Chyba nadal żyję
Poniedziałek, 28 marca 2011 Kategoria dojazdy
| Km: | 19.68 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:08 | km/h: | 17.36 |
| Pr. maks.: | 28.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 145145 ( 81%) | HRavg | 129( 72%) |
| Kalorie: | 1020kcal | Podjazdy: | 300m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wczoraj zastanawiałam się czy będę w stanie dzisiaj wsiąść na rower. Rano okazało się jednak, że jestem w całkiem dobrym stanie. Zawiasy co prawda nieco bolą ;) ale na rower się dało wsiąść i pedałować nawet się dało. No to popedałowałam do pracy.
Miałam przy okazji o poranku niezłą niespodziankę bo zaraz po wstaniu zapluszczonymi oczami spojrzałam na termometr: 2,5 stopnia... może być.
Po wzięciu prysznica już odpluszczonymi oczami spojrzałam na termometr ponownie: Ojej, nie 2,5 tylko -2,8 stopnia! Brrrr! Szybko włożyłam pod ciuchy dodatkową warstwę :)
Jechało mi się dzisiaj strasznie fajnie. Nie wiem, czy to kwestia skurczonych po wczoraj łydek, czy może tego, że nie bolą mnie aż tak strasznie jak się spodziewałam... a może po prostu wiatr zelżał ;)
Nieważne, jechało mi się fajnie i już.
W dodatku po południu zrobiło się tak super cieplutko. Oczywiście o ile pozbycie się dodatkowej warstwy ubrań nie stanowiło problemu, o tyle nie mogłam zmienić rękawiczek na lżejsze bo zapomniałam ich zabrać ze sobą... Trudno, przeżyję. W końcu i tak mam dzisiaj jechać spokojnie i uważać, żeby się nie spocić ;)
Miałam przy okazji o poranku niezłą niespodziankę bo zaraz po wstaniu zapluszczonymi oczami spojrzałam na termometr: 2,5 stopnia... może być.
Po wzięciu prysznica już odpluszczonymi oczami spojrzałam na termometr ponownie: Ojej, nie 2,5 tylko -2,8 stopnia! Brrrr! Szybko włożyłam pod ciuchy dodatkową warstwę :)
Jechało mi się dzisiaj strasznie fajnie. Nie wiem, czy to kwestia skurczonych po wczoraj łydek, czy może tego, że nie bolą mnie aż tak strasznie jak się spodziewałam... a może po prostu wiatr zelżał ;)
Nieważne, jechało mi się fajnie i już.
W dodatku po południu zrobiło się tak super cieplutko. Oczywiście o ile pozbycie się dodatkowej warstwy ubrań nie stanowiło problemu, o tyle nie mogłam zmienić rękawiczek na lżejsze bo zapomniałam ich zabrać ze sobą... Trudno, przeżyję. W końcu i tak mam dzisiaj jechać spokojnie i uważać, żeby się nie spocić ;)
Półmaraton Warszawski
Niedziela, 27 marca 2011 Kategoria bieganie, zawody biegowe, ze zdjęciami
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:43 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Bardzo źle spałam dzisiaj. Stres chyba mnie dopadł. Dlatego wstałam dość szybko, i tak nie było sensu leżeć. Szybkie mycie, pomiar tętna - 57. W miarę w normie. Śniadanie, herbata, przypięcie numeru startowego i czipa... tuż przed wyjściem tętno już miałam 80.
Nie bardzo było wiadomo jak się ubrać. Termometr rano pokazywał koło 0 stopni, ale bezchmurne niebo sugerowało, że będzie cieplej. Nie było także prawie wiatru. Ubraliśmy się na cebulkę.
Po dotarciu na Plac Zamkowy zdecydowaliśmy się porzucić wierzchnie okrycia w depozycie. Jeszcze kibelek - przy okazji zobaczyliśmy zabytkową radziecką maszynerię od starych schodów ruchomych z trasy W-Z na Pl. Zamkowy. Poczytałam sobie też kronikę schodów ruchomych i obejrzałam stare zdjęcia. Przypomniało mi się, jak jako dziecko przyjeżdżałam tu z rodzicami. Największą frajdą było wtedy przejechanie się schodami. Te schody to były pierwsze ruchome schody w Warszawie, a prawdopodobnie nawet w całej Polsce. Uruchomione w 1949 roku. Oczywiście teraz to już jest nowoczesna konstrukcja, trochę szkoda ;)
Zostało tylko kilka minut do startu więc ruszyliśmy do przydzielonej strefy zielonej. Gdzieś w tłumie zamajaczyły nam baloniki pacemakerów na 2:15 i 2:00. Niestety, wbrew wcześniejszej informacji (a może ja coś źle zrozumiałam...) nie było pacemakera na 2:30. Trudno, trzeba będzie sobie radzić samemu. Postanowiłam trzymać się tempa 7:00.
