e tam
Poniedziałek, 14 maja 2012 Kategoria dojazdy
| Km: | 19.22 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:02 | km/h: | 18.60 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 155155 ( 86%) | HRavg | 125( 69%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: b'twin Triban 3 (sprzedany) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Zimno. Nie chciało mi się szukać ciepłych ciuchów więc pojechałam na krótko i nie powiem, troszku było mi chłodno...
Po południu najkrótszą trasą bo po odczulaniu nie można robić nic wysiłkowego.
Jak ruszałam w drogę powrotną, koło 18tej, nad Centrum stała przedziwna chmura. Niezbyt wielka, ale za to bardzo poważnie wyglądająca, sina i fioletowa. Wyglądała jak chmura, która wisiała nad nawiedzonym budynkiem w Ghost Busters :) Wyglądała jeszcze poważniej przez ciemne okulary ;)
Ponieważ była niewielka, to na szczęście szybko uciekła mi z pola widzenia i większość trasy powrotnej jednak jeszcze w słonku.
Ogólnie to po dzisiejszej wizycie w LuxMedzie miałam ochotę nawrzucać tu brzydkich wyrazów, ale ponieważ piszę ten wpis dzień później to już mi przeszło. Zresztą nie chcę się zniżać do poziomu pewnej popularnej osoby z tego portalu.
Po południu najkrótszą trasą bo po odczulaniu nie można robić nic wysiłkowego.
Jak ruszałam w drogę powrotną, koło 18tej, nad Centrum stała przedziwna chmura. Niezbyt wielka, ale za to bardzo poważnie wyglądająca, sina i fioletowa. Wyglądała jak chmura, która wisiała nad nawiedzonym budynkiem w Ghost Busters :) Wyglądała jeszcze poważniej przez ciemne okulary ;)
Ponieważ była niewielka, to na szczęście szybko uciekła mi z pola widzenia i większość trasy powrotnej jednak jeszcze w słonku.
Ogólnie to po dzisiejszej wizycie w LuxMedzie miałam ochotę nawrzucać tu brzydkich wyrazów, ale ponieważ piszę ten wpis dzień później to już mi przeszło. Zresztą nie chcę się zniżać do poziomu pewnej popularnej osoby z tego portalu.
Merida Mazovia MTB Legionowo - nie lubię wertepów
Niedziela, 13 maja 2012 Kategoria wyścigi, >50 km, ze zdjęciami
| Km: | 53.94 | Km teren: | 51.00 | Czas: | 02:29 | km/h: | 21.72 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 171171 ( 95%) | HRavg | 161( 89%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dzisiaj na start nie z Markiem tylko z Olafem. Marek biega dzisiaj w tę i nazad po Górce Szczęśliwickiej.
Olaf jest rannym ptaszkiem i umawiamy się jakoś abstrakcyjnie wcześnie. Ale ponieważ korzystam z jego uprzejmości to nie marudzę za bardzo (tylko troszkę i udaje mi się przesunąć godzinę zbiórki z 8:00 na 8:30).
Olaf jest pod blokiem punktualnie jak szwajcarski zegarek więc szybko się zbieram i schodzę na dół.
W Legionowie jesteśmy o 9:15. Mamy w cholerę czasu. Zdejmujemy rowery z dachu i przygotowujemy się, ale nie jest nam za wesoło bo jest bardzo zimno. W dodatku co jakiś czas pokapuje z nieba. Ja mam na sobie co prawda koszulkę termiczną z długim pod koszulką kolarską, spodenki 3/4 i długie rękawiczki ale trochę żałuję, że nie zabrałam dodatkowych spodenek termicznych.
Niedługo po nas przyjeżdża Krzychu z Olgą i Krzyśkiem. Olga dzisiaj startuje na nowym rowerze. Ciekawe, jak się jej będzie jechało.
Ponieważ jest mi zimno to postanawiam wykorzystać fakt, że jesteśmy tak wcześnie i objechać kawałek trasy przy okazji robiąc rozgrzewkę.
Oglądam sobie tak ze 3 początkowe kilometry, notując w pamięci tłuczone cegły, koleiny, objazd z lewej strony i ostry zakręt w prawo. Poza tym nie ma na początku żadnych atrakcji. Raczej nikt się nigdzie nie zakopie ani nie utknie u podnóża podjazdu. Po drodze dwa razy spotykam ekipę z BikeTires, w tym Damiana. Macham do niego ale nie wiem, czy mnie zauważył.
Oglądam sobie też ostatni kilometr trasy, wygląda fajnie - singielek, trochę pofałdowany, mniam. Znów spotykam BikeTiresowców :)
Potem wracam już na start. Zanim ustawię się w sektorze (5), idę do Olafa, który startuje z dziewiątki, jeszcze zamieniam dwa słowa i życzę powodzenia. Po drodze macha mi ze swojego sektora Arek.
W moim sektorze dzisiaj nie ma nikogo znajomego :( Nawet Beata mnie opuściła bo po Olsztynie awansowała do czwórki. Wdaję się w pogawędkę z rowerzystą z Rowerek.eu.
Start spokojny, staram się nie wyrywać. Trochę olewam, że wyprzedza mnie większość osób z sektora. Postanawiam pojechać pierwszą połowę spokojniej niż bym chciała. Jedzie mi się dobrze, ale prawdę mówiąc trasa jest dość nudna i nieciekawa.
Chyba jej nie lubię.
Po pierwsze, po raz kolejny jest po pętlach. Mega jedzie 2 pętle. Nie lubię tego bo na drugiej pętli na trasie zawsze jest już przerzedzone i często nikogo nie widzę przed sobą ani za sobą i nie wiem - czy ja jadę dobrze, czy źle? Może powinnam już była gdzieś odbić...? To jest stresujące.
Po drugie, mimo tego, że wczoraj popadało, na trasie jest dużo piachu. A najwięcej na podjazdach. Nie lubię tego bo z reguły na takich piaszczystych podjazdach nie starcza mi siły.
Po trzecie, jest wąsko. Co prawda jazda po singlu jest fajna, ale pod warunkiem, że się na nim jest samemu, ewentualnie z przodu. Nie ma jak wyprzedzać.
Po czwarte, są wertepy. Ciągle, wszędzie pełno korzeni i muld. Chyba tego najbardziej nie lubię.
Jeden z pierwszych zakrętów, jeszcze tłoczno (zdjęcie z galerii PatrycjaB z forum Mazovii)

