dobry trening
Piątek, 4 maja 2012
| Km: | 32.61 | Km teren: | 11.00 | Czas: | 01:27 | km/h: | 22.49 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 170170 ( 94%) | HRavg | 134( 74%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po czym poznać, że zrobiło się naprawdę dobry trening? Po tym, że robisz cały na maksa, od początku do końca a potem leżysz na kierownicy przez dłuższą chwilę, ledwo zipiąc ;)
Tak właśnie dzisiaj było. Wszystkie powtórzenia na maksa, w strefie 4, w tempie około 30 km/h. Dobrze, że trochę zaczął kropić deszczyk, to spacerowicze się zmyli i nie przeszkadzali.
Na dojeździe do LK usiadł mi na karku jakiś wielki biker. Wiózł mi się na kole dłuższą chwilę, śmiem twierdzić, że kilka km. Ale w końcu dał zmianę. Jednak on był wypoczęty a ja już zmęczona więc nie utrzymałam tej zmiany. A w cholerę, niech jedzie ;) W końcu co to za porządki, żeby wielki facet wiózł się na kole kobiecie?
rozgrzewka
1 min x 30 sek x 10
rozjazd
kadencja 80/173
Tak właśnie dzisiaj było. Wszystkie powtórzenia na maksa, w strefie 4, w tempie około 30 km/h. Dobrze, że trochę zaczął kropić deszczyk, to spacerowicze się zmyli i nie przeszkadzali.
Na dojeździe do LK usiadł mi na karku jakiś wielki biker. Wiózł mi się na kole dłuższą chwilę, śmiem twierdzić, że kilka km. Ale w końcu dał zmianę. Jednak on był wypoczęty a ja już zmęczona więc nie utrzymałam tej zmiany. A w cholerę, niech jedzie ;) W końcu co to za porządki, żeby wielki facet wiózł się na kole kobiecie?
rozgrzewka
1 min x 30 sek x 10
rozjazd
kadencja 80/173
kolejny rekord
Piątek, 4 maja 2012 Kategoria dojazdy
| Km: | 9.37 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:24 | km/h: | 23.42 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Znów pobiłam rekord w czasie dojazdu do pracy. I to mimo tego, że jeszcze zajechałam pod śmietnik wyrzucić worek ;)
Równo 24 minuty spod bloku do momentu zaparkowania w garażu :)
Ale zgrzałam się niemiłosiernie ;)
Równo 24 minuty spod bloku do momentu zaparkowania w garażu :)
Ale zgrzałam się niemiłosiernie ;)
Bieg Konstytucji 3 Maja
Czwartek, 3 maja 2012 Kategoria zawody biegowe, bieganie
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:27 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 175175 ( 97%) | HRavg | 166( 92%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Tylko zmiana butów z SPD na biegowe i skok na biuro zawodów. Odbiór pakietów szybki i bezbolesny - ładna techniczna koszulka, Asics (!). Czasem wydanie 50 zł na pakiet startowy się zdecydowanie opłaca ;)
Swoje musieliśmy odsiedzieć bo biuro zawodów według grafiku miało być czynne tylko do 9:30 a start biegu dopiero o 11:00. Oczywiście okazało się, że biuro było czynne długo jeszcze, aż prawie do rozpoczęcia biegu. No ale cóż, przyjście późniejsze byłoby jakimś ryzykiem. Trochę połaziliśmy, trochę posiedzieliśmy. Gdy szliśmy już na miejsce startu pojawił się Krzysiek na swojej kolarce, którego wcześniej namówiłam, żeby przyszedł nam pokibicować.
Skwapliwie skorzystaliśmy z okazji i oddaliśmy mu zbędny balast (klucze, telefon itd.).
Miejsce startu, moim zdaniem, dość niefortunne, na ul. Rozbrat (niedaleko WOSiR), która to uliczka jest dość wąska. Przepchnęliśmy się z Markiem trochę do przodu, żeby nie musieć przepychać się w początkowej fazie biegu. W moim przypadku jednego to niezbyt pomogło - i tak musiałam się przepychać.
Na przepychankach traci się cenne sekundy :(
Na początek czekał podbieg bo z Rozbrat skręcało się w Górnośląską. Moje plany były takie, że - no dobra, fajnie, podbieg wezmę na świeżo, bo jest tuż po starcie, a potem będzie już tylko łatwiej.