Na początku było łatwo, tempo sporo powyżej 7:00 a nawet momentami bliżej 6:00. Ciepło, nawet żałowałam, że nie pozbyłam się spodniej koszulki i gatek. Do 10 km szło w miarę gładko, to znany mi dystans. Zatrzymałam się tylko na chwilę, żeby uspokoić wredną, podstępną kolkę (ona mi potrafi popsuć każdy bieg...) i potem drugi raz, na "paśniku" około 9-g kilometra. Potem zrobiło się jakby gorzej. 9ty i 10ty km były lekko pod górkę. Zmęczyło mnie to i zaczęłam biec wolniej. Jakoś nie udawało mi się już trzymać tempa powyżej 7:00 a wręcz zaczęło ono się niebezpiecznie zbliżać do 7:30. Coraz częstsze "spacerki". Na początku krótkie, co 1 km, potem coraz dłuższe i coraz częściej. Poza tym zaczęło się robić zimno. Nie pomagał naprawdę wspaniały doping na trasie ani kolejne "paśniki". Bolały mnie plecy a zamiast łydek miałam dwie spięte kule, w których mięśnie już się chciały tylko kurczyć a już się nie chciały rozciągać. Było mi okropnie zimno w dłonie. Koszmar. Ostatnie 5 km to była naprawdę mordęga. Nogi nie chciały się słuchać a mózg krzyczał "nigdy więcej". Nie wiem jakim cudem znalazłam siłę, żeby przyspieszyć na ostatnim kilometrze i wbiec w miarę (jak na mój stan) szybkim tempem na metę. Uf, jak cudownie, już koniec... uff ufff... o rany.
Nawet nie wiem kiedy dostałam płachtę folii do ogrzania, wodę, Powerade i medal. Zarejestrowałam dopiero punkt zdawania czipów.
Za metą już ledwo doczłapałam do depozytu po kurtkę. Trochę porozciągałam łydki... nie pomogło. Ledwo doczłapałam do metra. Na szczęście w metrze znalazło się wolne miejsce, choć bałam się, że jak usiądę to już nie wstanę. Chyba jednak te 20 minut siedzenia pomogło bo do domu szłam już nieco żwawszym tempem.
W domu po umyciu się i ciepłym ubraniu (bo zmarzliśmy trochę), strzeliliśmy sobie mega jajecznicę na kiełbasie, w nagrodę, i obejrzeliśmy sobie nagrany z rana wyścig F1 z Melbourne. Niestety, nie zasnęliśmy na nim (chociaż taki był pierwotny plan). Nogi nie dały.






Czasu oficjalnego nie mam jeszcze bo organizatorzy liczą czipy ;P
A że zapomniałam na mecie wyłączyć Garmina to nie wiem dokładnie ile czasu biegłam. Garmin pokazał około 2:43.
Update oficjalny wynik 02:41:53 netto a w generalce byłam na miejscu 666/ Hell yeah ;D ]:->
HR 160/171
Nie bardzo było wiadomo jak się ubrać. Termometr rano pokazywał koło 0 stopni, ale bezchmurne niebo sugerowało, że będzie cieplej. Nie było także prawie wiatru. Ubraliśmy się na cebulkę.
Po dotarciu na Plac Zamkowy zdecydowaliśmy się porzucić wierzchnie okrycia w depozycie. Jeszcze kibelek - przy okazji zobaczyliśmy zabytkową radziecką maszynerię od starych schodów ruchomych z trasy W-Z na Pl. Zamkowy. Poczytałam sobie też kronikę schodów ruchomych i obejrzałam stare zdjęcia. Przypomniało mi się, jak jako dziecko przyjeżdżałam tu z rodzicami. Największą frajdą było wtedy przejechanie się schodami. Te schody to były pierwsze ruchome schody w Warszawie, a prawdopodobnie nawet w całej Polsce. Uruchomione w 1949 roku. Oczywiście teraz to już jest nowoczesna konstrukcja, trochę szkoda ;)
Zostało tylko kilka minut do startu więc ruszyliśmy do przydzielonej strefy zielonej. Gdzieś w tłumie zamajaczyły nam baloniki pacemakerów na 2:15 i 2:00. Niestety, wbrew wcześniejszej informacji (a może ja coś źle zrozumiałam...) nie było pacemakera na 2:30. Trudno, trzeba będzie sobie radzić samemu. Postanowiłam trzymać się tempa 7:00.
