Bolzano
Wtorek, 7 grudnia 2010 Kategoria wycieczki i inne spontany, ze zdjęciami, białe szaleństwo
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | km/h: | ||
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Po wczorajszej kraksie musiałam dzisiaj zrobić dzień przerwy. Kostka i kolano mnie całkiem nieźle bolą :( Martwię się trochę, czy to nie koniec snowboardowania na ten wyjazd...
Oprócz mnie również Marek, Tomek i Magda postanowili zrobić sobie przerwę na leczenie zakwasów. Zdecydowaliśmy się zatem odwiedzić stolicę regionu, Bolzano. Zajrzeliśmy do Muzeum Historii Naturalnej i Muzeum Archeologicznego. Tu można obejrzeć słynną mumię lodową Ötzi (obrazek z Wikipedii bo niestety nie można było robić zdjęć)

Dojazd do Bolzano


Oprócz mnie również Marek, Tomek i Magda postanowili zrobić sobie przerwę na leczenie zakwasów. Zdecydowaliśmy się zatem odwiedzić stolicę regionu, Bolzano. Zajrzeliśmy do Muzeum Historii Naturalnej i Muzeum Archeologicznego. Tu można obejrzeć słynną mumię lodową Ötzi (obrazek z Wikipedii bo niestety nie można było robić zdjęć)

Dojazd do Bolzano


Alpe di Siusi
Poniedziałek, 6 grudnia 2010 Kategoria białe szaleństwo
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 06:00 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Zakwasy już są. To źle wróży na jutro. Jeśli zakwasy są już dzisiaj to jutro będą straszliwe ;D
Dzisiaj 6 h na desce. Pochmurno i mgliście, chyba idzie odwilż. Warunki śniegowe bardzo dobre ale widoczność kiepska. Właściwie to skupiłam się dzisiaj na jednym stoku. Przy jednym zjeździe chciałam "przyszpanować" przed dwoma uczącymi się snowboardzistami i się to źle skończyło... Lekko skręconą kostką i kolanem. Po odpoczynku poszłam dalej jeździć, ale trochę się obawiam co będzie jutro.
Dzisiaj 6 h na desce. Pochmurno i mgliście, chyba idzie odwilż. Warunki śniegowe bardzo dobre ale widoczność kiepska. Właściwie to skupiłam się dzisiaj na jednym stoku. Przy jednym zjeździe chciałam "przyszpanować" przed dwoma uczącymi się snowboardzistami i się to źle skończyło... Lekko skręconą kostką i kolanem. Po odpoczynku poszłam dalej jeździć, ale trochę się obawiam co będzie jutro.
Alpe di Siusi
Niedziela, 5 grudnia 2010 Kategoria białe szaleństwo
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 05:00 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Pierwszy dzień po przyjeździe. Trzeba się rozruszać, przyzwyczaić... a i tak będą zakwasy :D Co za cudne miejsce, ile śniegu :D Ile tras, wyciągów... cudo!
Pogoda od rana bardzo fajna, choć po południu zachmurzyło się i zaczął prószyć śnieżek. Pod koniec dnia już nie prószył tylko ostro sypał a widoczność zmalała do kilku metrów. Na szczęście i tak planowaliśmy się zbierać.
5 h na snowboardzie z przerwami na knajping ;D
Jestem okropnie zmęczona, nawet nie mam ochoty iść łazić po pobliskim miasteczku Castelrotto
Pogoda od rana bardzo fajna, choć po południu zachmurzyło się i zaczął prószyć śnieżek. Pod koniec dnia już nie prószył tylko ostro sypał a widoczność zmalała do kilku metrów. Na szczęście i tak planowaliśmy się zbierać.