Gówno prawda. Tak się "zafiksowałam" na tym, żeby utrzymać tempo 05:23, że kompletnie bez sensu spaliłam się na tym podbiegu. I potem było już tylko gorzej.
Nie pomogły płaskie jak deska Al. Ujazdowskie, nie pomógł zarąbisty zbieg Agrykolą. Było gorzej i gorzej. W dodatku upał nie pomagał.
Poza tym od samego startu chciało mi się pić i siku ;) Masakra.
Na 3,5km (na Czerniakowskiej) dopadł mnie taki kryzys, że musiałam przejść na moment do marszu. Potem było mi już ciężko utrzymać nawet 05:30 i zaczęłam się martwić nawet nie o złamanie 27 minut ale choćby o złamanie życiówki (27:31).
Kolejny kryzys był kilometr później, na Łazienkowskiej, gdy w zasadzie meta już była tuż tuż. A ja znów musiałam przejść do marszu, w dodatku zhiperwentylowałam się kompletnie. Udało mi się co prawda przyspieszyć na ostatnich kilkuset metrach ale to nie poprawiło zbytnio tempa.
Wbiegłam na metę kompletnie zmasakrowana, Garmin pokazywał 27:30. No cóż, w tym momencie to dopiero czas oficjalny pokaże, czy jest ta durna życiówka, czy też nie.
Marek z Krzyśkiem już na mnie czekali za barierkami. W zasadzie to wyrwałam Markowi z ręki resztkę Powera i wychłeptałam go zanim zdążył powiedzieć "ale...".
Potem dopiero ruszyłam się do bufetu po własnego Powera i wodę. Pół wody wylałam na siebie, bo musiałam się schłodzić. Resztę picia wypiłam duszkiem.
Gdy doszliśmy do Pepsi Areny po rowery, dotarł sms z czasem: 00:27:26. Czyli życiówka pobita o 5 sekund.
No, nie takiego wyniku się spodziewałam... ale lepszy rydz niż nic ;) Zawszę mogę zwalić na podbieg ;)
Nowe buty spisały się doskonale - nie obcieram sobie w nich paluchów, nawet w upał, co mnie cieszy. Spodenki za to są dość potliwe ale wygodne.
dystans: 5km, czas: 00:27:26
Swoje musieliśmy odsiedzieć bo biuro zawodów według grafiku miało być czynne tylko do 9:30 a start biegu dopiero o 11:00. Oczywiście okazało się, że biuro było czynne długo jeszcze, aż prawie do rozpoczęcia biegu. No ale cóż, przyjście późniejsze byłoby jakimś ryzykiem. Trochę połaziliśmy, trochę posiedzieliśmy. Gdy szliśmy już na miejsce startu pojawił się Krzysiek na swojej kolarce, którego wcześniej namówiłam, żeby przyszedł nam pokibicować.
Skwapliwie skorzystaliśmy z okazji i oddaliśmy mu zbędny balast (klucze, telefon itd.).
Miejsce startu, moim zdaniem, dość niefortunne, na ul. Rozbrat (niedaleko WOSiR), która to uliczka jest dość wąska. Przepchnęliśmy się z Markiem trochę do przodu, żeby nie musieć przepychać się w początkowej fazie biegu. W moim przypadku jednego to niezbyt pomogło - i tak musiałam się przepychać.
Na przepychankach traci się cenne sekundy :(
Na początek czekał podbieg bo z Rozbrat skręcało się w Górnośląską. Moje plany były takie, że - no dobra, fajnie, podbieg wezmę na świeżo, bo jest tuż po starcie, a potem będzie już tylko łatwiej.
Gówno prawda. Tak się "zafiksowałam" na tym, żeby utrzymać tempo 05:23, że kompletnie bez sensu spaliłam się na tym podbiegu. I potem było już tylko gorzej.
Nie pomogły płaskie jak deska Al. Ujazdowskie, nie pomógł zarąbisty zbieg Agrykolą. Było gorzej i gorzej. W dodatku upał nie pomagał.
Poza tym od samego startu chciało mi się pić i siku ;) Masakra.
