Drugim powodem nie pojechania Giga był fakt, iż nie zdążyłam do 14:00 na rozjazd. Organizatorzy opóźnili start o pół godziny ale godziny zamknięcia rozjazdu nie przesunęli więc się nie wyrobiłam.
Gdzieś w trasie

Gdzieśtam po drodze, przy zrzucaniu na małą zębatkę z przodu przed podjazdem łańcuch zaklinował mi się między korbą a ramą. Przez chwilę się z nim mocowałam i nie mogłam go wyciągnąć. Szlag! Na szczęście mój mózg po chwili odzyskał sprawność myślenia. Pokręciłam korbą w przeciwnym kierunku... poszło. Ufff...
Pod koniec, chyba ze 2km przed metą, gdzieś na piaszczystym zjeździe ktoś miał wypadek. Kilku rowerzystów stało i kierowało objazdem a jeden tłumaczył, że tamten ma przestawiony bark czy kość ramienia, nie pamiętam. Ten poszkodowany jednak stwierdził, że on nie odpuści tak blisko przed metą. Wsiadł na rower i pojechał. Twardziel.
Nie starczyło mi pary na porządny finisz, zresztą na wejściu na łuk do mety był okrutny wmordewind i max co udało mi się tam wycisnąć to 27 km/h.
Prawie na mecie

Za metą spotkałam Krzyśka. Twierdził, ze wjechał na metę około 5 minut wcześniej. Aż dziwne to, wziąwszy pod uwagę, że wyprzedził mnie gdzieś na 28-mym kilometrze czyli daaawno temu.
Potem znalazł się Marek, który czekał na mnie na trawce.
Kopnęliśmy się najpierw do myjni i do auta, zostawić rowery. Chcieliśmy przymierzyć koszulki ale tak się guzdraliśmy, że stoisko zdążyło się zwinąć.
Zatem trochę umyliśmy sobie twarze i ręce z pyłu i błota, zaopiekowaliśmy się kilkoma kawałkami ciasta i izotoniku, po czym wydzwonilismy i spotkaliśmyCheEvarę i Zetinho oraz jeszcze kilka nieznanych mi osób. Pokibicowaliśmy CheEvarze na pudle (3 miejsce na giga) i po przekazaniu jeszcze siodełka na wypróbowanie rozczłapaliśmy się w swoje strony.
Edit: oficjalny czas 02:59:45
miejsce Mega K Open 34/53, K3 7/18
Wygląda na to, że klasyfikacja o wiele lepsza niż w którymkolwiek maratonie z zeszłego sezonu. Rating też bardzo dobry (drugi najlepszy rating wśród Mega z 3 sezonów). Chyba jednak nie było tak źle...? :)
kadencja 79/122
do sklepu po... W5
Sobota, 2 kwietnia 2011 Kategoria wycieczki i inne spontany
| Km: | 4.29 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:14 | km/h: | 18.39 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po pierwsze, przestawiłam trochę siodło bo po BG Fit miałam wrażenie, że jest nachylone do przodu (a nie powinno). Szybkie zastosowanie poziomicy - no faktycznie jest nachylone. Poprawiłam, poszłam na chwilkę na dwór, żeby sprawdzić, czy jest OK. Przy okazji skoczyłam do Lidla po W5 dla Marka, żeby mógł sobie nasmarować kostkę Rubika :)
pierwszy dzień po BG Fit
Piątek, 1 kwietnia 2011 Kategoria trening, dojazdy
| Km: | 25.26 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:21 | km/h: | 18.71 |
| Pr. maks.: | 33.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 162162 ( 90%) | HRavg | 134( 74%) |
| Kalorie: | 1069kcal | Podjazdy: | 235m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
AaaaaAAA!!! Nie umiem jeździć na rowerze! Normalnie załamka. Wolna kadencja, zsuwanie się z siodła, szybko złapało mnie zmęczenie.
Tak było rano. Ale jakoś dotoczyłam się do pracy.
Po południu przejazd do klubu na imprezę integracyjną już był lepszy. Chociaż strasznie ciężko mi się jechało bo był bardzo silny wmordewind, to jakoś chyba już mój tyłek "zaskoczył". Już kadencja wyraźnie wyższa a zmęczenie nie wynikało z pozycji tylko z wmordewindu.