5 h na snowboardzie z przerwami na knajping ;D
Jestem okropnie zmęczona, nawet nie mam ochoty iść łazić po pobliskim miasteczku Castelrotto
test na tętno na progu mleczanowym
Piątek, 3 grudnia 2010 Kategoria trenażer, test
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:25 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Trenażer | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Miałam ten test zrobić w środę, ale okoliczności nie pozwoliły ;)
Dlatego zrobiłam go dzisiaj, chociaż jest dzień wyjazdowy i powinnam iść szybko spać, bo wyjeżdżamy o 3 w nocy. Ale test zrobić trzeba
Rozgrzewka 15 minut spokojnego kręcenia z przyspieszeniami kadencji do stu-kilkunastu
Temperatura w domu około 22 stopnie i jazda przy uchylonym oknie balkonowym
Test progresywny GTX wg. Friela
1 minuta - 100 Watt - KOW 2 - HR 131
2 minuta - 120 Watt - KOW 3 - HR 138
3 minuta - 140 Watt - KOW 4 - HR 148
4 minuta - 160 Watt - KOW 5 - HR 158
5 minuta - 180 Watt - KOW 6/7 - HR 164
6 minuta - 200 Watt - KOW 8/9 - HR 168
VT nie został uchwycony dokładnie, ale Marek twierdzi, że zaczęłam sapać przy KOW 6/7 :)
spadek tętna (spokojne kręcenie)
7 minuta - HR 157
8 minuta - HR 132
9 minuta - HR 115
Z testu wynika, że tętno na progu mleczanowym to około 161-162, co by się zgadzało z HR max w tabelce stref tętna u Friela
Co prawda sądzę, że przy lepszym chłodzeniu test mógłby wypaść korzystniej. Muszę go powtórzyć przy całkiem otwartych drzwiach balkonowych przy następnej okazji.
Całość zajęła około 25 minut, KOW: 5
obciążenie: 125
Dlatego zrobiłam go dzisiaj, chociaż jest dzień wyjazdowy i powinnam iść szybko spać, bo wyjeżdżamy o 3 w nocy. Ale test zrobić trzeba
Rozgrzewka 15 minut spokojnego kręcenia z przyspieszeniami kadencji do stu-kilkunastu
Temperatura w domu około 22 stopnie i jazda przy uchylonym oknie balkonowym
Test progresywny GTX wg. Friela
1 minuta - 100 Watt - KOW 2 - HR 131
2 minuta - 120 Watt - KOW 3 - HR 138
3 minuta - 140 Watt - KOW 4 - HR 148
4 minuta - 160 Watt - KOW 5 - HR 158
5 minuta - 180 Watt - KOW 6/7 - HR 164
6 minuta - 200 Watt - KOW 8/9 - HR 168
VT nie został uchwycony dokładnie, ale Marek twierdzi, że zaczęłam sapać przy KOW 6/7 :)
spadek tętna (spokojne kręcenie)
7 minuta - HR 157
8 minuta - HR 132
9 minuta - HR 115
Z testu wynika, że tętno na progu mleczanowym to około 161-162, co by się zgadzało z HR max w tabelce stref tętna u Friela
Co prawda sądzę, że przy lepszym chłodzeniu test mógłby wypaść korzystniej. Muszę go powtórzyć przy całkiem otwartych drzwiach balkonowych przy następnej okazji.
Całość zajęła około 25 minut, KOW: 5
obciążenie: 125
Biegi na nartach czas zacząć
Wtorek, 30 listopada 2010 Kategoria biegówki, trening, trenażer
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 02:37 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Sprzęt: Trenażer | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Ojjjj posypało, posypało... Wczoraj było bardzo wietrznie i nieprzyjemnie więc myśl o biegówkach wywietrzała mi wczoraj z głowy jak tylko wyszłam z pracy :) I tak, dotarcie z Metra Ursynów na Okaryny (na piechotę) do mojego trenera było wyczynem heroicznym ale utwierdziło mnie w przekonaniu, że trzeba poczekać aż przestanie wiać ;)
Za to dzisiaj... dzisiaj jest wspaniale, spokojnie, mroźno i jeszcze troszeczkę białego puchu dosypało.
Miałam zaplanowane podjazdy ale z dobrze poinformowanych źródeł otrzymałam informację, że Agrykola zasypana... więc podjazdy przeniosłam na "dmuchaną lalę", poprzedzając godzinką na biegówkach w ramach rozgrzewki. Oczywiście, żeby nie iść daleko, obskoczyłam "Smródkę" dookoła, ale dzisiaj prawie aż do samego domu dotarłam na nartach (dróżki osiedlowe nie są zbyt dobrze odśnieżone.
Biegówki: 4,78 km // 1:08:46 (taaak, wiem, że wolno się poruszam na tym...)