Na 3,5km (na Czerniakowskiej) dopadł mnie taki kryzys, że musiałam przejść na moment do marszu. Potem było mi już ciężko utrzymać nawet 05:30 i zaczęłam się martwić nawet nie o złamanie 27 minut ale choćby o złamanie życiówki (27:31).
Kolejny kryzys był kilometr później, na Łazienkowskiej, gdy w zasadzie meta już była tuż tuż. A ja znów musiałam przejść do marszu, w dodatku zhiperwentylowałam się kompletnie. Udało mi się co prawda przyspieszyć na ostatnich kilkuset metrach ale to nie poprawiło zbytnio tempa.
Wbiegłam na metę kompletnie zmasakrowana, Garmin pokazywał 27:30. No cóż, w tym momencie to dopiero czas oficjalny pokaże, czy jest ta durna życiówka, czy też nie.
Marek z Krzyśkiem już na mnie czekali za barierkami. W zasadzie to wyrwałam Markowi z ręki resztkę Powera i wychłeptałam go zanim zdążył powiedzieć "ale...".
Potem dopiero ruszyłam się do bufetu po własnego Powera i wodę. Pół wody wylałam na siebie, bo musiałam się schłodzić. Resztę picia wypiłam duszkiem.
Gdy doszliśmy do Pepsi Areny po rowery, dotarł sms z czasem: 00:27:26. Czyli życiówka pobita o 5 sekund.
No, nie takiego wyniku się spodziewałam... ale lepszy rydz niż nic ;) Zawszę mogę zwalić na podbieg ;)
Nowe buty spisały się doskonale - nie obcieram sobie w nich paluchów, nawet w upał, co mnie cieszy. Spodenki za to są dość potliwe ale wygodne.
dystans: 5km, czas: 00:27:26
powrót do źródeł
Czwartek, 3 maja 2012 Kategoria wycieczki i inne spontany
| Km: | 17.69 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:07 | km/h: | 15.84 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 151151 ( 83%) | HRavg | 113( 62%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: b'twin Triban 3 (sprzedany) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dojazd i powrót na miejsce Biegu Konstytucji 3 Maja (tzn. pod Pepsi Arena). Powrót do źródeł, bo aby uniknąć potrzeby zostawiania czegokolwiek w depozycie pojechałam w spodenkach biegowych (które z natury rzeczy są bez pampersa) i bez kasku. Buty SPD wzięłam stare i zużyte, żeby nikomu nie chciało ich się kraść ;)
O ile jazda w spodenkach biegowych nie była problemem, a nawet było mi zaskakująco wygodnie, o tyle bez kasku czułam się... dziwnie. Jak bez głowy! ;)
Powrót z Krzyśkiem, który dojechał do nas, żeby pokibicować nam na mecie. Przy okazji przejechałam się kilkadziesiąt metrów jego Meridą i odkryłam Sorę. Przerzutki w jego rowerze chodzą cudownie gładko, płynnie i miękko. W porównaniu z moimi - niebo a ziemia. Ale na razie nie zamierzam inwestować w zmianę osprzętu w Tribanie.
O ile jazda w spodenkach biegowych nie była problemem, a nawet było mi zaskakująco wygodnie, o tyle bez kasku czułam się... dziwnie. Jak bez głowy! ;)
Powrót z Krzyśkiem, który dojechał do nas, żeby pokibicować nam na mecie. Przy okazji przejechałam się kilkadziesiąt metrów jego Meridą i odkryłam Sorę. Przerzutki w jego rowerze chodzą cudownie gładko, płynnie i miękko. W porównaniu z moimi - niebo a ziemia. Ale na razie nie zamierzam inwestować w zmianę osprzętu w Tribanie.
gdzie ta burza
Środa, 2 maja 2012 Kategoria dojazdy
| Km: | 32.43 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:33 | km/h: | 20.92 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 154154 ( 85%) | HRavg | 123( 68%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: b'twin Triban 3 (sprzedany) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Miały być dzisiaj burze. I tak się nastawiłam już, że pewnie rano będzie lało. Nie lało jednak, było bardzo ładnie i słonecznie. Choć w porównaniu do kilku ostatnich dni - chłodno (około 15 stopni). Wiał zimny wiatr i przez pół drogi do pracy było mi dość zimno z tego powodu.