Po imprezie do domu, już z wiatrem, jechało mi się całkiem dobrze.
Być może pierwszy szok już minął i teraz będzie już tylko lepiej...
Zastanawiam się nad wycieczką jutro, żeby sprawdzić, czy ból barków zniknął. Ale nie chciałabym się skatować przed Mazovią... No nic, jeszcze się zastanowię.
kadencja 84/118
KOW: 5
obciążenie: 405
Tak było rano. Ale jakoś dotoczyłam się do pracy.
Po południu przejazd do klubu na imprezę integracyjną już był lepszy. Chociaż strasznie ciężko mi się jechało bo był bardzo silny wmordewind, to jakoś chyba już mój tyłek "zaskoczył". Już kadencja wyraźnie wyższa a zmęczenie nie wynikało z pozycji tylko z wmordewindu.
Po imprezie do domu, już z wiatrem, jechało mi się całkiem dobrze.
Być może pierwszy szok już minął i teraz będzie już tylko lepiej...
Zastanawiam się nad wycieczką jutro, żeby sprawdzić, czy ból barków zniknął. Ale nie chciałabym się skatować przed Mazovią... No nic, jeszcze się zastanowię.
kadencja 84/118
KOW: 5
obciążenie: 405
BG Fit
Czwartek, 31 marca 2011 Kategoria ze zdjęciami, wycieczki i inne spontany, dojazdy, fitting, recenzje, testy
| Km: | 22.57 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:47 | km/h: | 12.66 |
| Pr. maks.: | 30.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 165165 ( 91%) | HRavg | 131( 72%) |
| Kalorie: | 1112kcal | Podjazdy: | 110m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
No, dzisiaj to już rano było całkiem przyjemnie. Można było pojechać w krótszych spodenkach i cieńszych warstwach na górze. Wilgotno trochę, bo chyba w nocy padało. Ale powietrze już pachnie inaczej.
A pod Kopą Cwila wiosna:



Po pracy szybki sprint do Airbike'a na KEN. Umówiona byłam na BGFit, czyli na profesjonalne dostosowanie parametrów roweru do mojej sylwetki. Po cichu liczę na to, że przestanie mnie po tym boleć bark, który dolega mi po dłuższych wycieczkach.
Z Wojtkiem Marcjoniakiem, BGFitterem, przeszliśmy od razu na „Ty”. Coś tam sobie porozmawialiśmy na różne luźne okołorowerowe tematy, na początek. Trochę o Nim, trochę o teamie Airbike'a, trochę o mnie, moim rowerowaniu, moim rowerze.
Na początku było spokojnie.
Najpierw Wojtek wymaglował mnie teoretycznie. Pytał o mnóstwo rzeczy. Od jakiego czasu jeżdżę regularnie na rowerze, jaki jest mój styl jazdy, ile godzin tygodniowo spędzam na rowerze, ile kaemów rocznie przejeżdżam. Pytał też o cele treningowe i cel ustawień BGFit. Pytał o stan zdrowia, typ i natężenie dolegliwości podczas jazdy, urazy... Zapisał nawet uwagę o tym, że jak jadę „bez trzymanki” to rower mi się przechyla w prawo.
Potem mnie dokładnie obejrzał i pomierzył. Zmierzył rozmiar tyłka (rozstaw guzów kulszowych), obejrzał moje stopy, sprawdził w jaki sposób je układam, jak układam kolana, czy mam równą miednicę, czy nie mam krzywego kręgosłupa, czy mam na równej wysokości łopatki, czy nie mam jednej nogi krótszej. Kazał mi robić skłony, przysiady na jednej nodze, zginał mi nogi we wszystkie strony, sprawdzał na ile jestem rozciągnięta, mierzył kąty ugięcia stawów... nawet już nie pamiętam co dokładnie robił, tyle tego było.
Następnie dokładnie obejrzał rower. Pomierzył wszelkie możliwe parametry i obecne ustawienia (wysokość i przesunięcie siodła, kąty ugięcia kolan, długość i kąt mostka i mnóstwo innych rzeczy).
Nawet bloki w butach obejrzał.
Prawdę mówiąc to nie wpadłam na to, żeby przed tą operacją umyć rower... a w idealnym stanie to on nie był ;) Poza tym świeżość moich butów pozostawia wiele do życzenia i trochę mi było wstyd, jak je oglądał.