HR 136/165
KOW: 3
obciążenie: 204
Trenażer:
Kat: F1
10x 500m (5-tka na manetce + przełożenie 2x4 ) + 500m odpoczynku (za wyjątkiem ostatniego powtórzenia, po którym 25 min rozjazd)
HR 111/148
kadencja 55/73
KOW: 6
obciążenie: 432
a zapis z Garmina wygląda jak dzieło szalonego artysty:
suma obciążeń: 636
Za to dzisiaj... dzisiaj jest wspaniale, spokojnie, mroźno i jeszcze troszeczkę białego puchu dosypało.
Miałam zaplanowane podjazdy ale z dobrze poinformowanych źródeł otrzymałam informację, że Agrykola zasypana... więc podjazdy przeniosłam na "dmuchaną lalę", poprzedzając godzinką na biegówkach w ramach rozgrzewki. Oczywiście, żeby nie iść daleko, obskoczyłam "Smródkę" dookoła, ale dzisiaj prawie aż do samego domu dotarłam na nartach (dróżki osiedlowe nie są zbyt dobrze odśnieżone.
Biegówki: 4,78 km // 1:08:46 (taaak, wiem, że wolno się poruszam na tym...)
HR 136/165
KOW: 3
obciążenie: 204
Trenażer:
Kat: F1
10x 500m (5-tka na manetce + przełożenie 2x4 ) + 500m odpoczynku (za wyjątkiem ostatniego powtórzenia, po którym 25 min rozjazd)
HR 111/148
kadencja 55/73
KOW: 6
obciążenie: 432
a zapis z Garmina wygląda jak dzieło szalonego artysty:
suma obciążeń: 636
a kto mówił, że jak jest śnieg to nie ma błota?
Niedziela, 28 listopada 2010 Kategoria trening
| Km: | 27.92 | Km teren: | 20.00 | Czas: | 02:17 | km/h: | 12.23 |
| Pr. maks.: | 32.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 162162 ( 92%) | HRavg | 134( 76%) |
| Kalorie: | 1588kcal | Podjazdy: | 185m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
... no właśnie, kto? Oczywiście nie wzięłam kasy na myjnię... Spodziewałam się, że w Lasku Kabackim leży śnieg. No i leży, owszem... ale poza trasami ;)
No dobra, na trasach też go trochę jest, ale głównie przykrywa błotko :)
Po przejechaniu około 20 rowerów, już nie przykrywa a błotko jest ładnie rozjeżdżone ;)
W każdym razie, wbrew twierdzeniu pewnego pana z nartami, którego spotkaliśmy jadąc do Lasku, nie są to warunki na odkurzenie biegówek :)
Najpierw dość łagodna rozgrzewka, można było się przyjrzeć, jaki piękny jest Lasek Kabacki jak go trochę śnieg przyprószy. Z atrakcji - podjazd i zjazd z niewielkiego wału przy "parkowni" metra. Zjazd wywołał u mnie małą konsternację, bo był lekko błotnisty - ale dał się zjechać. Do tej pory omijałam ten zjazd obojętnie jako "niezjeżdżalny" (!)
Dzisiaj dla kontrastu od poprzedniego treningu, było dość lajtowo. Chociaż nie zabrakło wyzwań - na przykład rundka po okropnie błotnistym singletracku z akcentem na jednej z głównych dróg Lasku w postaci gigantycznej, śliskiej, błotnistej, nieomijalnej kałuży.
Za pierwszym razem Szef Błażej poprowadził peleton bokiem, objeżdżając tę kałużę zakosami po równie atrakcyjnym błotku. Tu, niestety zeszłam z roweru i to był błąd. Do obu butów nalało mi się wody, co zdopingowało mnie, żeby już więcej nie zejść z roweru podczas tego treningu. I udało mi się. Straszną kałużę pokonałam jeszcze dwa razy, centralnie przez środek (aby uniknąć zakosów i konieczności zejścia z roweru).
Z pozostałych atrakcji - przejazd przez śliski ośnieżony mostek na kanałku, zjazd z lekko zakręcającej górki, przejazd przez kanałek i zaraz potem podjazd. Okazało się, że to bułka z masłem :)
Na rozjeździe, kiedy już się cieszyłam, że nie zaliczyłam żadnej gleby... zaliczyłam glebę ;) Uślizgnęło mi się tylne koło i ryms. Coś mi chrupnęło oO Ale nic mnie nie boli, więc chyba nic poważnego ;)
Dzisiaj myjnia to był MUS. Na szczęście Krzychu miał piątkę do pożyczenia ;)
Po opłukaniu roweru na myjni okazało się, że śnieg bardzo ładnie wyczyścił moje oponki - kolor prawie wrócił do fabrycznej bieli ;)
Koło myjni spotkałam Tomskiego, który rozpoznał mnie po rowerze :D
bilans:
- zejść z roweru podczas rundek: 2, z czego jedno spowodowane wywrotką kolegi jadącego przede mną
- woda w butach: 2 ;)
- gleb: 1, niegroźna
- wyczyszczone oponki :D
- bananów na twarzy: 1 (ale za to od ucha do ucha)
Było FANTASTYCZNIE, chcę jeszcze raz ;)
Tu filmik dzięki uprzejmości kolegów:
KLIK!