Burza była, i owszem, ale jedynie zasygnalizowana. Grzmotnęło dwa razy i spadły trzy krople. Po południu się rozpogodziło i słonko znów wyjrzało zza krzaków.
Powrót przez Kabaty.
Burza była, i owszem, ale jedynie zasygnalizowana. Grzmotnęło dwa razy i spadły trzy krople. Po południu się rozpogodziło i słonko znów wyjrzało zza krzaków.
Powrót przez Kabaty.
treningowycieczka
Wtorek, 1 maja 2012 Kategoria >50 km, trening, wycieczki i inne spontany
| Km: | 59.49 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:15 | km/h: | 18.30 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 148148 ( 82%) | HRavg | 118( 65%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: b'twin Triban 3 (sprzedany) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wczoraj padło ze strony Krzyśka sakramentalne "Kręcimy coś jutro?". Jasne, coś można skręcić ;)
Najpierw jednak musiałam "odwalić" trening. Dzisiaj na tapecie podjazdy. Nie chciało mi się jechać na Agrykolę, bo to wydłużyłoby trening i opóźniło przejażdżkę z Krzyśkiem i Markiem więc postanowiłam zaryzykować ul. Orszady. Jeżdżą tam co prawda auta ale tylko w jedną stronę (pod górę i z reguły wolniej niż rower bo jest dużo hopek) więc nie powinno to sprawiać problemu.
Faktycznie, problemu nie było. Cały trening bez przeszkadzajek. Tzn. trochę przeszkadzały hopki bo niektóre z nich są agresywne i rzucają się na rowerzystę zasuwającego 30 km/h ale jakoś to przeżyłam. Triban też. Chyba.
Pod koniec treningu zadzwoniłam do chłopaków, że kończę i żeby się zbierali :)
Trochę musiałam na nich poczekać bo Marek jeszcze spał, gdy dzwoniłam a Krzysiek musiał się po coś wrócić do chaty, ale w efekcie wyjechaliśmy coś po 11tej.
Trasa szosowa, przez Okrzeszyn, Konstancin, Bielawę i takie tam. Fajnie się jechało. W jednym miejscu postanowiłam spróbować ile wykręcę na płaskim i wyszło 49,26 (na stojąco) ale ogólnie wycieczka dość spokojna. Upał nie dawał się zbytnio we znaki podczas jazdy - tylko gdy się na chwilę zatrzymywałam to pot mnie oblewał.
rozgrzewka
podjazdy 200 m x 20
sprinty zakończone podjazdem (400 m + 100 m) x4
wycieczka
kadencja 64/109
Najpierw jednak musiałam "odwalić" trening. Dzisiaj na tapecie podjazdy. Nie chciało mi się jechać na Agrykolę, bo to wydłużyłoby trening i opóźniło przejażdżkę z Krzyśkiem i Markiem więc postanowiłam zaryzykować ul. Orszady. Jeżdżą tam co prawda auta ale tylko w jedną stronę (pod górę i z reguły wolniej niż rower bo jest dużo hopek) więc nie powinno to sprawiać problemu.
Faktycznie, problemu nie było. Cały trening bez przeszkadzajek. Tzn. trochę przeszkadzały hopki bo niektóre z nich są agresywne i rzucają się na rowerzystę zasuwającego 30 km/h ale jakoś to przeżyłam. Triban też. Chyba.
Pod koniec treningu zadzwoniłam do chłopaków, że kończę i żeby się zbierali :)
Trochę musiałam na nich poczekać bo Marek jeszcze spał, gdy dzwoniłam a Krzysiek musiał się po coś wrócić do chaty, ale w efekcie wyjechaliśmy coś po 11tej.