Na początku było łatwo, tempo sporo powyżej 7:00 a nawet momentami bliżej 6:00. Ciepło, nawet żałowałam, że nie pozbyłam się spodniej koszulki i gatek. Do 10 km szło w miarę gładko, to znany mi dystans. Zatrzymałam się tylko na chwilę, żeby uspokoić wredną, podstępną kolkę (ona mi potrafi popsuć każdy bieg...) i potem drugi raz, na "paśniku" około 9-g kilometra. Potem zrobiło się jakby gorzej. 9ty i 10ty km były lekko pod górkę. Zmęczyło mnie to i zaczęłam biec wolniej. Jakoś nie udawało mi się już trzymać tempa powyżej 7:00 a wręcz zaczęło ono się niebezpiecznie zbliżać do 7:30. Coraz częstsze "spacerki". Na początku krótkie, co 1 km, potem coraz dłuższe i coraz częściej. Poza tym zaczęło się robić zimno. Nie pomagał naprawdę wspaniały doping na trasie ani kolejne "paśniki". Bolały mnie plecy a zamiast łydek miałam dwie spięte kule, w których mięśnie już się chciały tylko kurczyć a już się nie chciały rozciągać. Było mi okropnie zimno w dłonie. Koszmar. Ostatnie 5 km to była naprawdę mordęga. Nogi nie chciały się słuchać a mózg krzyczał "nigdy więcej". Nie wiem jakim cudem znalazłam siłę, żeby przyspieszyć na ostatnim kilometrze i wbiec w miarę (jak na mój stan) szybkim tempem na metę. Uf, jak cudownie, już koniec... uff ufff... o rany.
Nawet nie wiem kiedy dostałam płachtę folii do ogrzania, wodę, Powerade i medal. Zarejestrowałam dopiero punkt zdawania czipów.
Za metą już ledwo doczłapałam do depozytu po kurtkę. Trochę porozciągałam łydki... nie pomogło. Ledwo doczłapałam do metra. Na szczęście w metrze znalazło się wolne miejsce, choć bałam się, że jak usiądę to już nie wstanę. Chyba jednak te 20 minut siedzenia pomogło bo do domu szłam już nieco żwawszym tempem.
W domu po umyciu się i ciepłym ubraniu (bo zmarzliśmy trochę), strzeliliśmy sobie mega jajecznicę na kiełbasie, w nagrodę, i obejrzeliśmy sobie nagrany z rana wyścig F1 z Melbourne. Niestety, nie zasnęliśmy na nim (chociaż taki był pierwotny plan). Nogi nie dały.






Czasu oficjalnego nie mam jeszcze bo organizatorzy liczą czipy ;P
A że zapomniałam na mecie wyłączyć Garmina to nie wiem dokładnie ile czasu biegłam. Garmin pokazał około 2:43.
Update oficjalny wynik 02:41:53 netto a w generalce byłam na miejscu 666/ Hell yeah ;D ]:->
HR 160/171
letko deszczowy wypadzik po pakiet na Półmaraton Warszawski
Piątek, 25 marca 2011 Kategoria trening, wycieczki i inne spontany, dojazdy
| Km: | 31.81 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:04 | km/h: | 15.39 |
| Pr. maks.: | 30.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 158158 ( 89%) | HRavg | 125( 70%) |
| Kalorie: | 1519kcal | Podjazdy: | 413m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po pracy kopnęłam się do Centrum Olimpijskiego, odebrać pakiety dla mnie i dla Marka na Półmaraton Warszawski. Pogoda była, prawdę mówiąc, paskudna. Ale skoro już się zadeklarowałam, że odbiorę, no to pojechałam. Wiało, próbowało padać, było okropnie zimno... brrr ohyda.
Biuro Półmaratonu było otwarte od 16-tej. Ja dotarłam około 16.30 i już były tłumy. Kolejka samochodów na niewielki parking, wąska uliczka dojazdowa, w dodatku obstawiona samochodami po obu stronach. Dzięki takim intelygentom płynny ruch dwustronny nie było możliwy. Nawet wyjechanie rowerem stamtąd okazało się nie lada wyzwaniem!