Na dogonienie Beaty raczej nie mam widoków, za to wciąż na trasie mijam się z Zosią. Startowała dziś z mojego sektora (jak się okazało) więc w sumie jedziemy dość równo. Ale postanawiam się tak nie dać. Odsadzam ją dość mocno w okolicach dwudziestego kilometra i już jej potem nie widzę aż do mety. Za to właściwie nie widzę innych dziewczyn na trasie, poza jakąś siksą z WKK, którą wyprzedzam bez większych ceregieli.
Dzięki temu, że trochę spokojniej zaczęłam, drugą połowę trasy jedzie mi się równie dobrze, jak pierwszą. Nawet trochę przyspieszam i wyprzedzam sporo osób. Pod koniec, na singlu, jest super i jest flow. Ten singielek sprawia mi sporo frajdy i na metę wjeżdżam z gestem triumfatora.
Jest flow (zdjęcie z galerii Edyty Kuklińskiej)

Już niedaleko do mety (zdjęcie z galerii PatrycjaB z forum Mazovii)

Szybko jednak mina mi rzednie bo zaczyna padać i robi się okropnie zimno. Błyskawicznie spadam do auta się przebrać. Na szczęście dzisiaj nie było błota więc nie jestem jakaś okropnie brudna, nie szukam nawet prysznica. W międzyczasie przychodzi sms z wynikami, podium nie ma więc spokojnie dokańczam przebieranie i razem z Krzyśkiem idziemy zgarnąć z mety Olafa, Krzycha i Olgę.
W międzyczasie jeszcze utylizuję swój bon CMT (spodenki) i przekonuję się, że na bufecie nie ma nic do żarcia (w sensie ciasta). A nie chce mi się stać w kolei po makaron.
Krzychu dzisiaj pojechał bardzo dobrze, wskoczył do 5 sektora. Był tylko 3 minuty później ode mnie. Prawdopodobnie byłby szybszy, gdyby nie startował z dziewiątki. Oldze za to nie poszło, ale winimy źle ustawiony rower.
54 km (według orga 56km), czas 02:29:28
miejsce K3 5/18, open 15/40
rating nie za dobry ale znowu dzisiaj jechała Ula Luboińska, która odsadza całą zwyczajową czołówkę w przedbiegach.
Awans do 4 sektora, wcześnie w tym roku, ale będzie trudno go utrzymać. Utrzymam go zapewne dopóki mój wysoki wynik z Olsztyna nie odejdzie z wyliczanki sektorowej (czyli jeszcze przez 3 wyścigi).
Tak ogólnie to jakoś nie jestem zadowolona. Niby wynik niezły, ale mam wrażenie, że za bardzo jednak zluzowałam na początku. Mogłam pojechać trochę mocniej. Czwarta bym raczej nie była niezależnie od okoliczności, ale może ze 2 minuty by się udało urwać.
#
kadencja 72/115
Olaf jest rannym ptaszkiem i umawiamy się jakoś abstrakcyjnie wcześnie. Ale ponieważ korzystam z jego uprzejmości to nie marudzę za bardzo (tylko troszkę i udaje mi się przesunąć godzinę zbiórki z 8:00 na 8:30).
Olaf jest pod blokiem punktualnie jak szwajcarski zegarek więc szybko się zbieram i schodzę na dół.
W Legionowie jesteśmy o 9:15. Mamy w cholerę czasu. Zdejmujemy rowery z dachu i przygotowujemy się, ale nie jest nam za wesoło bo jest bardzo zimno. W dodatku co jakiś czas pokapuje z nieba. Ja mam na sobie co prawda koszulkę termiczną z długim pod koszulką kolarską, spodenki 3/4 i długie rękawiczki ale trochę żałuję, że nie zabrałam dodatkowych spodenek termicznych.
Niedługo po nas przyjeżdża Krzychu z Olgą i Krzyśkiem. Olga dzisiaj startuje na nowym rowerze. Ciekawe, jak się jej będzie jechało.
Ponieważ jest mi zimno to postanawiam wykorzystać fakt, że jesteśmy tak wcześnie i objechać kawałek trasy przy okazji robiąc rozgrzewkę.
Oglądam sobie tak ze 3 początkowe kilometry, notując w pamięci tłuczone cegły, koleiny, objazd z lewej strony i ostry zakręt w prawo. Poza tym nie ma na początku żadnych atrakcji. Raczej nikt się nigdzie nie zakopie ani nie utknie u podnóża podjazdu. Po drodze dwa razy spotykam ekipę z BikeTires, w tym Damiana. Macham do niego ale nie wiem, czy mnie zauważył.
Oglądam sobie też ostatni kilometr trasy, wygląda fajnie - singielek, trochę pofałdowany, mniam. Znów spotykam BikeTiresowców :)
Potem wracam już na start. Zanim ustawię się w sektorze (5), idę do Olafa, który startuje z dziewiątki, jeszcze zamieniam dwa słowa i życzę powodzenia. Po drodze macha mi ze swojego sektora Arek.
W moim sektorze dzisiaj nie ma nikogo znajomego :( Nawet Beata mnie opuściła bo po Olsztynie awansowała do czwórki. Wdaję się w pogawędkę z rowerzystą z Rowerek.eu.
Start spokojny, staram się nie wyrywać. Trochę olewam, że wyprzedza mnie większość osób z sektora. Postanawiam pojechać pierwszą połowę spokojniej niż bym chciała. Jedzie mi się dobrze, ale prawdę mówiąc trasa jest dość nudna i nieciekawa.
Chyba jej nie lubię.
Po pierwsze, po raz kolejny jest po pętlach. Mega jedzie 2 pętle. Nie lubię tego bo na drugiej pętli na trasie zawsze jest już przerzedzone i często nikogo nie widzę przed sobą ani za sobą i nie wiem - czy ja jadę dobrze, czy źle? Może powinnam już była gdzieś odbić...? To jest stresujące.
Po drugie, mimo tego, że wczoraj popadało, na trasie jest dużo piachu. A najwięcej na podjazdach. Nie lubię tego bo z reguły na takich piaszczystych podjazdach nie starcza mi siły.
Po trzecie, jest wąsko. Co prawda jazda po singlu jest fajna, ale pod warunkiem, że się na nim jest samemu, ewentualnie z przodu. Nie ma jak wyprzedzać.
Po czwarte, są wertepy. Ciągle, wszędzie pełno korzeni i muld. Chyba tego najbardziej nie lubię.
Jeden z pierwszych zakrętów, jeszcze tłoczno (zdjęcie z galerii PatrycjaB z forum Mazovii)

