nie chciałam tego pisać ale... znów wmordewind
Środa, 27 kwietnia 2011 Kategoria trening, dojazdy
| Km: | 22.48 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:10 | km/h: | 19.27 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 171171 ( 95%) | HRavg | 128( 71%) |
| Kalorie: | 980kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Jak wyszłam z pracy to jeszcze było jako tako. Jednak jak dojechałam do Al. Ujazdowskich to wiedziałam już, że na Przyczółkowej będzie hardkor. A miałam zaplanowane dzisiaj 10 km z narastającą prędkością.
I faktycznie był hardkor. Zaczęłam spokojniej, od 20 km/h i zwiększałam o 1 co każdy kilometr. Przy 24 km/h już było ciężko. Im dalej, tym gorzej. Przy 26 km/h już ledwo zipałam, ale przy 27km/h przypomniałam sobie, że mogę też ciągnąć pedały (tak, tyle czasu jeżdżę w SPD a cały czas nie wyrobiłam sobie jeszcze tego nawyku) więc trochę lepiej przez chwilę było. Jednak chyba bym nie dojechała do końca tych 10 km, gdyby nie fakt, że w perspektywie miałam niedługo zakręt w Przekorną a potem następny w ul. Gąsek (i na ostatnim kilometrze jazdę z wiatrem). Ledwo dokręciłam do tej Przekornej, tu odetchnęłam nieco.
Zakończyłam mocnym akcentem w postaci podjazdu asfaltowego do Kabat (ul. Rzekotki, jaka ładna nazwa) na dość twardym przełożeniu i w dużej części na stojąco. Spaliłam sobie dokumentnie mięśnie nad kolanami, ale mi dobrze :D
kadencja: 83/119
KOW: 6
obciążenie: 420
I faktycznie był hardkor. Zaczęłam spokojniej, od 20 km/h i zwiększałam o 1 co każdy kilometr. Przy 24 km/h już było ciężko. Im dalej, tym gorzej. Przy 26 km/h już ledwo zipałam, ale przy 27km/h przypomniałam sobie, że mogę też ciągnąć pedały (tak, tyle czasu jeżdżę w SPD a cały czas nie wyrobiłam sobie jeszcze tego nawyku) więc trochę lepiej przez chwilę było. Jednak chyba bym nie dojechała do końca tych 10 km, gdyby nie fakt, że w perspektywie miałam niedługo zakręt w Przekorną a potem następny w ul. Gąsek (i na ostatnim kilometrze jazdę z wiatrem). Ledwo dokręciłam do tej Przekornej, tu odetchnęłam nieco.
Zakończyłam mocnym akcentem w postaci podjazdu asfaltowego do Kabat (ul. Rzekotki, jaka ładna nazwa) na dość twardym przełożeniu i w dużej części na stojąco. Spaliłam sobie dokumentnie mięśnie nad kolanami, ale mi dobrze :D
kadencja: 83/119
KOW: 6
obciążenie: 420
biegać, skakać...
Środa, 27 kwietnia 2011 Kategoria dojazdy
| Km: | 9.47 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:29 | km/h: | 19.59 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 149149 ( 82%) | HRavg | 126( 70%) |
| Kalorie: | 719kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Jak jest taka pogoda jak dzisiaj to mam ochotę "biegać, skakać, latać, pływać...", jak to śpiewał kiedyś Fronczek :)
Z poradnika młodego zielarza
Z poradnika młodego zielarza
pierwsze WKK w tym roku
Wtorek, 26 kwietnia 2011 Kategoria trening
| Km: | 24.39 | Km teren: | 16.00 | Czas: | 02:05 | km/h: | 11.71 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 165165 ( 91%) | HRavg | 134( 74%) |
| Kalorie: | 1595kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Hurrraaaaaa, wreszcie się doczekałam. Obawiałam się, że z zapowiedzi wznowienia treningów WKK od kwietnia wyjdą nici, ale zmieścili się w kwietniu ;)
Sporo nas dzisiaj się pojawiło, w tym naliczyłam chyba 4 dziewczyny (ze mną).
Zdjęcie, które zrobiła nam przed treningiem (edit: po treningu) Roksana (nie objęło chyba wszystkich):

Trenowaliśmy na znanej już z zeszłorocznych treningów pętelce wokół ogrodzenia parku linowego w Powsinie.