Na szczęście odbiór pakietów był zorganizowany sprawnie, więc odbiór zajął mi dosłownie chwilkę.
Wracając do domku spotkałam Arka, który wyszedł na swoje "16 czy 17 km", ale jak widzę po wpisie, pokręcił jednak trochę dłużej ;)
Jutro szykuje mi się dzień odpoczynku. A przed Półmaratonem rośnie mi już kulka w brzuchu, bo nigdy wcześniej nie biegłam takiego dystansu!
Kat: E2
kadencja 84/131
KOW: 3
obciążenie: 372
Biuro Półmaratonu było otwarte od 16-tej. Ja dotarłam około 16.30 i już były tłumy. Kolejka samochodów na niewielki parking, wąska uliczka dojazdowa, w dodatku obstawiona samochodami po obu stronach. Dzięki takim intelygentom płynny ruch dwustronny nie było możliwy. Nawet wyjechanie rowerem stamtąd okazało się nie lada wyzwaniem!
Na szczęście odbiór pakietów był zorganizowany sprawnie, więc odbiór zajął mi dosłownie chwilkę.
Wracając do domku spotkałam Arka, który wyszedł na swoje "16 czy 17 km", ale jak widzę po wpisie, pokręcił jednak trochę dłużej ;)
Jutro szykuje mi się dzień odpoczynku. A przed Półmaratonem rośnie mi już kulka w brzuchu, bo nigdy wcześniej nie biegłam takiego dystansu!
Kat: E2
kadencja 84/131
KOW: 3
obciążenie: 372
lajcik do pracy
Czwartek, 24 marca 2011 Kategoria dojazdy, ze zdjęciami
| Km: | 18.05 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:02 | km/h: | 17.47 |
| Pr. maks.: | 25.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 153153 ( 86%) | HRavg | 126( 71%) |
| Kalorie: | 1448kcal | Podjazdy: | 300m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Jakoś kurde ta wiosna nie chce zawitać. Niby ciepło, ale wiatr taki zimny i silny, że przenika do szpiku kości.
Jednak chyba niektórym taka aura odpowiada, bo dzisiaj koło "Smródki" widziałam coś takiego (z bardziej pionowo wydłużonym żaglem i chyba domoróbnie wykonanym kokpitem):

Zdjęcia nie zrobiłam, bo nie chciało mi się zatrzymywać a ten obrazek pochodzi z Dziennik.pl
Jednak chyba niektórym taka aura odpowiada, bo dzisiaj koło "Smródki" widziałam coś takiego (z bardziej pionowo wydłużonym żaglem i chyba domoróbnie wykonanym kokpitem):

Zdjęcia nie zrobiłam, bo nie chciało mi się zatrzymywać a ten obrazek pochodzi z Dziennik.pl
zimno! :(
Środa, 23 marca 2011 Kategoria dojazdy, trening
| Km: | 37.89 | Km teren: | 7.00 | Czas: | 02:24 | km/h: | 15.79 |
| Pr. maks.: | 39.40 | Temperatura: | °C | HRmax: | 155155 ( 87%) | HRavg | 124( 70%) |
| Kalorie: | 2076kcal | Podjazdy: | 293m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Chyba się dzisiaj wyletniłam za bardzo. Ale cóż, nie mam drugich ciepłych spodni a te jedyne co mam, powędrowały do prania bo już były tak brudne, że aż wstyd ;)
Wracałam do domu okrężną drogą, przez Lasek Kabacki. Chociaż ścieżki już są w większości uklepane, nadal jest się gdzie ubłocić. Nie planowałam się dzisiaj błocić, ale się nie dało bez ubłocenia ;)
Speniałam przed jedną straszliwą kałużą- rozlewiskiem, w której w dodatku w poprzek tkwił dość potężny konar. Przecież mam wywrotkę murowaną w tym miejscu ;)
Wróciłam się zatem i pojechałam równoległą ścieżką... jednak tam też natknęłam się na podobną kałużę. Ale no przecież nie dam się pokonać kałuży? Tym bardziej, że w tej konar tkwił wzdłuż, a więc nie trzeba było przez niego skakać ;)
Przejechałam bez szwanku i jestem z siebie bardzo dumna w związku z tym ;)
kat: E2
kadencja 83/117
KOW: 3
obciążenie: 432
Wracałam do domu okrężną drogą, przez Lasek Kabacki. Chociaż ścieżki już są w większości uklepane, nadal jest się gdzie ubłocić. Nie planowałam się dzisiaj błocić, ale się nie dało bez ubłocenia ;)
Speniałam przed jedną straszliwą kałużą- rozlewiskiem, w której w dodatku w poprzek tkwił dość potężny konar. Przecież mam wywrotkę murowaną w tym miejscu ;)
Wróciłam się zatem i pojechałam równoległą ścieżką... jednak tam też natknęłam się na podobną kałużę. Ale no przecież nie dam się pokonać kałuży? Tym bardziej, że w tej konar tkwił wzdłuż, a więc nie trzeba było przez niego skakać ;)
Przejechałam bez szwanku i jestem z siebie bardzo dumna w związku z tym ;)
kat: E2
kadencja 83/117
KOW: 3
obciążenie: 432
bliskie spotkania z kóniem
Wtorek, 22 marca 2011 Kategoria trening, dojazdy
| Km: | 37.95 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:58 | km/h: | 19.30 |
| Pr. maks.: | 30.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 164164 ( 92%) | HRavg | 138( 77%) |
| Kalorie: | 1371kcal | Podjazdy: | 243m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dzisiaj trening interwałowy na mojej standardowej trasce.