Na dogonienie Beaty raczej nie mam widoków, za to wciąż na trasie mijam się z Zosią. Startowała dziś z mojego sektora (jak się okazało) więc w sumie jedziemy dość równo. Ale postanawiam się tak nie dać. Odsadzam ją dość mocno w okolicach dwudziestego kilometra i już jej potem nie widzę aż do mety. Za to właściwie nie widzę innych dziewczyn na trasie, poza jakąś siksą z WKK, którą wyprzedzam bez większych ceregieli.
Dzięki temu, że trochę spokojniej zaczęłam, drugą połowę trasy jedzie mi się równie dobrze, jak pierwszą. Nawet trochę przyspieszam i wyprzedzam sporo osób. Pod koniec, na singlu, jest super i jest flow. Ten singielek sprawia mi sporo frajdy i na metę wjeżdżam z gestem triumfatora.
Jest flow (zdjęcie z galerii Edyty Kuklińskiej)

Już niedaleko do mety (zdjęcie z galerii PatrycjaB z forum Mazovii)

Szybko jednak mina mi rzednie bo zaczyna padać i robi się okropnie zimno. Błyskawicznie spadam do auta się przebrać. Na szczęście dzisiaj nie było błota więc nie jestem jakaś okropnie brudna, nie szukam nawet prysznica. W międzyczasie przychodzi sms z wynikami, podium nie ma więc spokojnie dokańczam przebieranie i razem z Krzyśkiem idziemy zgarnąć z mety Olafa, Krzycha i Olgę.
W międzyczasie jeszcze utylizuję swój bon CMT (spodenki) i przekonuję się, że na bufecie nie ma nic do żarcia (w sensie ciasta). A nie chce mi się stać w kolei po makaron.
Krzychu dzisiaj pojechał bardzo dobrze, wskoczył do 5 sektora. Był tylko 3 minuty później ode mnie. Prawdopodobnie byłby szybszy, gdyby nie startował z dziewiątki. Oldze za to nie poszło, ale winimy źle ustawiony rower.
54 km (według orga 56km), czas 02:29:28
miejsce K3 5/18, open 15/40
rating nie za dobry ale znowu dzisiaj jechała Ula Luboińska, która odsadza całą zwyczajową czołówkę w przedbiegach.
Awans do 4 sektora, wcześnie w tym roku, ale będzie trudno go utrzymać. Utrzymam go zapewne dopóki mój wysoki wynik z Olsztyna nie odejdzie z wyliczanki sektorowej (czyli jeszcze przez 3 wyścigi).
Tak ogólnie to jakoś nie jestem zadowolona. Niby wynik niezły, ale mam wrażenie, że za bardzo jednak zluzowałam na początku. Mogłam pojechać trochę mocniej. Czwarta bym raczej nie była niezależnie od okoliczności, ale może ze 2 minuty by się udało urwać.
#
kadencja 72/115
rozgrzewka - Mazovia Legionowo
Niedziela, 13 maja 2012 Kategoria wycieczki i inne spontany
| Km: | 8.28 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:36 | km/h: | 13.80 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 134134 ( 74%) | HRavg | 125( 69%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Skorzystałam z tego, że jestem wyjątkowo wcześnie przed startem i postanowiłam zrobić rozgrzewkę i objechać początkową część trasy. Zresztą było na tyle zimno, że rozgrzewka była naprawdę wskazana ;)
miesiąc drobnych wyrzeczeń
Piątek, 11 maja 2012 Kategoria dojazdy, trening
| Km: | 22.47 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:10 | km/h: | 19.26 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 160160 ( 88%) | HRavg | 133( 73%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: b'twin Triban 3 (sprzedany) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Od badań wydolnościowych, które miały miejsce około miesiąc temu, próbuję chudnąć. Nie stosuję żadnych wyćwirów typu dieta Dukana. Staram się jeść racjonalnie, żeby mój organizm miał co spalać. Najlepsza prawdę mówiąc jest dieta NŻT. Staram się ją stosować ale to trudne bo jest tyle pokus dookoła.
Mój organizm potrzebuje około 2600 kcal dziennie (biorąc pod uwagę podstawową przemianę materii i kalorie spalane podczas treningów). Postanowiłam zatem ograniczyć ilość do około 2000 kcal. Właściwie polega to na niewielkich wyrzeczeniach. Na przykład, zamiast codziennie pić piwo wieczorem, to piję co dwa dni ;) Staram się nie podżerać wieczorami (po 21wszej) - to jest chyba najtrudniejsze. Ale jeśli już koniecznie muszę, to zamiast 3 kanapek na słodko podjadam jogurt z musli. Zamiast majonezu Babuni w pracy używam majonezu light, i takie tam - drobiazgi. Ale na drobiazgach te około 600 kcal zyskuję.
Owszem, mam kryzysy. Na przykład gdy jedziemy z Markiem do Siedlec, to Marka Mama zawsze ma mnóstwo frykasów do podjadania. I np. po ostatnim pobycie w Siedlcach (w ostatni weekend kwietnia) przytyłam wszystko, co udało mi się schudnąć i musiałam zacząć od nowa.
W ostatni weekend w Olsztynie, przed zawodami, udało mi się zwalczyć pokusę obżarcia się na kolację, którą przygotował mój Wujek i tylko dlatego teraz mogę powiedzieć: 4 kg w dół :D:D
Dzisiaj rano waga pokazała 67,1 kg :) Czyli do osiągnięcia założonej wagi w pierwszym etapie zostały mi jeszcze 2 kg.
Jednak znów jadę do Siedlec, trzymajcie kciuki za moją silną wolę, haha ;)
Z powodu tego, co zobaczyłam na wadze, do pracy jechało mi się jak na skrzydłach. Chociaż, być może to z powodu wiatru w plecy... ;)
Przy powrocie miało być 1h spokojnej jazdy w pierwszej strefie tętna w miarę możliwości z uwzględnieniem zmian nachylenia.
Jazda w pierwszej strefie jest strasznie trudna bo trzeba jechać dość wolno a przy każdym przyspieszeniu tętno natychmiast wskakuje do drugiej strefy. Nie umiem tak jeździć. Zmiany nachylenia to była Agrykola a potem Fosa i Rodowicza.
Nie dojeździłam jednak pełnej godziny bo trochę mi było dzisiaj nie na rękę gdyż wieczorem szłam na koncert. Więc wyszło około 40 minut tylko. Ale ponieważ to miała być z założenia jazda regeneracyjna to uznałam, że skrócenie jej nie zaszkodzi.
Mój organizm potrzebuje około 2600 kcal dziennie (biorąc pod uwagę podstawową przemianę materii i kalorie spalane podczas treningów). Postanowiłam zatem ograniczyć ilość do około 2000 kcal. Właściwie polega to na niewielkich wyrzeczeniach. Na przykład, zamiast codziennie pić piwo wieczorem, to piję co dwa dni ;) Staram się nie podżerać wieczorami (po 21wszej) - to jest chyba najtrudniejsze. Ale jeśli już koniecznie muszę, to zamiast 3 kanapek na słodko podjadam jogurt z musli. Zamiast majonezu Babuni w pracy używam majonezu light, i takie tam - drobiazgi. Ale na drobiazgach te około 600 kcal zyskuję.
Owszem, mam kryzysy. Na przykład gdy jedziemy z Markiem do Siedlec, to Marka Mama zawsze ma mnóstwo frykasów do podjadania. I np. po ostatnim pobycie w Siedlcach (w ostatni weekend kwietnia) przytyłam wszystko, co udało mi się schudnąć i musiałam zacząć od nowa.
W ostatni weekend w Olsztynie, przed zawodami, udało mi się zwalczyć pokusę obżarcia się na kolację, którą przygotował mój Wujek i tylko dlatego teraz mogę powiedzieć: 4 kg w dół :D:D
Dzisiaj rano waga pokazała 67,1 kg :) Czyli do osiągnięcia założonej wagi w pierwszym etapie zostały mi jeszcze 2 kg.
Jednak znów jadę do Siedlec, trzymajcie kciuki za moją silną wolę, haha ;)
Z powodu tego, co zobaczyłam na wadze, do pracy jechało mi się jak na skrzydłach. Chociaż, być może to z powodu wiatru w plecy... ;)
Przy powrocie miało być 1h spokojnej jazdy w pierwszej strefie tętna w miarę możliwości z uwzględnieniem zmian nachylenia.
Jazda w pierwszej strefie jest strasznie trudna bo trzeba jechać dość wolno a przy każdym przyspieszeniu tętno natychmiast wskakuje do drugiej strefy. Nie umiem tak jeździć. Zmiany nachylenia to była Agrykola a potem Fosa i Rodowicza.
Nie dojeździłam jednak pełnej godziny bo trochę mi było dzisiaj nie na rękę gdyż wieczorem szłam na koncert. Więc wyszło około 40 minut tylko. Ale ponieważ to miała być z założenia jazda regeneracyjna to uznałam, że skrócenie jej nie zaszkodzi.
praca
Czwartek, 10 maja 2012 Kategoria dojazdy