Potem się zaczęło.
Ustawianie roweru polegało na pokręceniu trochę na trenażerze, zmianie czegośtam, pokręceniu znowu, zmianie czegośtam, pokręceniu... zmianie... i tak baaaaardzo długo.
Wojtek pozmieniał w rowerze chyba wszystko, co można było pozmieniać.
W efekcie pomiaru kątów ugięcia kolan oraz spuszczenia „wahadełka” z kolana do końca korby, siodło powędrowało do góry i maksymalnie do przodu. Mam trochę niedobrą sztycę do prawidłowego ustawienia, bo ma spory offset. Lepsza by była bez offsetu, ale trzeba by było nową kupić. Z tą co mam, brakuje 0,5 cm do pozycji idealnej według BGFit.
Siodło powinnam mieć sporo szersze. Mam 130, powinnam mieć 143/155. Najpierw przymierzaliśmy 155 ale kompletnie nie umiałam znaleźć na nim komfortowej pozycji. Przy 143 było lepiej ale i tak uważałam je za strasznie niewygodne. W sumie zostało moje stare siodło ale z zaleceniem zmiany.
Przymierzaliśmy potem różne długości i kąty mostka. Mostek też został zmieniony na dużo dłuższy i o zupełnie innym kącie. Dostałam mostek testowy, do wtorku mam go oddać lub kupić.
O dziwo, różnica wysokości siodło-kierownica w efekcie pozostała bez zmian.
Kierownic nie przymierzaliśmy, ale mam zalecenie, żeby była węższa (akurat to już sama wyczaiłam tylko jeszcze nie zrealizowałam).
Bloki w butach zostały przesunięte do tyłu, na środek szczeliny mniej więcej (!). Okazało się za to, że instynktownie ustawiłam sobie bardzo prawidłowo bloki w przesunięciu prawo-lewo, maksymalnie do wewnętrznej strony (to ponoć dobre ustawienie, jak się ma tzw. „iksy”).
Śmiesznie, bo po tej zmianie w ogóle przez chwilę nie potrafiłam się wpiąć. Nie mogłam znaleźć połączenia blok-pedał.
Wszystkie te zmiany jakoś nie wywoływały we mnie entuzjazmu a wręcz nie podobały mi się. Było mi dziwnie i niewygodnie. Ale Wojtek pocieszył mnie, że to normalne i że potrzeba około miesiąca, żeby się przyzwyczaić a potem dopiero odczuwa się różnicę.
Na koniec zafundował mi wkładki do butów, korygujące „iksy”. To był strzał w dziesiątkę! Jak popedałowałam trochę na trenażerze to poczułam, jakby mi ktoś skrzydełka Hermesa przyprawił.
Wszystko trwało potwornie długo, chyba z pięć godzin. Wyszłam z Airbika przed godz. 22-gą (około 2 godziny po zamknięciu sklepu – podziwiam Wojtka i innych chłopaków za ofiarność, bo jeszcze pod koniec jeden z panów regulował mi hamulec...).
Wsiadłam na rower, żeby pojechać do domu... i o k... ktoś mi normalnie podmienił rower!
Masakra, jakbym zupełnie inny rower dostała. Strasznie niewygodnie, wrażenie, że pozycja mocniej pochylona do przodu niż dotychczas. Chociaż teoretycznie – tak nie jest. Zupełnie nie umiałam jechać. W dodatku to uczucie, że tyłek zjeżdża mi do przodu (że siodło jest pochylone do przodu). Dobrze, że do domu blisko.
Wróciłam trochę załamana i uboższa o 1088 złotych (590 zł BGFit, 200 zł kaucja za wypożyczenie mostka, reszta to 2 pary kompletów wkładek).
Liczę na to, że faktycznie się przyzwyczaję do tego, bo inaczej to mnie chyba szlag trafi, że wydałam bez sensu tę kasę (póki co widzę sens tylko we wkładkach).
A pod Kopą Cwila wiosna:



Po pracy szybki sprint do Airbike'a na KEN. Umówiona byłam na BGFit, czyli na profesjonalne dostosowanie parametrów roweru do mojej sylwetki. Po cichu liczę na to, że przestanie mnie po tym boleć bark, który dolega mi po dłuższych wycieczkach.