Trasa szosowa, przez Okrzeszyn, Konstancin, Bielawę i takie tam. Fajnie się jechało. W jednym miejscu postanowiłam spróbować ile wykręcę na płaskim i wyszło 49,26 (na stojąco) ale ogólnie wycieczka dość spokojna. Upał nie dawał się zbytnio we znaki podczas jazdy - tylko gdy się na chwilę zatrzymywałam to pot mnie oblewał.
rozgrzewka
podjazdy 200 m x 20
sprinty zakończone podjazdem (400 m + 100 m) x4
wycieczka
kadencja 64/109
praca
Poniedziałek, 30 kwietnia 2012 Kategoria dojazdy
| Km: | 35.44 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:55 | km/h: | 18.49 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 149149 ( 82%) | HRavg | 126( 70%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: b'twin Triban 3 (sprzedany) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Udało mi się dzisiaj rano nie spocić ;) To się rzadko zdarza, nawet gdy jest chłodniej. Ale zasługę miał tutaj wiatr, który mi wiał ładnie w plecki tak, że pedałowałam bez większego wysiłku.
Powrót przez Kabaty, od plaży na Wilanowie z Markiem, który narzekał na przeskakujący łańcuch po serwisie. Odwiedziliśmy zatem wracając najpierw chinola (obiad) a potem Bikemana, gdzie nastąpiła wymiana kasety :)
Powrót przez Kabaty, od plaży na Wilanowie z Markiem, który narzekał na przeskakujący łańcuch po serwisie. Odwiedziliśmy zatem wracając najpierw chinola (obiad) a potem Bikemana, gdzie nastąpiła wymiana kasety :)
wieczorne kulasów rozruszanie
Sobota, 28 kwietnia 2012 Kategoria wycieczki i inne spontany, ze zdjęciami
| Km: | 6.83 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:38 | km/h: | 10.78 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: b'twin Triban 3 (sprzedany) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Wieczorkiem uznałam, że trzeba zmotywować Marka, który planował pójść pobiegać, ale mu się nie chciało. W sumie nie dziwię się, bo upał dzisiaj był niemożebny. Jednak zaproponowałam mu, że potowarzyszę mu na rowerku. Przy okazji mnie to też dobrze zrobiło po dzisiejszej eskapadzie :) A i dokręciłam do pełnej stówki... ;)
The day after - transport roweru z Siedlec

The day after - transport roweru z Siedlec

pod górę i pod wiatr, czyli jak zwykle do Siedlec
Sobota, 28 kwietnia 2012 Kategoria >50 km, trening, wycieczki i inne spontany
| Km: | 93.79 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:56 | km/h: | 23.84 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 160160 ( 88%) | HRavg | 140( 77%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: b'twin Triban 3 (sprzedany) | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Pierwotny plan zakładał, że jedziemy z Markiem do Siedlec rowerami. Jednak mocny wiatr zniechęcił Marka do jazdy, więc pojechałam sama, a Marek autem. Pogoda była tak piękna, że aż żal byłoby gotować się w aucie, w korku.
Jadąc jeszcze przez Warszawę, na bieżąco relacjonowałam Markowi zakorkowanie trasy. W rezultacie pojechał jakimiś okropnymi objazdami :)
Trasa do Siedlec, tradycyjnie już - pod górę i pod wiatr :) Jednak jechało mi się bardzo dobrze. W drodze jeszcze zrobiłam zadany trening. Dwie rzeczy mi przeszkadzały podczas jazdy.
Pierwsza to rękawiczki. Teraz już wiem, czemu sporo szosowców jeździ bez rękawiczek. Otóż materiał rękawiczek w dolnym chwycie mocno napina się między palcami i o ile przy niezbyt długiej wycieczce nie jest to jakieś super uciążliwe, o tyle przy długiej trasie - już tak. Ale temu można było prosto zaradzić - zdjęciem rękawiczek.
Z drugą rzeczą gorzej. Moje obecne buty uciskają mnie. Uciskały mnie od samego początku, ale sądziłam że po kilku mokrych maratonach i kilku praniach się rozczłapią i przestaną. Niestety, tak się nie stało. Tu podobnie, przy krótkiej jeździe nie jest to problem ale przy długiej robi się tak uciążliwe, że aż przeszkadza jechać. I tu nie pomogło nawet wyjęcie dodatkowej wkładki, którą noszę po BGFit. Nic, tylko trzeba zainwestować w buty... :(
Gdy dotarłam na miejsce, Marka jeszcze nie było. Nie zdziwiło mnie to zbytnio, bo widziałam jakie korki są po drodze. Zresztą po drodze zajrzał jeszcze do warsztatu samochodowego więc tak naprawdę był wcześniej ode mnie - ale niewiele :)
Spiekłam sobie prawą stronę ciała - ramię, udo, policzek i ucho oraz wewnętrzną stronę lewego ramienia ;) Bo cała trasa do Siedlec przebiega na wschód i słońce ma się po prawej.