| Km: | 31.35 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:37 | km/h: | 19.39 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 155155 ( 86%) | HRavg | 128( 71%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dzisiaj na Skocinie bo musiałam sprawdzić czy po regulacji wszystko bangla. Otóż, nie bangla. Tzn. bangla, ale nie tak, jakbym chciała. Cały czas mam uczucie, że to wszystko z winy kasety SLX, którą mi zamontowali przy poprzednim serwisie bo akurat nie mieli na stanie XT. Blah. Ale trudno, dorżnę tą i potem będę miała XT choćby żabami z nieba padało.
W ogóle, nie sądziłam, że na moim poziomie jestem w stanie wyczuć różnicę w działaniu kasety SLX i XT - ale wygląda na to, ze jednak jestem w stanie.
W ogóle, nie sądziłam, że na moim poziomie jestem w stanie wyczuć różnicę w działaniu kasety SLX i XT - ale wygląda na to, ze jednak jestem w stanie.
szalone tętno
Środa, 9 maja 2012 Kategoria bieganie, trening
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:59 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 165165 ( 91%) | HRavg | 148( 82%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Trening biegowy, pierwszy raz według stref tętna.
Jacek zapowiedział pracę w tlenie więc zaplanował rytmy w strefie poniżej progu mleczanowego.
No i dupa bo kompletnie nie umiem się wpasować w tę strefę.
Albo było za wolno i tętno nie dochodziło do 3 strefy albo było za szybko i wyskakiwało do 4 a potem, w przerwie, nie chciało spaść.
Dopiero pod sam koniec wypracowałam sobie tempo, jakim powinnam biec.
Trening był dość lekki ale jakiś taki... męczący.
rozgrzewka ok 4 km strefa 2
rytmy (100m x 100m + 200m x 200m) x 5 strefa 3
rozbieganie ok 2 km
Jacek zapowiedział pracę w tlenie więc zaplanował rytmy w strefie poniżej progu mleczanowego.
No i dupa bo kompletnie nie umiem się wpasować w tę strefę.
Albo było za wolno i tętno nie dochodziło do 3 strefy albo było za szybko i wyskakiwało do 4 a potem, w przerwie, nie chciało spaść.
Dopiero pod sam koniec wypracowałam sobie tempo, jakim powinnam biec.
Trening był dość lekki ale jakiś taki... męczący.
rozgrzewka ok 4 km strefa 2
rytmy (100m x 100m + 200m x 200m) x 5 strefa 3
rozbieganie ok 2 km
praca
Środa, 9 maja 2012 Kategoria dojazdy
| Km: | 19.09 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:57 | km/h: | 20.09 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 163163 ( 90%) | HRavg | 133( 73%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: b'twin Triban 3 (sprzedany) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dzisiaj najkrótszą trasą bo byłam umówiona do fryzjera po południu :)
Rano zimno, znowu w bluzie. Kiedy wreszcie ta wiosna się wykokosi?
Rano zimno, znowu w bluzie. Kiedy wreszcie ta wiosna się wykokosi?
faceci lecą na rowerzystki
Wtorek, 8 maja 2012 Kategoria dojazdy, trening
| Km: | 42.43 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:57 | km/h: | 21.76 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 160160 ( 88%) | HRavg | 130( 72%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Zastanawiałam się, przed wyjściem z pracy, czy założyć długi rękaw. Zdecydowałam, że nie założę jednak, bo wyglądało na to, że jest dość ciepło. I faktycznie. W porównaniu do poranka, było bardzo przyjemne ciepełko - temperatura idealna.
Dojazd na Okrzeszyn i tam interwały z wysoką kadencją. Przyznam, że ciężko się w ciągu 30 sekund wkręcić do czwartej strefy tętna. Naprawdę musiałam się ostro nakombinować a po zakończonym treningu nogi miałam jak z ołowiu. Przez dłuższy czas po zakończeniu kręciłam z kadencją bliską 60 ;)
Podczas powrotu, już na dojeździe do LK, dogonił mnie jakiś biker i zasapany zagadnął, jak dojedzie... no właśnie - sam nie umiał powiedzieć gdzie chce dojechać. Coś tam gadał o jakimś krzyżu więc wysnułam przypuszczenie, że chodzi mu o miejsce katastrofy lotniczej. Jednak nie. Ponieważ jego opowieści o tym, gdzie chce dojechać były dość mętne, uznałam, że próbuje nawiązać znajomość. I faktycznie, za chwilę Tomek (bo tak się przedstawił) zmienił temat - zapytał mnie o imię, zapytał gdzie jadę i wyraził zdziwienie, że do domu ;) Próbował mnie namówić na wspólną jazdę ale mu powiedziałam, że narzeczony na mnie czeka i życzyłam mu miłej jazdy.
No cóż, to miłe, że jeszcze ktoś mnie podrywa ;) Z podbudowanym EGO ruszyłam dalej, na myjnię i do Bikemana oddać Skocinkę na przegląd.
rozgrzewka
3 serie interwałów 30 sek x 20 sek x 10, przerwy 3 min.
rozjazd
kadencja 82/113
Dojazd na Okrzeszyn i tam interwały z wysoką kadencją. Przyznam, że ciężko się w ciągu 30 sekund wkręcić do czwartej strefy tętna. Naprawdę musiałam się ostro nakombinować a po zakończonym treningu nogi miałam jak z ołowiu. Przez dłuższy czas po zakończeniu kręciłam z kadencją bliską 60 ;)
Podczas powrotu, już na dojeździe do LK, dogonił mnie jakiś biker i zasapany zagadnął, jak dojedzie... no właśnie - sam nie umiał powiedzieć gdzie chce dojechać. Coś tam gadał o jakimś krzyżu więc wysnułam przypuszczenie, że chodzi mu o miejsce katastrofy lotniczej. Jednak nie. Ponieważ jego opowieści o tym, gdzie chce dojechać były dość mętne, uznałam, że próbuje nawiązać znajomość. I faktycznie, za chwilę Tomek (bo tak się przedstawił) zmienił temat - zapytał mnie o imię, zapytał gdzie jadę i wyraził zdziwienie, że do domu ;) Próbował mnie namówić na wspólną jazdę ale mu powiedziałam, że narzeczony na mnie czeka i życzyłam mu miłej jazdy.
No cóż, to miłe, że jeszcze ktoś mnie podrywa ;) Z podbudowanym EGO ruszyłam dalej, na myjnię i do Bikemana oddać Skocinkę na przegląd.
rozgrzewka
3 serie interwałów 30 sek x 20 sek x 10, przerwy 3 min.
rozjazd
kadencja 82/113
bbbrrrRRR!
Wtorek, 8 maja 2012 Kategoria dojazdy
| Km: | 9.19 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:28 | km/h: | 19.69 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 152152 ( 84%) | HRavg | 128( 71%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
O rety, rety! Ale zimno :) Nie sądziłam, że w tym sezonie jeszcze będę musiała grzebać w szafie w poszukiwaniu cieplejszych ciuchów. A jednak. Nie grzebałam jednak długo - wygrzebałam tylko koszulkę termiczną z długim.
Jadąc do pracy trochę jednak żałowałam, że nie wygrzebałam też spodenek 3/4 bo w kolana mi było chłodno.
Na szczęście słonko dogrzewa dzisiaj więc po południu powinno już być ciepło.
Wczoraj postanowiłam skorzystać z nowej karty Benefit, którą mam z pracy i pójść za darmo na basen :) Poszliśmy z Markiem do Aquafit na Kabatach. Trochę się popluskaliśmy w basenie a potem jacuzzi i sauna. Fajnie było. Przy okazji sprawdziłam, ile mogę przepłynąć pod wodą - przepływam całą długość basenu czyli 20 metrów (to mały basen jest).
Jadąc do pracy trochę jednak żałowałam, że nie wygrzebałam też spodenek 3/4 bo w kolana mi było chłodno.
Na szczęście słonko dogrzewa dzisiaj więc po południu powinno już być ciepło.
Wczoraj postanowiłam skorzystać z nowej karty Benefit, którą mam z pracy i pójść za darmo na basen :) Poszliśmy z Markiem do Aquafit na Kabatach. Trochę się popluskaliśmy w basenie a potem jacuzzi i sauna. Fajnie było. Przy okazji sprawdziłam, ile mogę przepłynąć pod wodą - przepływam całą długość basenu czyli 20 metrów (to mały basen jest).
Merida Mazovia MTB Olsztyn - zaskakujący przypływ sił
Niedziela, 6 maja 2012 Kategoria >50 km, wyścigi, ze zdjęciami
| Km: | 61.64 | Km teren: | 54.00 | Czas: | 02:56 | km/h: | 21.01 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 172172 ( 95%) | HRavg | 160( 88%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Szykuję się dzisiaj na siedzenie na kole Beacie. Dobrze się jej siedzi na kole bo ona dobrze jeździ ;) Niestety, plan pali na panewce zaraz za startem, ale od początku.
Beatę na wszelki wypadek zasłoniłam ;)