Z Wojtkiem Marcjoniakiem, BGFitterem, przeszliśmy od razu na „Ty”. Coś tam sobie porozmawialiśmy na różne luźne okołorowerowe tematy, na początek. Trochę o Nim, trochę o teamie Airbike'a, trochę o mnie, moim rowerowaniu, moim rowerze.
Na początku było spokojnie.
Najpierw Wojtek wymaglował mnie teoretycznie. Pytał o mnóstwo rzeczy. Od jakiego czasu jeżdżę regularnie na rowerze, jaki jest mój styl jazdy, ile godzin tygodniowo spędzam na rowerze, ile kaemów rocznie przejeżdżam. Pytał też o cele treningowe i cel ustawień BGFit. Pytał o stan zdrowia, typ i natężenie dolegliwości podczas jazdy, urazy... Zapisał nawet uwagę o tym, że jak jadę „bez trzymanki” to rower mi się przechyla w prawo.
Potem mnie dokładnie obejrzał i pomierzył. Zmierzył rozmiar tyłka (rozstaw guzów kulszowych), obejrzał moje stopy, sprawdził w jaki sposób je układam, jak układam kolana, czy mam równą miednicę, czy nie mam krzywego kręgosłupa, czy mam na równej wysokości łopatki, czy nie mam jednej nogi krótszej. Kazał mi robić skłony, przysiady na jednej nodze, zginał mi nogi we wszystkie strony, sprawdzał na ile jestem rozciągnięta, mierzył kąty ugięcia stawów... nawet już nie pamiętam co dokładnie robił, tyle tego było.
Następnie dokładnie obejrzał rower. Pomierzył wszelkie możliwe parametry i obecne ustawienia (wysokość i przesunięcie siodła, kąty ugięcia kolan, długość i kąt mostka i mnóstwo innych rzeczy).
Nawet bloki w butach obejrzał.
Prawdę mówiąc to nie wpadłam na to, żeby przed tą operacją umyć rower... a w idealnym stanie to on nie był ;) Poza tym świeżość moich butów pozostawia wiele do życzenia i trochę mi było wstyd, jak je oglądał.
Potem się zaczęło.
Ustawianie roweru polegało na pokręceniu trochę na trenażerze, zmianie czegośtam, pokręceniu znowu, zmianie czegośtam, pokręceniu... zmianie... i tak baaaaardzo długo.
Wojtek pozmieniał w rowerze chyba wszystko, co można było pozmieniać.
W efekcie pomiaru kątów ugięcia kolan oraz spuszczenia „wahadełka” z kolana do końca korby, siodło powędrowało do góry i maksymalnie do przodu. Mam trochę niedobrą sztycę do prawidłowego ustawienia, bo ma spory offset. Lepsza by była bez offsetu, ale trzeba by było nową kupić. Z tą co mam, brakuje 0,5 cm do pozycji idealnej według BGFit.
Siodło powinnam mieć sporo szersze. Mam 130, powinnam mieć 143/155. Najpierw przymierzaliśmy 155 ale kompletnie nie umiałam znaleźć na nim komfortowej pozycji. Przy 143 było lepiej ale i tak uważałam je za strasznie niewygodne. W sumie zostało moje stare siodło ale z zaleceniem zmiany.
Przymierzaliśmy potem różne długości i kąty mostka. Mostek też został zmieniony na dużo dłuższy i o zupełnie innym kącie. Dostałam mostek testowy, do wtorku mam go oddać lub kupić.
O dziwo, różnica wysokości siodło-kierownica w efekcie pozostała bez zmian.
Kierownic nie przymierzaliśmy, ale mam zalecenie, żeby była węższa (akurat to już sama wyczaiłam tylko jeszcze nie zrealizowałam).
Bloki w butach zostały przesunięte do tyłu, na środek szczeliny mniej więcej (!). Okazało się za to, że instynktownie ustawiłam sobie bardzo prawidłowo bloki w przesunięciu prawo-lewo, maksymalnie do wewnętrznej strony (to ponoć dobre ustawienie, jak się ma tzw. „iksy”).
Śmiesznie, bo po tej zmianie w ogóle przez chwilę nie potrafiłam się wpiąć. Nie mogłam znaleźć połączenia blok-pedał.
