kurde co za cholerny dzień oO
Czwartek, 26 lipca 2007 Kategoria wycieczki i inne spontany
Km:
19.58
Km teren:
0.00
Czas:
00:54
km/h:
21.76
Pr. maks.:
0.00
Temperatura:
°C
HRmax:
HRavg
Kalorie:
kcal
Podjazdy:
m
Aktywność: Jazda na rowerze
kurde co za cholerny dzień oO
miałam rano pojechać do Sądu na ul. Jasną (służbową). pech chciał, że w okolicach metra politechnika złapałam gumę (cholera, nawet było słychać głośne "pum!") i powietrze mi zeszło w ciągu pół minuty oO ponieważ nie miałam czasu na bawienie się w łatki to wpakowałam rower w metro i podrzuciłam się do centrum a stamtąd tyr tyr tyr... na piechotkę do sądu. w sądzie czekałam 40 (sic!) minut na udostępnienie akt. kur.. przez ten czas, jakbym wiedziała, to bym sobie ze trzy razy tę cholerną dętkę załatała. a tak, po wyjściu z sądu, nie miałam na to za bardzo czasu bo spieszyłam się do pracy na spotkanie. więc na szybko rozebrałam koło, upaprałam się łańcuchem i strasznie brudnym kołem i... przy naklejaniu łatki okazało się, że zabrakło mi kleju! niech to cholera jasna weźmie...
no nic, doturlałam się do najbliższego przystanku i dotarłam do pracy busem. oczywiście na spotkanie się spóźniłam, szef na nie poszedł beze mnie (całe szczęście, że mnie nie ochrzanił, chyba zapomniał)
w pracy szybki gugel i znalazłam serwis na białobrzeskiej - uff, nie musiałam się martwić, że będę musiała wlec rower do domu autobusem. ale to i tak upakarzające, tłuc się z flakiem przez parę ulic... yuhhhh miałam wrażenie, że się wszyscy gapią, jak piszczy nienapompowana dętka w oponie.
w serwisie BARDZO MILI I SYMPATYCZNI naprawdę, wymienili mi dętkę od ręki <pokłon pokłon> dziękuję dziękuję :) w dodatku spotkałam sympatycznego tubylca (w sensie bikera z bikestats), który odprowadził mnie kawałek :) <macha> dzięki!
| Km: | 19.58 | Km teren: | 0.00 | Czas: | 00:54 | km/h: | 21.76 |
| Pr. maks.: | 0.00 | Temperatura: | °C | HRmax: | HRavg | ||
| Kalorie: | kcal | Podjazdy: | m | Aktywność: Jazda na rowerze | |||
miałam rano pojechać do Sądu na ul. Jasną (służbową). pech chciał, że w okolicach metra politechnika złapałam gumę (cholera, nawet było słychać głośne "pum!") i powietrze mi zeszło w ciągu pół minuty oO ponieważ nie miałam czasu na bawienie się w łatki to wpakowałam rower w metro i podrzuciłam się do centrum a stamtąd tyr tyr tyr... na piechotkę do sądu. w sądzie czekałam 40 (sic!) minut na udostępnienie akt. kur.. przez ten czas, jakbym wiedziała, to bym sobie ze trzy razy tę cholerną dętkę załatała. a tak, po wyjściu z sądu, nie miałam na to za bardzo czasu bo spieszyłam się do pracy na spotkanie. więc na szybko rozebrałam koło, upaprałam się łańcuchem i strasznie brudnym kołem i... przy naklejaniu łatki okazało się, że zabrakło mi kleju! niech to cholera jasna weźmie...
no nic, doturlałam się do najbliższego przystanku i dotarłam do pracy busem. oczywiście na spotkanie się spóźniłam, szef na nie poszedł beze mnie (całe szczęście, że mnie nie ochrzanił, chyba zapomniał)
w pracy szybki gugel i znalazłam serwis na białobrzeskiej - uff, nie musiałam się martwić, że będę musiała wlec rower do domu autobusem. ale to i tak upakarzające, tłuc się z flakiem przez parę ulic... yuhhhh miałam wrażenie, że się wszyscy gapią, jak piszczy nienapompowana dętka w oponie.
w serwisie BARDZO MILI I SYMPATYCZNI naprawdę, wymienili mi dętkę od ręki <pokłon pokłon> dziękuję dziękuję :) w dodatku spotkałam sympatycznego tubylca (w sensie bikera z bikestats), który odprowadził mnie kawałek :) <macha> dzięki!
komentarze
Cała przyjemność po mojej stronie. Może jak już się znamy to gdzieś kiedyś pośmigamy?
tygryskris - 22:44 czwartek, 26 lipca 2007 | linkuj
Komentować mogą tylko zalogowani. Zaloguj się · Zarejestruj się!