kat: S5
kadencja 79/121
KOW: 4
obciążenie 308
No dobra, na trasach też go trochę jest, ale głównie przykrywa błotko :)
Po przejechaniu około 20 rowerów, już nie przykrywa a błotko jest ładnie rozjeżdżone ;)
W każdym razie, wbrew twierdzeniu pewnego pana z nartami, którego spotkaliśmy jadąc do Lasku, nie są to warunki na odkurzenie biegówek :)
Najpierw dość łagodna rozgrzewka, można było się przyjrzeć, jaki piękny jest Lasek Kabacki jak go trochę śnieg przyprószy. Z atrakcji - podjazd i zjazd z niewielkiego wału przy "parkowni" metra. Zjazd wywołał u mnie małą konsternację, bo był lekko błotnisty - ale dał się zjechać. Do tej pory omijałam ten zjazd obojętnie jako "niezjeżdżalny" (!)
Dzisiaj dla kontrastu od poprzedniego treningu, było dość lajtowo. Chociaż nie zabrakło wyzwań - na przykład rundka po okropnie błotnistym singletracku z akcentem na jednej z głównych dróg Lasku w postaci gigantycznej, śliskiej, błotnistej, nieomijalnej kałuży.
Za pierwszym razem Szef Błażej poprowadził peleton bokiem, objeżdżając tę kałużę zakosami po równie atrakcyjnym błotku. Tu, niestety zeszłam z roweru i to był błąd. Do obu butów nalało mi się wody, co zdopingowało mnie, żeby już więcej nie zejść z roweru podczas tego treningu. I udało mi się. Straszną kałużę pokonałam jeszcze dwa razy, centralnie przez środek (aby uniknąć zakosów i konieczności zejścia z roweru).
Z pozostałych atrakcji - przejazd przez śliski ośnieżony mostek na kanałku, zjazd z lekko zakręcającej górki, przejazd przez kanałek i zaraz potem podjazd. Okazało się, że to bułka z masłem :)
Na rozjeździe, kiedy już się cieszyłam, że nie zaliczyłam żadnej gleby... zaliczyłam glebę ;) Uślizgnęło mi się tylne koło i ryms. Coś mi chrupnęło oO Ale nic mnie nie boli, więc chyba nic poważnego ;)
Dzisiaj myjnia to był MUS. Na szczęście Krzychu miał piątkę do pożyczenia ;)
Po opłukaniu roweru na myjni okazało się, że śnieg bardzo ładnie wyczyścił moje oponki - kolor prawie wrócił do fabrycznej bieli ;)
Koło myjni spotkałam Tomskiego, który rozpoznał mnie po rowerze :D
bilans:
- zejść z roweru podczas rundek: 2, z czego jedno spowodowane wywrotką kolegi jadącego przede mną
- woda w butach: 2 ;)
- gleb: 1, niegroźna
- wyczyszczone oponki :D
- bananów na twarzy: 1 (ale za to od ucha do ucha)
Było FANTASTYCZNIE, chcę jeszcze raz ;)
Tu filmik dzięki uprzejmości kolegów:
KLIK!
kat: S5
kadencja 79/121
KOW: 4
obciążenie 308
Gdzie koła poniosą
Sobota, 27 listopada 2010 Kategoria trening, wycieczki i inne spontany, ze zdjęciami, >50 km
| Km: | 57.19 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 03:37 | km/h: | 15.81 |
| Pr. maks.: | 30.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | 2129kcal | Podjazdy: | 271m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Na dzisiaj zaplanowany miałam rozjazd 60 km. Gdzie by tu pojechać, żeby tyle wyszło, a jednocześnie żeby móc w miarę szybko wrócić, gdyby się okazało, że jest okropnie zimno... niezły dylemat. Po namyślę uznałam, że pojadę w stronę Powsina a potem będę się zastanawiać co dalej. I tak jechałam, gdzie koła poniosą... zwiedziłam różne okoliczne wioski wokół Konstancina, byłam nad Wisłą, w Kępie Potockiej zwiedziłam Vettenfall, obejrzałam z bliska elektrociepłownię Siekierki, skręciłam na Wilanów i wróciłam przez Lasek Kabacki.