Dotarcie na miejsce zajęło mi niecałe 4h :D:D
A na miejscu czekały na mnie placki ziemniaczane :):)
1h rozgrzewka
30 min szybciej
30 min wolniej
30 min szybciej
reszta trasy :)
kadencja 82/110
Jadąc jeszcze przez Warszawę, na bieżąco relacjonowałam Markowi zakorkowanie trasy. W rezultacie pojechał jakimiś okropnymi objazdami :)
Trasa do Siedlec, tradycyjnie już - pod górę i pod wiatr :) Jednak jechało mi się bardzo dobrze. W drodze jeszcze zrobiłam zadany trening. Dwie rzeczy mi przeszkadzały podczas jazdy.
Pierwsza to rękawiczki. Teraz już wiem, czemu sporo szosowców jeździ bez rękawiczek. Otóż materiał rękawiczek w dolnym chwycie mocno napina się między palcami i o ile przy niezbyt długiej wycieczce nie jest to jakieś super uciążliwe, o tyle przy długiej trasie - już tak. Ale temu można było prosto zaradzić - zdjęciem rękawiczek.
Z drugą rzeczą gorzej. Moje obecne buty uciskają mnie. Uciskały mnie od samego początku, ale sądziłam że po kilku mokrych maratonach i kilku praniach się rozczłapią i przestaną. Niestety, tak się nie stało. Tu podobnie, przy krótkiej jeździe nie jest to problem ale przy długiej robi się tak uciążliwe, że aż przeszkadza jechać. I tu nie pomogło nawet wyjęcie dodatkowej wkładki, którą noszę po BGFit. Nic, tylko trzeba zainwestować w buty... :(
Gdy dotarłam na miejsce, Marka jeszcze nie było. Nie zdziwiło mnie to zbytnio, bo widziałam jakie korki są po drodze. Zresztą po drodze zajrzał jeszcze do warsztatu samochodowego więc tak naprawdę był wcześniej ode mnie - ale niewiele :)
Spiekłam sobie prawą stronę ciała - ramię, udo, policzek i ucho oraz wewnętrzną stronę lewego ramienia ;) Bo cała trasa do Siedlec przebiega na wschód i słońce ma się po prawej.
Dotarcie na miejsce zajęło mi niecałe 4h :D:D
A na miejscu czekały na mnie placki ziemniaczane :):)
1h rozgrzewka
30 min szybciej
30 min wolniej
30 min szybciej
reszta trasy :)
kadencja 82/110
pachnący las
Piątek, 27 kwietnia 2012 Kategoria dojazdy, trening
| Km: | 43.98 | Km teren: | 20.00 | Czas: | 02:01 | km/h: | 21.81 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 163163 ( 90%) | HRavg | 136( 75%) |
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Dojazd do LK pod wiatr. Przyznam, że w Skocince brakuje mi baranka... :)
W LK niestety, pełno luda. Wiosna przyszła i euforycznie wszyscy wylegli - na nogach, na rowerach, z wózkami, z psami... polanka grillowa zadymiona tak, że nic nie widać. Ostatnie powtórzenie zepsuła mi gromadka idąca całą szerokością ścieżki.
Za to w lesie pełno wiosennych zapachów. Wilgotna ziemia, liście i to coś nieuchwytnego, co jest tylko na wiosnę.
rozgrzewka
2 min x 30 sek x 10
1 min x 30 sek x 10
rozjazd
kadencja 79/120
W LK niestety, pełno luda. Wiosna przyszła i euforycznie wszyscy wylegli - na nogach, na rowerach, z wózkami, z psami... polanka grillowa zadymiona tak, że nic nie widać. Ostatnie powtórzenie zepsuła mi gromadka idąca całą szerokością ścieżki.
Za to w lesie pełno wiosennych zapachów. Wilgotna ziemia, liście i to coś nieuchwytnego, co jest tylko na wiosnę.
rozgrzewka
2 min x 30 sek x 10
1 min x 30 sek x 10
rozjazd
kadencja 79/120