Na początku jest zimny deszcz. Równiutko o 11tej zaczyna padać. Ale potem na szczęście jest już lepiej bo deszcz tylko postraszył i sobie poszedł. Gorzej, że robi się zimno. Mnie w ogóle nie przyszło do głowy, że po tych ostatnich upałach, nawet jeszcze w sobotę, może zrobić się tak zimno. Na starcie jeszcze nie jest tak źle, ale pod koniec termometr w liczniku pokazuje około 10 stopni. Pół biedy gdy jedzie się przez las ale na otwartym terenie zimno robi się przenikliwe.
Miejsce startu, moim zdaniem, dość niefortunne. Teren szkoły, dość ciasny. Sektory stoją ustawione wężykiem a wyjeżdża się wąską ścieżką, nieledwie gęsiego. Więc już gdy przesuwamy się do linii startu mnie i Beatę rozdziela kilku innych rowerzystów, wpychających się z boku. Ale to nie jest wielki problem, bo wiem, że jestem w stanie ją dogonić zaraz po starcie.
Po wyjechaniu z terenu szkoły przez dość długi czas nie mogę się rozgrzać i wskoczyć na wysokie obroty. Dopiero Norbert mnie trochę motywuje, krzycząc, żebym podgoniła bo za mną zrobił się pociąg.
Niestety, gdy celem podgonienia chcę wrzucić na blat z przodu, łańcuch robi coś kompletnie dziwnego, a mianowicie spada po zewnętrznej stronie korby. Nigdy dotychczas mi się to nie zdarzyło. Spadał w różnych sytuacjach, przeważnie przy redukcji, ale nie przy multiplikacji, w dodatku z przodu. Chyba się cholerstwo rozregulowało.
Jeszcze się trzymam Norberta (zdjęcie z galerii użytkownika PaulP z forum Mazovii)