Na początku było mi całkiem przyjemnie, zwłaszcza w Lasku Kabackim. Po trzydziestym km jednak zaczęłam się zastanawiać, czy nie skrócić wycieczki i nie dokończyć treningu na trenażerze. Zatem zaczęłam wracać. I tak wracałam trochę naokoło, że w Lasku Kabackim zrobiło się 50 km. Całe szczęście, że zabrałam ze sobą nieprzewiewną kurtkę i rękawice narciarskie :) Było mi ciepło, tylko palce u stóp mi zmarzły z lekka...
Zima idzie

Mazowieckie krajobrazy


Elektrociepłownia Siekierki. To oni zabrali słońce! Foto z komórki bo aparat odmówił współpracy na tym zimnie :)

A po drodze:
- jechał przede mną samochodem koleś i tak głośno łupał muzą, że zagłuszał mi moją, której słuchałam przez słuchawki
- widziałam całkiem sporo rowerzystów, niektórzy nawet machali
- widziałam TABUNY biegaczy, zwłaszcza w Lasku Kabackim
- jakiś koleś lansował się przede mną ze dwa kilometry na Scale 30... kurczę, chyba wiedział, jak mnie zdenerwować ;) śmieszne jednak było to, że jechał w kasku narciarskim czy snowboardowym i w goglach... przynajmniej w uszy mu nie było zimno :) ale mi też nie było zimno w uszy bo sobie założyłam buffa jak komin na głowę i szyję :)
- znowu zgubiłam cholerną blaszkę od cholernego pedału spd... jak babcię kocham, na nowy sezon kupuję Cranki.
KAT: E2
kadencja 81/112
KOW: 6
obciążenie 1302
Na początku było mi całkiem przyjemnie, zwłaszcza w Lasku Kabackim. Po trzydziestym km jednak zaczęłam się zastanawiać, czy nie skrócić wycieczki i nie dokończyć treningu na trenażerze. Zatem zaczęłam wracać. I tak wracałam trochę naokoło, że w Lasku Kabackim zrobiło się 50 km. Całe szczęście, że zabrałam ze sobą nieprzewiewną kurtkę i rękawice narciarskie :) Było mi ciepło, tylko palce u stóp mi zmarzły z lekka...
Zima idzie

Mazowieckie krajobrazy


Elektrociepłownia Siekierki. To oni zabrali słońce! Foto z komórki bo aparat odmówił współpracy na tym zimnie :)

A po drodze:
- jechał przede mną samochodem koleś i tak głośno łupał muzą, że zagłuszał mi moją, której słuchałam przez słuchawki
- widziałam całkiem sporo rowerzystów, niektórzy nawet machali
- widziałam TABUNY biegaczy, zwłaszcza w Lasku Kabackim
- jakiś koleś lansował się przede mną ze dwa kilometry na Scale 30... kurczę, chyba wiedział, jak mnie zdenerwować ;) śmieszne jednak było to, że jechał w kasku narciarskim czy snowboardowym i w goglach... przynajmniej w uszy mu nie było zimno :) ale mi też nie było zimno w uszy bo sobie założyłam buffa jak komin na głowę i szyję :)
- znowu zgubiłam cholerną blaszkę od cholernego pedału spd... jak babcię kocham, na nowy sezon kupuję Cranki.
KAT: E2
kadencja 81/112
KOW: 6
obciążenie 1302
bieganie
Piątek, 26 listopada 2010 Kategoria bieganie, trening, trening siłowy
| Km: | 0.00 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:20 | km/h: | 0.00 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
Bardzo dobrze i lekko mi się dzisiaj biegło. Aura była bardzo przyjemna. Chłodno (ciut poniżej 0) ale bezwietrznie i sucho. Baaaardzo fajnie.