Jak zwykle, miałam problem ze zjazdami. Chociaż zjechałam jeden strasznie straszliwy, taki, że aż za pierwszym razem "kurwa!" mi się wyrwała jak zobaczyłam jego końcówkę zjeżdżając za pierwszym razem (z góry nie było widać, że końcówka zjazdu nagle "stromieje"). Dwie górki na razie jeszcze niezjeżdżalne. Jedna, to taka stromizna, że nawet nie podjęłam próby. Druga, z uskokami i zakończona przejazdem między barierkami. Zrobiłam jedno podejście, zaliczyłam glebkę (niegroźną). Drugi raz już nie próbowałam.
Nie wjechałam jednego podjazdu. Może gdyby nie był taki "zakrzaczony" to bym podjechała, ale jakoś wolałam wbiegać tam z rowerem na ramieniu.
Trening świetny, jak zwykle fantastyczna zabawa. No i jestem zadowolona, że podjazdy sprawiają mi mniejszy problem niż w zeszłym roku.
&feature=player_embedded">filmik z treningu nagrany przez bmtwo
kadencja 73/130
KOW: 5
obciążenie: 625
Sporo nas dzisiaj się pojawiło, w tym naliczyłam chyba 4 dziewczyny (ze mną).
Zdjęcie, które zrobiła nam przed treningiem (edit: po treningu) Roksana (nie objęło chyba wszystkich):

Trenowaliśmy na znanej już z zeszłorocznych treningów pętelce wokół ogrodzenia parku linowego w Powsinie.
Jak zwykle, miałam problem ze zjazdami. Chociaż zjechałam jeden strasznie straszliwy, taki, że aż za pierwszym razem "kurwa!" mi się wyrwała jak zobaczyłam jego końcówkę zjeżdżając za pierwszym razem (z góry nie było widać, że końcówka zjazdu nagle "stromieje"). Dwie górki na razie jeszcze niezjeżdżalne. Jedna, to taka stromizna, że nawet nie podjęłam próby. Druga, z uskokami i zakończona przejazdem między barierkami. Zrobiłam jedno podejście, zaliczyłam glebkę (niegroźną). Drugi raz już nie próbowałam.
Nie wjechałam jednego podjazdu. Może gdyby nie był taki "zakrzaczony" to bym podjechała, ale jakoś wolałam wbiegać tam z rowerem na ramieniu.
Trening świetny, jak zwykle fantastyczna zabawa. No i jestem zadowolona, że podjazdy sprawiają mi mniejszy problem niż w zeszłym roku.
&feature=player_embedded">filmik z treningu nagrany przez bmtwo
kadencja 73/130
KOW: 5
obciążenie: 625
studium gołębia w stanie rozkładu
Wtorek, 26 kwietnia 2011 Kategoria dojazdy
| Km: | 18.05 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:57 | km/h: | 19.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 159159 ( 88%) | HRavg | 123( 68%) |
| Kalorie: | 1290kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Standardowa traska do pracy. Rano jeszcze chłodno więc ubieram się co prawda już w krótkie spodenki ale na "górę" jeszcze pod krótką koszulkę wkładam termiczną z długim rękawem. Chyba jednak przesadziłam, bo w trakcie jazdy robi mi się ciut za ciepło. Pewnie jutro już pojadę bez tej dodatkowej warstwy, wiosno, przybywaj ;D
Po drodze do pracy mam okazję od tygodnia obserwować postępujący rozkład gołębia, którego ktoś musiał potrącić autem. Biedne stworzenie... Nie dość, że ktoś je potrącił to od zeszłego poniedziałku nikt nie chce go sprzątnąć.
Śmierdzieć chyba nie śmierdzi, albo ja tak szybko przejeżdżam obok, że nie czuję.
Po drodze do pracy mam okazję od tygodnia obserwować postępujący rozkład gołębia, którego ktoś musiał potrącić autem. Biedne stworzenie... Nie dość, że ktoś je potrącił to od zeszłego poniedziałku nikt nie chce go sprzątnąć.
Śmierdzieć chyba nie śmierdzi, albo ja tak szybko przejeżdżam obok, że nie czuję.
i tak oto niepostrzeżenie...
Poniedziałek, 25 kwietnia 2011 Kategoria >50 km, trening, wycieczki i inne spontany
| Km: | 64.94 | Km teren: | 30.00 | Czas: | 03:43 | km/h: | 17.47 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 164164 ( 91%) | HRavg | 125( 69%) |
| Kalorie: | 2397kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
... zrobiło się prawie 65 km.
W planach był co prawda trening terenowy w Kabatach, ale Krzyśkowi się nie chciało robić podjazdów bo był zmęczony po ostatnich wycieczkach. Zaproponował więc zwykłą przejażdżkę. Nie protestowałam zbytnio, bo wczoraj jeszcze miałam potworne zakwasy w łydkach po piątkowych ćwiczeniach i sobotnim bieganiu a dzisiaj dość ciężkie i zmęczone nogi.