Trochę pada (zdjęcie z galerii użytkownika PatrycjaB z forum Mazovii

Przez chwilę nie jestem pewna co się stało. Gdy patrzę w dół, okazuje się, że łańcuch prawie się oplątał wokół ramienia korby - przeraziłam się, że się zerwał. Na szczęście nie jest aż tak źle. Muszę się co prawda zatrzymać i poprawić - za pierwszym razem nie chce wskoczyć więc chwilę się z nim siłuję. W międzyczasie mija mnie cały kolejny sektor (7), co oznacza, że mam prawdopodobnie ponad minutę straty. Szlag.
No cóż, zdarza się, awaria rzecz codzienna - ja i tak mam ich dość mało podczas zawodów. Wsiadam z powrotem na rower i zaczynam gonić. Wiem, że na dogonienie Beaty nie mam większych szans, ale chcę chociaż dogonić sektor więc staram się jechać tak szybko, jak to tylko możliwe.
Wiem mniej więcej, kiedy spodziewać się premii Autolandu więc cisnę ile sił, jednak nie spodziewałam się, że jest ona umiejscowiona na takiej ściance. Jak dla mnie - niepodjeżdżalnej. Słyszałam po zawodach plotkę, że podobno tylko 4 osoby podjechały tę górkę.
Po premii zaczyna mi się jechać dość nędznie. W przybliżeniu, mniej więcej równie dobrze mi się jedzie, co biegło mi się w czwartek, czyli beznadziejnie. Jakaś jestem zdechła i chociaż wyprzedzam kilka osób, po niedługim czasie to mnie zaczynają wyprzedzać. Wyprzedza mnie nawet Zosia, od której z reguły jestem szybsza. Wyprzedza i ginie.
Pierwsza połowa trasy upływa mi na siłowaniu się z profilem trasy i walce z samą sobą. Pierwsza połowa jest kondycyjno-wytrzymałościowa. Jest dużo podjazdów o różnej długości i nastromieniu, które dają mi trochę w kość. Cały czas coś się dzieje - podjazd, zjazd, wertepy, zjazd, podjazd, wertepy. Nie ma kiedy się napić, nie wspominając już o zjedzeniu żelu. Zaczynam mieć dość bardzo szybko. Około 16 kilometra wciągam żel, potem drugi około 30go. Poza tym postanawiam trochę odpuścić i jadę nieco lżej, niż bym chciała.
Chyba to odpuszczenie i zjedzenie dwóch żeli ma zbawienny efekt bo w drugiej połowie czuję, jakby mi doszły skrzydła. Jedzie mi się o wiele lepiej, płynniej. Chyba zresztą najbardziej kondycyjna część już za mną bo w drugiej połowie podjazdy są jakby łagodniejsze i jest ich mniej. Jedzie mi się coraz fajniej i zaczynam wyprzedzać innych zawodników. Rozkręcam się i dopiero zaczynam doceniać uroki trasy.
Prędkość taka, że aż mię rozmazało (fotka z galerii użytkownika gpm7 z forum Mazovii

Fajne, kondycyjne podjazdy różnego rodzaju. Fajne, szybkie zjazdy. Trzy zjazdy dość strome, ale dwa z nich zjeżdżam bez większych obaw (jednym z nich jest ścianka Autolandu, tylko w przeciwnym kierunku). Trzeci natomiast wywołuje u mnie zastrzyk adrenaliny bo nie dość, że jest całkiem stromy, to jeszcze usiany korzeniami. Zjeżdżam go - jak na mnie - dość szybko, z komarami w zębach. W dodatku obok stoją jacyś kibice i biją brawo, krzyczą i ogólnie warto dla nich trochę poszarżować na tym zjeździe ;)
Mielimy, mielimy... (Zdjęcie z galerii użytkownika gpm7 z forum Mazovii)