Wszystkie te zmiany jakoś nie wywoływały we mnie entuzjazmu a wręcz nie podobały mi się. Było mi dziwnie i niewygodnie. Ale Wojtek pocieszył mnie, że to normalne i że potrzeba około miesiąca, żeby się przyzwyczaić a potem dopiero odczuwa się różnicę.
Na koniec zafundował mi wkładki do butów, korygujące „iksy”. To był strzał w dziesiątkę! Jak popedałowałam trochę na trenażerze to poczułam, jakby mi ktoś skrzydełka Hermesa przyprawił.
Wszystko trwało potwornie długo, chyba z pięć godzin. Wyszłam z Airbika przed godz. 22-gą (około 2 godziny po zamknięciu sklepu – podziwiam Wojtka i innych chłopaków za ofiarność, bo jeszcze pod koniec jeden z panów regulował mi hamulec...).
Wsiadłam na rower, żeby pojechać do domu... i o k... ktoś mi normalnie podmienił rower!
Masakra, jakbym zupełnie inny rower dostała. Strasznie niewygodnie, wrażenie, że pozycja mocniej pochylona do przodu niż dotychczas. Chociaż teoretycznie – tak nie jest. Zupełnie nie umiałam jechać. W dodatku to uczucie, że tyłek zjeżdża mi do przodu (że siodło jest pochylone do przodu). Dobrze, że do domu blisko.
Wróciłam trochę załamana i uboższa o 1088 złotych (590 zł BGFit, 200 zł kaucja za wypożyczenie mostka, reszta to 2 pary kompletów wkładek).
Liczę na to, że faktycznie się przyzwyczaję do tego, bo inaczej to mnie chyba szlag trafi, że wydałam bez sensu tę kasę (póki co widzę sens tylko we wkładkach).
siłka
Środa, 30 marca 2011 Kategoria trening, trening siłowy
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:05 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Po dwóch seriach standardowych dzisiaj miałam dość. Chyba jeszcze nie zregenerowałam się po Półmaratonie. Zmusiłam się jeszcze do trzeciej serii i spasowałam.
Zwiększyłam "wiosłowanie" do 20 powtórzeń.
Przy wspięciach na palce cały czas daje mi się we znaki zimowa kontuzja. Mam wrażenie, jakbym miała za krótkie ścięgno, gdzieś przy kostce. Nie mogę zrobić wspięcia na lewej noce tak wysokiego, jak bym mogła w normalnych warunkach, tak jakby to ścięgno mi nie dawało.
KOW: 4
obciążenie: 260
Zwiększyłam "wiosłowanie" do 20 powtórzeń.
Przy wspięciach na palce cały czas daje mi się we znaki zimowa kontuzja. Mam wrażenie, jakbym miała za krótkie ścięgno, gdzieś przy kostce. Nie mogę zrobić wspięcia na lewej noce tak wysokiego, jak bym mogła w normalnych warunkach, tak jakby to ścięgno mi nie dawało.
KOW: 4
obciążenie: 260
wiosna!