Przy okazji obniuchałam nową maszynę Krzyśka, chwilkę się przejechałam... i... o wielkie moje zdziwienie, bo zdecydowanie wolę mój rower, choć spodziewałam się, że umrę z zazdrości jak przejadę się na Krzyśkowym Scale35.
Dziwna geometria. Podejrzewam, że geometria 35-tki jest zbliżona do poprzedniej geometrii mojego roweru. Ja zdążyłam się jednak już przyzwyczaić do nowych ustawień po BGFit i jak wsiadłam na rower Krzyśka, to poczułam się jak na kozie... ;)
Szybko więc oddałam mu rower, niech sobie jeździ ;)
Trochę pokręciliśmy się po Kabatach, trochę po okołopowsińskich wioskach. Potem dojechaliśmy nad Wisłę i tam kawałek drogą, kawałek wałem, dotarliśmy do Trasy Siekierkowskiej. Tu skręciliśmy na Gocław, bo byłam umówiona z rodzicami. Krzysiek jechał z nadzieją, że załapie się na kanapkę u moich rodziców... ale okazało się, że pół bloku nie ma prądu i winda nie działa. Nie bardzo chciało mi się dygać z rowerem schodami na 14 piętro więc zawróciliśmy na pięcie. Po drodze przypomniałam sobie o hydrancie, gdzie oprócz uzupełnienia naszych bukłaków dopełniliśmy wielkanocnej tradycji i sowicie pooblewaliśmy się wodą. Ała, mokre, zimne :)
Obejrzeliśmy z daleka McDonalds w Wilanowie (dzikie tłumy) i najedliśmy się dopiero na Wałbrzyskiej. Potem jeszcze na zakończenie wycieczki zaliczyliśmy jeden podjazd na Kopę Cwila i Krzysiek odprowadził mnie do domu. Sam poszedł jeszcze jeździć.
kadencja: 74/120
KOW: 4
obciążenie: 892
W planach był co prawda trening terenowy w Kabatach, ale Krzyśkowi się nie chciało robić podjazdów bo był zmęczony po ostatnich wycieczkach. Zaproponował więc zwykłą przejażdżkę. Nie protestowałam zbytnio, bo wczoraj jeszcze miałam potworne zakwasy w łydkach po piątkowych ćwiczeniach i sobotnim bieganiu a dzisiaj dość ciężkie i zmęczone nogi.
Przy okazji obniuchałam nową maszynę Krzyśka, chwilkę się przejechałam... i... o wielkie moje zdziwienie, bo zdecydowanie wolę mój rower, choć spodziewałam się, że umrę z zazdrości jak przejadę się na Krzyśkowym Scale35.
Dziwna geometria. Podejrzewam, że geometria 35-tki jest zbliżona do poprzedniej geometrii mojego roweru. Ja zdążyłam się jednak już przyzwyczaić do nowych ustawień po BGFit i jak wsiadłam na rower Krzyśka, to poczułam się jak na kozie... ;)
Szybko więc oddałam mu rower, niech sobie jeździ ;)
Trochę pokręciliśmy się po Kabatach, trochę po okołopowsińskich wioskach. Potem dojechaliśmy nad Wisłę i tam kawałek drogą, kawałek wałem, dotarliśmy do Trasy Siekierkowskiej. Tu skręciliśmy na Gocław, bo byłam umówiona z rodzicami. Krzysiek jechał z nadzieją, że załapie się na kanapkę u moich rodziców... ale okazało się, że pół bloku nie ma prądu i winda nie działa. Nie bardzo chciało mi się dygać z rowerem schodami na 14 piętro więc zawróciliśmy na pięcie. Po drodze przypomniałam sobie o hydrancie, gdzie oprócz uzupełnienia naszych bukłaków dopełniliśmy wielkanocnej tradycji i sowicie pooblewaliśmy się wodą. Ała, mokre, zimne :)
Obejrzeliśmy z daleka McDonalds w Wilanowie (dzikie tłumy) i najedliśmy się dopiero na Wałbrzyskiej. Potem jeszcze na zakończenie wycieczki zaliczyliśmy jeden podjazd na Kopę Cwila i Krzysiek odprowadził mnie do domu. Sam poszedł jeszcze jeździć.
kadencja: 74/120
KOW: 4
obciążenie: 892
zakwasy łydek i próba rozbiegania :)
Sobota, 23 kwietnia 2011 Kategoria bieganie, trening
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:13 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Po wczorajszych ćwiczeniach mam zakwasy w górnej części łydek. Na dzisiaj zaplanowane bieganie więc może się rozruszają.