Jeden podjazd również wywołuje u mnie uśmiech, z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że jest fajny. Po klasycznym, starym, zniszczonym bruku, kręty i wąski. Obok również stoją mieszkańcy okolicznych domów i dopingują intensywnie. Drugi powód to taki, że udaje mi się tu dojść Zosię i zaraz ją wyprzedzić (ale nie powiem, było ciężko, goniłam ją ze 20 kilometrów!).
Są jednak i mankamenty, przede wszystkim pogodowe. Jest zimno. Ja jestem ubrana całkiem na krótko i naprawdę żałuję, że nie założyłam bluzy i długich rękawiczek. Zwłaszcza na fragmentach na otwartym terenie, których jest dość sporo. Na jednym w dodatku jest taki wmordewind, że wszyscy mielą po prostym jakby jechali pod górkę.
Dość sporo jest również asfaltu. Ja co prawda lubię asfalt, bo on daje trochę odpocząć i podgonić, ale jak jest go za dużo to też niedobrze. A dzisiaj jest go chyba z 7-8 kilometrów. Kolejnym mankamentem jest to, że gdy jestem przekonana, że do mety mam jeszcze tylko 4 kilometry i zasuwam ile bozia dała, to nagle widzę tabliczkę... "8 km do mety". Ups.
Tuż przed metą wyprzedza mnie jakaś siksa z BSA, ech. Chyba to była Justyna Zawistowska, bo nie widzę innej kandydatki na to.
Ostatnie metry przed metą (zdjęcie z galerii użytkownika ArteQ z forum Mazovii

Wjeżdżam na metę całkiem dobrym tempem, mam jeszcze siłę na finisz chociaż nie ma z kim się ścigać. Na mecie już stoi Marek i Ciocia. Ciocia, jak to Ciocia, drze się jak opętana i dopinguje chyba wszystkich wjeżdżających, strasznie ją za to kocham.
Jeszcze finisz

Za metą spotykam kapitana mojego teamu, Daniela i Beatę. Chwilkę gadamy. Beata robi mi nadzieję na podium (ona się dość dobrze orientuje, kto jak jechał i kto jest obecny z czołówki). Jednak jest bardzo zimno więc postanawiam nie czekać bezczynnie na smsa z wynikiem, idę się umyć. Po drodze spotykam znaną osobistość, Henia Sytnera z Trójki więc korzystam z okazji żeby mieć z nim zdjęcie.
"Ale fajna trasa!"

"...I był taki zarąbisty zjazd z korzeniami"

Z Henrykiem Sytnerem

Gdy już wyłażę z szatni przychodzi sms :D:D Jestem trzecia. Super! Ciocia znów mi przyniosła szczęście :) Chyba muszę ją zabierać na wszystkie zawody (w zeszłym roku podium było dwa razy, za każdym razem gdy Ciocia mi towarzyszyła na zawodach).
Ten wyszczerz mówi wszystko. A za Renatę był jakiś facet ;)

Oklaskujemy też Beatę

Ogólnie to mimo kiepskiego samopoczucia w pierwszej połowie, zawody oceniam jako bardzo udane. Dobre tempo, dobry wynik, mała strata do czołówki.
64 km / 02:55:49
K3: 3/9, open 9/31
Strata do Klimczuk (drugiej) niecałe 1,5 minuty, do Renaty (pierwszej) też nieduża, tylko 5 minut.
Z Beatą przegrałam o około 8 minut, ale to i tak jest dobry wynik.
No i awans do 5 sektora :)
kadencja 76/171
#
Beatę na wszelki wypadek zasłoniłam ;)

Na początku jest zimny deszcz. Równiutko o 11tej zaczyna padać. Ale potem na szczęście jest już lepiej bo deszcz tylko postraszył i sobie poszedł. Gorzej, że robi się zimno. Mnie w ogóle nie przyszło do głowy, że po tych ostatnich upałach, nawet jeszcze w sobotę, może zrobić się tak zimno. Na starcie jeszcze nie jest tak źle, ale pod koniec termometr w liczniku pokazuje około 10 stopni. Pół biedy gdy jedzie się przez las ale na otwartym terenie zimno robi się przenikliwe.
Miejsce startu, moim zdaniem, dość niefortunne. Teren szkoły, dość ciasny. Sektory stoją ustawione wężykiem a wyjeżdża się wąską ścieżką, nieledwie gęsiego. Więc już gdy przesuwamy się do linii startu mnie i Beatę rozdziela kilku innych rowerzystów, wpychających się z boku. Ale to nie jest wielki problem, bo wiem, że jestem w stanie ją dogonić zaraz po starcie.
Po wyjechaniu z terenu szkoły przez dość długi czas nie mogę się rozgrzać i wskoczyć na wysokie obroty. Dopiero Norbert mnie trochę motywuje, krzycząc, żebym podgoniła bo za mną zrobił się pociąg.
Niestety, gdy celem podgonienia chcę wrzucić na blat z przodu, łańcuch robi coś kompletnie dziwnego, a mianowicie spada po zewnętrznej stronie korby. Nigdy dotychczas mi się to nie zdarzyło. Spadał w różnych sytuacjach, przeważnie przy redukcji, ale nie przy multiplikacji, w dodatku z przodu. Chyba się cholerstwo rozregulowało.
Jeszcze się trzymam Norberta (zdjęcie z galerii użytkownika PaulP z forum Mazovii)