rozgrzewka
powtórzenia 3 min x 2 min x 10
rozjazd
Strasznie dużo rowerzystów, niedzielnych, pro-siów trenujących, na MTB, na kolarkach... a wszyscy z przysłowiowym "bananem" :) Ja też. Chociaż przyznam, że miałam wrażenie, że oni tak na mój widok się szczerzą (może się usmarkałam albo co?). Ale nie, to chyba po prostu wiosna.
Dzisiaj mało nie zostałam rozdeptana przez konia podczas treningu oO
Jechała jakaś kobitka na klaczce, a za nimi hasał dość podrośnięty już źrebak. Kobitka na klaczce była przewidywalna, zjechała na bok. Źrebak, niestety, już tak przewidywalny nie był. Biegł prosto na mnie. Jak ja w bok, to on też. Aaaa!!! Na szczęście się zatrzymał w porę i udało mi się go wyminąć. Obyło się bez zderzenia :)
A wracając spotkałam młodego jakiegoś w krótkich spodenkach i w powiewającej koszulce z krótkim rękawem, na rowerze. Przygrzało chyba. Dopiero po chwili zauważyłam, że trenuje wpinanie i wypinanie SPD, buciki nowiuteńkie, błyszczące Shimano 076 :)... no cóż, pewnie właśnie dostał i z radości wyleciał z domu jak stał, nie zdążył się ubrać ;)
powt. 1: kadencja 109/115, HR 152/162
powt. 2: kadencja 106/109, HR 155/160
powt. 3: kadencja 104/117, HR 158/160
powt. 4: kadencja 105/114, HR 153/162
powt. 5: kadencja 104/113, HR 156/162
powt. 6: kadencja 107/111, HR 155/162
powt. 7: kadencja 105/111, HR 156/163
powt. 8: kadencja 104/114, HR 159/163
powt. 9: kadencja 103/105, HR 157/162
powt. 10: kadencja 103/108, HR 151/159
fajnie, w miarę równe tętno wyszło :)
KOW: 4
obciążenie: 472
kadencja 88/131
rozgrzewka
powtórzenia 3 min x 2 min x 10
rozjazd
Strasznie dużo rowerzystów, niedzielnych, pro-siów trenujących, na MTB, na kolarkach... a wszyscy z przysłowiowym "bananem" :) Ja też. Chociaż przyznam, że miałam wrażenie, że oni tak na mój widok się szczerzą (może się usmarkałam albo co?). Ale nie, to chyba po prostu wiosna.