Plan:
20 min rozgrzewka (HR 158/169)
gimnastyka
2x2km OWBII (HR 166/171 i drugie 168/174) + 5 minut przerwy
rozbieganie
W sumie to zaskakująco dobrze mi się biegło, mimo dwutygodniowej przerwy. Widać jeszcze trwa szczyt formy ;)
10,22 km / 01:12:48
HR 155/174
KOW: 6
obciążenie: 438
Plan:
20 min rozgrzewka (HR 158/169)
gimnastyka
2x2km OWBII (HR 166/171 i drugie 168/174) + 5 minut przerwy
rozbieganie
W sumie to zaskakująco dobrze mi się biegło, mimo dwutygodniowej przerwy. Widać jeszcze trwa szczyt formy ;)
10,22 km / 01:12:48
HR 155/174
KOW: 6
obciążenie: 438
siłowanie się z szarlotką
Piątek, 22 kwietnia 2011 Kategoria trening siłowy, trening
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:00 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Dzisiaj zaległe ćwiczenia ze środy. W środę zapomniałam a wczoraj nie miałam czasu ;)
Ćwiczenia trochę dłuższe niż zazwyczaj bo dodałam trochę powtórzeń i trochę obciążenia.
A poza tym w przerwach musiałam zrobić szarlotkę (ciasto co prawda było już zagniecione ale trzeba było wysmarować i wylepić tortownicę, nagrzać piekarnik, podpiec spód, utrzeć i położyć jabłka, upiec resztę).
Miałam dzisiaj iść obejrzeć nowy rower Krzyśka, ale jak przeliczyłam ile czasu potrzebuję na to wszystko, to musiałam sobie odpuścić...
przysiad z obciążeniem 4x20 (+2x1kg)
sprężyna (ściąganie do klatki piersiowej) 4x16
step z obciążeniem 4x20 (+2x1kg)
pompki 4x11
wspięcia na palcach bez obciążenia 4x16
wiosłowanie na stojąco 4x20 (+2x1kg)
brzuszki ze skrętem 4x26
stabilizacja:
wypad z obciążeniem x5
pseudopompka na piłce rehabilitacyjnej x5
KOW: 4
obciążenie: 480
Ćwiczenia trochę dłuższe niż zazwyczaj bo dodałam trochę powtórzeń i trochę obciążenia.
A poza tym w przerwach musiałam zrobić szarlotkę (ciasto co prawda było już zagniecione ale trzeba było wysmarować i wylepić tortownicę, nagrzać piekarnik, podpiec spód, utrzeć i położyć jabłka, upiec resztę).
Miałam dzisiaj iść obejrzeć nowy rower Krzyśka, ale jak przeliczyłam ile czasu potrzebuję na to wszystko, to musiałam sobie odpuścić...
przysiad z obciążeniem 4x20 (+2x1kg)
sprężyna (ściąganie do klatki piersiowej) 4x16
step z obciążeniem 4x20 (+2x1kg)
pompki 4x11
wspięcia na palcach bez obciążenia 4x16
wiosłowanie na stojąco 4x20 (+2x1kg)
brzuszki ze skrętem 4x26
stabilizacja:
wypad z obciążeniem x5
pseudopompka na piłce rehabilitacyjnej x5
KOW: 4
obciążenie: 480
narastające tempo na bis
Piątek, 22 kwietnia 2011 Kategoria dojazdy, trening
| Km: | 25.01 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:27 | km/h: | 17.25 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 165165 ( 91%) | HRavg | 122( 67%) |
| Kalorie: | 1053kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dzisiaj trochę inaczej, bo zwykle mam wpisane "ileśtam km" narastającym tempem więc podwyższam tempo zwykle co 2,5 km - wtedy czas jazdy każdego kolejnego odcinka jest krótszy od poprzedniego.
Tym razem inaczej bo p. Jacek rozpisał mi "20 min" w narastającym tempie. Zwiększałam tempo co 1 minutę o około 0,5 km/h, zaczynając od około 20, kończąć na około 30.
Poleciałam standardową trasą z przeszkadzajkami, tzn. Żurawia - Belwederska i dalej w dół do Przyczółkowej, gdzie początkowy odcinek jest pocięty skrzyżowaniami ze światłami więc kwestia narastającego tempa jest co najmniej dyskusyjna.