Trochę pada (zdjęcie z galerii użytkownika PatrycjaB z forum Mazovii

Przez chwilę nie jestem pewna co się stało. Gdy patrzę w dół, okazuje się, że łańcuch prawie się oplątał wokół ramienia korby - przeraziłam się, że się zerwał. Na szczęście nie jest aż tak źle. Muszę się co prawda zatrzymać i poprawić - za pierwszym razem nie chce wskoczyć więc chwilę się z nim siłuję. W międzyczasie mija mnie cały kolejny sektor (7), co oznacza, że mam prawdopodobnie ponad minutę straty. Szlag.
No cóż, zdarza się, awaria rzecz codzienna - ja i tak mam ich dość mało podczas zawodów. Wsiadam z powrotem na rower i zaczynam gonić. Wiem, że na dogonienie Beaty nie mam większych szans, ale chcę chociaż dogonić sektor więc staram się jechać tak szybko, jak to tylko możliwe.
Wiem mniej więcej, kiedy spodziewać się premii Autolandu więc cisnę ile sił, jednak nie spodziewałam się, że jest ona umiejscowiona na takiej ściance. Jak dla mnie - niepodjeżdżalnej. Słyszałam po zawodach plotkę, że podobno tylko 4 osoby podjechały tę górkę.
Po premii zaczyna mi się jechać dość nędznie. W przybliżeniu, mniej więcej równie dobrze mi się jedzie, co biegło mi się w czwartek, czyli beznadziejnie. Jakaś jestem zdechła i chociaż wyprzedzam kilka osób, po niedługim czasie to mnie zaczynają wyprzedzać. Wyprzedza mnie nawet Zosia, od której z reguły jestem szybsza. Wyprzedza i ginie.
Pierwsza połowa trasy upływa mi na siłowaniu się z profilem trasy i walce z samą sobą. Pierwsza połowa jest kondycyjno-wytrzymałościowa. Jest dużo podjazdów o różnej długości i nastromieniu, które dają mi trochę w kość. Cały czas coś się dzieje - podjazd, zjazd, wertepy, zjazd, podjazd, wertepy. Nie ma kiedy się napić, nie wspominając już o zjedzeniu żelu. Zaczynam mieć dość bardzo szybko. Około 16 kilometra wciągam żel, potem drugi około 30go. Poza tym postanawiam trochę odpuścić i jadę nieco lżej, niż bym chciała.
Chyba to odpuszczenie i zjedzenie dwóch żeli ma zbawienny efekt bo w drugiej połowie czuję, jakby mi doszły skrzydła. Jedzie mi się o wiele lepiej, płynniej. Chyba zresztą najbardziej kondycyjna część już za mną bo w drugiej połowie podjazdy są jakby łagodniejsze i jest ich mniej. Jedzie mi się coraz fajniej i zaczynam wyprzedzać innych zawodników. Rozkręcam się i dopiero zaczynam doceniać uroki trasy.
Prędkość taka, że aż mię rozmazało (fotka z galerii użytkownika gpm7 z forum Mazovii

Fajne, kondycyjne podjazdy różnego rodzaju. Fajne, szybkie zjazdy. Trzy zjazdy dość strome, ale dwa z nich zjeżdżam bez większych obaw (jednym z nich jest ścianka Autolandu, tylko w przeciwnym kierunku). Trzeci natomiast wywołuje u mnie zastrzyk adrenaliny bo nie dość, że jest całkiem stromy, to jeszcze usiany korzeniami. Zjeżdżam go - jak na mnie - dość szybko, z komarami w zębach. W dodatku obok stoją jacyś kibice i biją brawo, krzyczą i ogólnie warto dla nich trochę poszarżować na tym zjeździe ;)
Mielimy, mielimy... (Zdjęcie z galerii użytkownika gpm7 z forum Mazovii)

Jeden podjazd również wywołuje u mnie uśmiech, z dwóch powodów. Pierwszy to taki, że jest fajny. Po klasycznym, starym, zniszczonym bruku, kręty i wąski. Obok również stoją mieszkańcy okolicznych domów i dopingują intensywnie. Drugi powód to taki, że udaje mi się tu dojść Zosię i zaraz ją wyprzedzić (ale nie powiem, było ciężko, goniłam ją ze 20 kilometrów!).
Są jednak i mankamenty, przede wszystkim pogodowe. Jest zimno. Ja jestem ubrana całkiem na krótko i naprawdę żałuję, że nie założyłam bluzy i długich rękawiczek. Zwłaszcza na fragmentach na otwartym terenie, których jest dość sporo. Na jednym w dodatku jest taki wmordewind, że wszyscy mielą po prostym jakby jechali pod górkę.
Dość sporo jest również asfaltu. Ja co prawda lubię asfalt, bo on daje trochę odpocząć i podgonić, ale jak jest go za dużo to też niedobrze. A dzisiaj jest go chyba z 7-8 kilometrów. Kolejnym mankamentem jest to, że gdy jestem przekonana, że do mety mam jeszcze tylko 4 kilometry i zasuwam ile bozia dała, to nagle widzę tabliczkę... "8 km do mety". Ups.
Tuż przed metą wyprzedza mnie jakaś siksa z BSA, ech. Chyba to była Justyna Zawistowska, bo nie widzę innej kandydatki na to.
Ostatnie metry przed metą (zdjęcie z galerii użytkownika ArteQ z forum Mazovii

Wjeżdżam na metę całkiem dobrym tempem, mam jeszcze siłę na finisz chociaż nie ma z kim się ścigać. Na mecie już stoi Marek i Ciocia. Ciocia, jak to Ciocia, drze się jak opętana i dopinguje chyba wszystkich wjeżdżających, strasznie ją za to kocham.
Jeszcze finisz

Za metą spotykam kapitana mojego teamu, Daniela i Beatę. Chwilkę gadamy. Beata robi mi nadzieję na podium (ona się dość dobrze orientuje, kto jak jechał i kto jest obecny z czołówki). Jednak jest bardzo zimno więc postanawiam nie czekać bezczynnie na smsa z wynikiem, idę się umyć. Po drodze spotykam znaną osobistość, Henia Sytnera z Trójki więc korzystam z okazji żeby mieć z nim zdjęcie.
"Ale fajna trasa!"

"...I był taki zarąbisty zjazd z korzeniami"

Z Henrykiem Sytnerem

Gdy już wyłażę z szatni przychodzi sms :D:D Jestem trzecia. Super! Ciocia znów mi przyniosła szczęście :) Chyba muszę ją zabierać na wszystkie zawody (w zeszłym roku podium było dwa razy, za każdym razem gdy Ciocia mi towarzyszyła na zawodach).
Ten wyszczerz mówi wszystko. A za Renatę był jakiś facet ;)

Oklaskujemy też Beatę

Ogólnie to mimo kiepskiego samopoczucia w pierwszej połowie, zawody oceniam jako bardzo udane. Dobre tempo, dobry wynik, mała strata do czołówki.
64 km / 02:55:49
K3: 3/9, open 9/31
Strata do Klimczuk (drugiej) niecałe 1,5 minuty, do Renaty (pierwszej) też nieduża, tylko 5 minut.
Z Beatą przegrałam o około 8 minut, ale to i tak jest dobry wynik.
No i awans do 5 sektora :)
kadencja 76/171
#