5,30 km / 34:38 / HR 155/173
z tego pod koniec 500m w tempie 4,54, HR 167
KOW: 7
obciążenie 245
potem trochę siłki - dzisiaj zwiększyłam ilość serii do 3, za to zmniejszyłam ilość powtórzeń, żeby nie dowalić sobie od razu na starcie...
przysiad z obciążeniem 15+25+25
sprężyna (ściąganie do klatki piersiowej) 10+15+15 na każdą rękę
step z obciążeniem 15+25+25 na każdą nogę
pompki 3x10, ostatnie powtórzenie w ostatniej serii już mi nie wyszło... nie podniosłam się ;)
wspięcia na palcach bez obciążenia 3x15
wiosłowanie na stojąco 3x17
brzuszki ze skrętem 3x20
KOW: 4
obciążenie 180
suma obciążeń 425
5,30 km / 34:38 / HR 155/173
z tego pod koniec 500m w tempie 4,54, HR 167
KOW: 7
obciążenie 245
potem trochę siłki - dzisiaj zwiększyłam ilość serii do 3, za to zmniejszyłam ilość powtórzeń, żeby nie dowalić sobie od razu na starcie...
przysiad z obciążeniem 15+25+25
sprężyna (ściąganie do klatki piersiowej) 10+15+15 na każdą rękę
step z obciążeniem 15+25+25 na każdą nogę
pompki 3x10, ostatnie powtórzenie w ostatniej serii już mi nie wyszło... nie podniosłam się ;)
wspięcia na palcach bez obciążenia 3x15
wiosłowanie na stojąco 3x17
brzuszki ze skrętem 3x20
KOW: 4
obciążenie 180
suma obciążeń 425
wieczorny deszcz ze śniegiem
Środa, 24 listopada 2010 Kategoria dojazdy, trening
| Km: | 20.03 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 01:14 | km/h: | 16.24 |
| Pr. maks.: | 35.50 | Temperatura: | °C | HRmax: | 155155 ( 88%) | HRavg | 117( 66%) |
| Kalorie: | 751kcal | Podjazdy: | 215m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Po pracy w pierwszym odruchu chciałam pojechać bezpośrednio do domu a trening odwalić na trenażerze, ale po namyśle doszłam do wniosku, że nie jest tak źle. Troszkę kropiło ale nie było bardzo obrzydliwie ;)
Jak dojechałam do Św. Opatrzności, Opatrzność postanowiła zmusić mnie do powrotu do domu - przez ładnych kilkanaście minut zacinał ohydny deszcz ze śniegiem ale postanowiłam go zignorować. Dokończyłam trening przy okazji zauważając, że zima w tym roku tradycyjnie zaskakuje drogowców - ani jednej piaskarki. A na noc zapowiadali temperatury bliskie zera czy też nawet ujemne... Jutro będzie faaaajna szklanka...
kat.: E2
kadencja: 83/115
KOW: 3
obciążenie 222
Jak dojechałam do Św. Opatrzności, Opatrzność postanowiła zmusić mnie do powrotu do domu - przez ładnych kilkanaście minut zacinał ohydny deszcz ze śniegiem ale postanowiłam go zignorować. Dokończyłam trening przy okazji zauważając, że zima w tym roku tradycyjnie zaskakuje drogowców - ani jednej piaskarki. A na noc zapowiadali temperatury bliskie zera czy też nawet ujemne... Jutro będzie faaaajna szklanka...
kat.: E2
kadencja: 83/115
KOW: 3
obciążenie 222
do pracy
Środa, 24 listopada 2010 Kategoria dojazdy
| Km: | 9.52 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:33 | km/h: | 17.31 |
| Pr. maks.: | 30.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | 157157 ( 89%) | HRavg | 135( 76%) |
| Kalorie: | 469kcal | Podjazdy: | 300m | Sprzęt: Scott Scale 70 | Aktywność: Jazda na rowerze | ||
Rano mocno wiało, ale na horyzoncie jakby się przejaśniało, no to wyszłam z rowerem. Pod blokiem okazało się, że jednak jakieś krople nieco kapią i przez myśl mi przeszło, żeby jednak pojechać metrem. Jednak zdecydowałam się pojechać rowerem. Deszczyk próbował mnie nastraszyć, w pewnym momencie nawet dość ostro padało, ale tylko przez chwilę. Potem chmury się przewiały i deszcz poleciał straszyć kogo innego. Do pracy dojechałam sucha.
KOW: 4
kadencja 87/116
obciążenie 132
KOW: 4
kadencja 87/116
obciążenie 132