Końcówka jednak była fajna, mocna. Zakończyłam trening prawie równo przed zakrętem w Przekorna i tam dopędził mnie Marek. Przyznam, że mile połechtał moje ego, jak powiedział, że przez 3 km mnie nie mógł dogonić ;)
Wróciliśmy razem przez Lasek Kabacki, gdzie zatrzymaliśmy się przez chwilę, bo poprzedniego dnia Marek przymierzał moje buty SPD i okazało się, że pasują (ja mam "ciutkę" za duże, ale jest mi w nich wygodnie). Więc dzisiaj wskoczył na mój rower i poszedł na chwilkę na mój standardowy podjazd treningowy sprawdzić, jaka jest różnica w jeździe na trekkingu i góralu.
Po drodze do chaty zaliczyliśmy jeszcze Chinola na Bartoka(mniam).
kadencja 78/113
KOW: 4
obciążenie: 348
Tym razem inaczej bo p. Jacek rozpisał mi "20 min" w narastającym tempie. Zwiększałam tempo co 1 minutę o około 0,5 km/h, zaczynając od około 20, kończąć na około 30.
Poleciałam standardową trasą z przeszkadzajkami, tzn. Żurawia - Belwederska i dalej w dół do Przyczółkowej, gdzie początkowy odcinek jest pocięty skrzyżowaniami ze światłami więc kwestia narastającego tempa jest co najmniej dyskusyjna.
Końcówka jednak była fajna, mocna. Zakończyłam trening prawie równo przed zakrętem w Przekorna i tam dopędził mnie Marek. Przyznam, że mile połechtał moje ego, jak powiedział, że przez 3 km mnie nie mógł dogonić ;)
Wróciliśmy razem przez Lasek Kabacki, gdzie zatrzymaliśmy się przez chwilę, bo poprzedniego dnia Marek przymierzał moje buty SPD i okazało się, że pasują (ja mam "ciutkę" za duże, ale jest mi w nich wygodnie). Więc dzisiaj wskoczył na mój rower i poszedł na chwilkę na mój standardowy podjazd treningowy sprawdzić, jaka jest różnica w jeździe na trekkingu i góralu.
Po drodze do chaty zaliczyliśmy jeszcze Chinola na Bartoka(mniam).
kadencja 78/113
KOW: 4
obciążenie: 348
do pracy
Piątek, 22 kwietnia 2011 Kategoria dojazdy
| Km: | 9.37 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:31 | km/h: | 18.14 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 147147 ( 81%) | HRavg | 121( 67%) |
| Kalorie: | 578kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Coś mam fart ostatnio, znów wplecywind :)
Ciekawe, jak będzie po południu. No dzisiaj to już mam faktycznie trening, na mojej ulubionej Przyczółkowej. Tam zawsze jest wmordewind... ;)
W radiu właśnie powiedzieli, że Adam Małysz przerzuca się na rajdy samochodowe. Usłyszałam niestety tylko końcówkę tego newsa, ale szybki gugiel i... "Orzeł z Wisły siada za kółko".
Ale nie jest dzisiaj pierwszy kwietnia, prawda?
Ciekawe, jak będzie po południu. No dzisiaj to już mam faktycznie trening, na mojej ulubionej Przyczółkowej. Tam zawsze jest wmordewind... ;)
W radiu właśnie powiedzieli, że Adam Małysz przerzuca się na rajdy samochodowe. Usłyszałam niestety tylko końcówkę tego newsa, ale szybki gugiel i... "Orzeł z Wisły siada za kółko".
Ale nie jest dzisiaj pierwszy kwietnia, prawda?
a rower jedzie sam
Czwartek, 21 kwietnia 2011 Kategoria dojazdy
| Km: | 18.14 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:57 | km/h: | 19.09 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 154154 ( 85%) | HRavg | 128( 71%) |
| Kalorie: | 1094kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po wczorajszym smarowaniu rower normalnie sam jedzie. Dzisiaj jeszcze wplecywind (!) więc jechało się superancko. Boję się tylko popołudniowego treningu (skoro teraz był wplecywind...).
"Ścigałam" się dzisiaj z jakimś niemłodym autokarem. Niezłe, bo po starcie spod świateł on doganiał mnie dopiero w połowie drogi do następnego skrzyżowania.
Edit:
He, he, he, zapomniałam, że dzisiaj nie mam treningu ;)
A wiatr się po południu zmienił i przy powrocie też miałam wplecywind :D
"Ścigałam" się dzisiaj z jakimś niemłodym autokarem. Niezłe, bo po starcie spod świateł on doganiał mnie dopiero w połowie drogi do następnego skrzyżowania.
Edit:
He, he, he, zapomniałam, że dzisiaj nie mam treningu ;)
A wiatr się po południu zmienił i przy powrocie też miałam wplecywind :D