Dzisiaj mało nie zostałam rozdeptana przez konia podczas treningu oO
Jechała jakaś kobitka na klaczce, a za nimi hasał dość podrośnięty już źrebak. Kobitka na klaczce była przewidywalna, zjechała na bok. Źrebak, niestety, już tak przewidywalny nie był. Biegł prosto na mnie. Jak ja w bok, to on też. Aaaa!!! Na szczęście się zatrzymał w porę i udało mi się go wyminąć. Obyło się bez zderzenia :)
A wracając spotkałam młodego jakiegoś w krótkich spodenkach i w powiewającej koszulce z krótkim rękawem, na rowerze. Przygrzało chyba. Dopiero po chwili zauważyłam, że trenuje wpinanie i wypinanie SPD, buciki nowiuteńkie, błyszczące Shimano 076 :)... no cóż, pewnie właśnie dostał i z radości wyleciał z domu jak stał, nie zdążył się ubrać ;)
powt. 1: kadencja 109/115, HR 152/162
powt. 2: kadencja 106/109, HR 155/160
powt. 3: kadencja 104/117, HR 158/160
powt. 4: kadencja 105/114, HR 153/162
powt. 5: kadencja 104/113, HR 156/162
powt. 6: kadencja 107/111, HR 155/162
powt. 7: kadencja 105/111, HR 156/163
powt. 8: kadencja 104/114, HR 159/163
powt. 9: kadencja 103/105, HR 157/162
powt. 10: kadencja 103/108, HR 151/159
fajnie, w miarę równe tętno wyszło :)
KOW: 4
obciążenie: 472
kadencja 88/131
spokojnie do pracy
Wtorek, 22 marca 2011 Kategoria dojazdy
| Km: | 9.36 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:34 | km/h: | 16.52 |
| Pr. maks.: | 25.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 149149 ( 84%) | HRavg | 129( 72%) |
| Kalorie: | 591kcal | Podjazdy: | 182m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Zauważam ostatnio jakąś poprawę cywilizowanego zachowania wśród kierowców. Mijają mnie w dość dużej odległości, z reguły sąsiednim pasem. Poza tym, jak stoją albo jadą bardzo powoli w korku, to często usuwają się na bok jak przejeżdżam po prawej. To miłe :)
regeneracyjnie
Poniedziałek, 21 marca 2011 Kategoria dojazdy
| Km: | 18.10 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:05 | km/h: | 16.71 |
| Pr. maks.: | 25.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 151151 ( 85%) | HRavg | 126( 71%) |
| Kalorie: | 1019kcal | Podjazdy: | 219m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Rześko było rano. Koło zera. Ale za to słoneczko. Skoro jednak już rozpoczęłam sezon, to rozpoczęłam :) Ubrałam się ciut cieplej i wio ;)
siłówka
Niedziela, 20 marca 2011 Kategoria trening, trening siłowy
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:20 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Standardowy zestaw ćwiczeń siłowych (4 serie) + rozciąganie, które ostatnio trochę zaniedbałam. Nie chciało mi się straszliwie, ale się przemogłam. Mam teraz poczucie dobrze spełnionego obowiązku :)
KOW: 3
obciążenie: 240
KOW: 3
obciążenie: 240
teren z AgaKa
Niedziela, 20 marca 2011 Kategoria trening, ze zdjęciami
| Km: | 32.47 | Km teren: | 24.00 | Czas: | 02:27 | km/h: | 13.25 |
| Pr. maks.: | 34.70 | Temperatura: | °C | HRmax: | 164164 ( 92%) | HRavg | 140( 79%) |
| Kalorie: | 2039kcal | Podjazdy: | 181m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dzisiejszy trening nareszcie z kimś, kto nie harpagani ;) Tzn. z kobietką a nie z chłopakami. Umówiłam się z AgaKa z ForumRowerowego. I to był strzał w dziesiątkę. Wydaje się, że tempo i poziom zaawansowania mamy podobne. Jechało się bardzo fajnie, a ile się nagadałyśmy przy okazji...!
W Kabatach, wbrew apokaliptycznym wizjom Tomskiego, nie było wcale tak strasznie błotniście. W porównaniu do mojej wtorkowej rundki po Lasku, to wręcz sucho ;)
Oczywiście udało się ubłocić, ale nie było ekstremalnie. W każdym razie rower i ja - do prania.

Było super. Trochę treningu techniki jazdy w błocie, kilka podjazdów i zjazdów, ze trzy rundki po mojej ulubionej górce.
W perspektywie zaś ściganie się z Agą na Mazovii za dwa tygodnie :D
Kat: S5
kadencja 80/118
KOW: 5
obciążenie: 735
W Kabatach, wbrew apokaliptycznym wizjom Tomskiego, nie było wcale tak strasznie błotniście. W porównaniu do mojej wtorkowej rundki po Lasku, to wręcz sucho ;)
Oczywiście udało się ubłocić, ale nie było ekstremalnie. W każdym razie rower i ja - do prania.

Było super. Trochę treningu techniki jazdy w błocie, kilka podjazdów i zjazdów, ze trzy rundki po mojej ulubionej górce.
W perspektywie zaś ściganie się z Agą na Mazovii za dwa tygodnie :D
Kat: S5
kadencja 80/118
KOW: 5
obciążenie: 735