Środa, 30 marca 2011 Kategoria trening
| Km: | 22.06 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:09 | km/h: | 19.18 |
| Pr. maks.: | 33.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 166166 ( 92%) | HRavg | 132( 73%) |
| Kalorie: | 871kcal | Podjazdy: | 51m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Nooooooooo.... wreszcie.... moja zaufana stacja meteo pokazała mi przed wyjściem z pracy +18 stopni. No upał normalnie :) A ja ubrana jak na sybir. Grube, zimowe spodnie, gruba bluza, ciepłe rękawice. Miałam na zmianę co prawda rękawice cieńsze, ale również długopalczaste. Dobrze, że chociaż ochraniaczy na buty mogłam się pozbyć :)
Dzisiaj jazda z narastającą prędkością. Nie wiem jak mi to wyszło, chyba słabo (przeszkadzajki w postaci świateł), ale nareszcie mogłam sobie pozap... :) Rzadko mi się zdarza taki trening ;D
Wróciłam do domu z bananem na twarzy, nie mieszczącym mi się między uszami :) Trochę mi gorąco było, spociłam się jak ruda mysz, ale trudno :)
kadencja 85/126
KOW: 5
obciążenie: 330
Dzisiaj jazda z narastającą prędkością. Nie wiem jak mi to wyszło, chyba słabo (przeszkadzajki w postaci świateł), ale nareszcie mogłam sobie pozap... :) Rzadko mi się zdarza taki trening ;D
Wróciłam do domu z bananem na twarzy, nie mieszczącym mi się między uszami :) Trochę mi gorąco było, spociłam się jak ruda mysz, ale trudno :)
kadencja 85/126
KOW: 5
obciążenie: 330
spokojnie do pracy
Środa, 30 marca 2011 Kategoria dojazdy
| Km: | 9.35 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:34 | km/h: | 16.50 |
| Pr. maks.: | 25.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 155155 ( 86%) | HRavg | 128( 71%) |
| Kalorie: | 473kcal | Podjazdy: | 235m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Nic szczególnego, dojazd do pracy :) Nikt mnie nie wkurzył, nic mnie nie zachwyciło, ot rutyna ;)
Centrum Olimpijskie na bis
Wtorek, 29 marca 2011 Kategoria dojazdy, trening
| Km: | 31.28 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:43 | km/h: | 18.22 |
| Pr. maks.: | 28.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 151151 ( 83%) | HRavg | 128( 71%) |
| Kalorie: | 1207kcal | Podjazdy: | 162m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Rano zimno, mimo tego, że temperatura na termometrze wyższa niż wczoraj, to w odczuciu chyba zimniej. Na łączce koło Kopy Cwila szron. A w szronie kwiatki. Krokusy jakieś czy przebiśniegi, nie wiem, nie znam się :)
Po pracy znowu mały wypadzik do Centrum Olimpijskiego. Tym razem po pakiet na Mazovię. CO robi się popularne wśród organizatorów imprez sportowych. Mazovia lepiej rozłożyła siły niż Półmaraton Warszawski bo biuro zawodów jest otwarte kilka dni więc nie ma tłumu. Za to coś sponsorzy nie dopisali,
określenie "pakiet startowy" nie bardzo pasuje. Dostaję tylko numer startowy na rower i kupon na posiłek w Otwocku i koniec, kropka. Nyndza panie... Aż się wróciłam już po wyjściu, bo pomyślałam że zapomnieli mi dać numeru na koszulkę. A tu wot, po prostu nie ma numerów na koszulkę... Mazovia chyba robi cięcia w budżecie. Smutne to.
rozgrzewka
20 min na twardym przełożeniu pod progiem tlenowym
rozjazd
KOW: 3
obciążenie: 309
Po pracy znowu mały wypadzik do Centrum Olimpijskiego. Tym razem po pakiet na Mazovię. CO robi się popularne wśród organizatorów imprez sportowych. Mazovia lepiej rozłożyła siły niż Półmaraton Warszawski bo biuro zawodów jest otwarte kilka dni więc nie ma tłumu. Za to coś sponsorzy nie dopisali,
określenie "pakiet startowy" nie bardzo pasuje. Dostaję tylko numer startowy na rower i kupon na posiłek w Otwocku i koniec, kropka. Nyndza panie... Aż się wróciłam już po wyjściu, bo pomyślałam że zapomnieli mi dać numeru na koszulkę. A tu wot, po prostu nie ma numerów na koszulkę... Mazovia chyba robi cięcia w budżecie. Smutne to.
rozgrzewka
20 min na twardym przełożeniu pod progiem tlenowym
rozjazd
KOW: 3
obciążenie: 309
do sklepu po... Mass Effecta
Poniedziałek, 28 marca 2011 Kategoria wycieczki i inne spontany
| Km: | 6.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:24 | km/h: | 15.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Maleńki wypadzik do pobliskiego sklepu z grami po Mass Effect 2 na PS3 bo jakoś nam się nudziło. Biedny Marek, będę teraz okupować konsolę... ;)
Wieczorem nie było już tak przyjemnie jak koło godz. 16tej. Zachmurzyło się i zaczęło wiać. Za lekko się ubrałam i trochę zmarzłam. Dziwnie się jeździ bez pampersa :]
Wieczorem nie było już tak przyjemnie jak koło godz. 16tej. Zachmurzyło się i zaczęło wiać. Za lekko się ubrałam i trochę zmarzłam. Dziwnie się jeździ bez pampersa :]







